środa, 27 października 2010

Szara rzeczywistość


Dzień spędziłam do południa na załatwianiu niezałatwialnego :) choć trochę jednak się poprawiło... rachunek za gaz opłacony, stan licznika doniesiony gdzie trzeba, mięso w promocji zakupione i zamrożone, parapet posprzątany... zostało jeszcze sporo, a jakoś to, co się załatwiło, nie chce odejść w niepamięć, tylko już zaczyna nadchodzić w następnej turze :) kolejny miesiąc, kolejne rachunki i czasem mam wrażenie, że to się nigdy nie skończy, a chciałabym, chciała... z oszczędności pewnie nie ugotuję dzisiaj obiadu, może jutro, zawsze to jeden dzień przyhamowany z wydatkami, tylko... jak długo da się hamować? więc jak widać, kryzys jest wszędzie, a zima nie zamierza poczekać w tym roku na przyszły, tylko się niestety zbliża i straszy swoim mroźnym oddechem, żeby getry, rękawiczki, buty, koc i kurtkę kupować, bo będzie zimno.... oj będzie, a jak raz to, co wspomniane wyszło i nie ma, wydarło się, rozdziawiło, bęc... zlecenia powolutku nadchodzą, więc i grosz będzie, ale jak na razie wznoszę modły Kubusia Puchatka, panie Boże spraw, by mi się tak chciało, jak mi się nie chce... bo kocham pracować, przekocham, tylko na razie jestem jeszcze w fazie rozmyślań, kiedy zakończę rozmyślania i zmyję podłogę w kuchni, mam nadzieję, stanie się cud i wróci chęć do harowania... pokładam nadzieję w sobie, że wrócą pomysły, wyobraźnia się odnajdzie i odbuduje, bo ostatnio się gdzieś zapodziała, tak jak i ja się zapodziałam... odnajduj się dziewczynko, prędziutko, czas na życie, nie wolno schnąć na jesień i hibernować się na zimę, nie jesteś przecież Misiem, który może w gawrze przespać sezon... choć tak o tym marzysz... jeśli już nic nie skutkuje, uśmiecham się do moich myśli i powtarzam: będzie dobrze, choć z wiarą w to sformułowanie kruchutko, oj, kruchutko... po listopadzie i czasie świeczek, nadejdzie białe uspokojenie, może ukojenie, może zwolnienie tempa, a potem wszystko znowu wybuchnie i zakręci do czynienia, zachęci, żeby zachwycać się... ale to dopiero za jakiś czas, więc póki co się troszkę boję, co ja mówię, boję się na 101%, nawet bardziej i nie bardzo wiem, co zrobić, żeby przestać... dwa dni temu postanowiłam nie myśleć, tylko robić, ale jakoś przychodzi z trudem :)

wtorek, 26 października 2010

Seks w wielkim mieście, czyli cytat z Carrie Bradshaw :)

Niektórych kobiet nie da się poskromić. One potrzebują biegać na wolności dopóki nie znajdą kogoś tak dzikiego, aby biegał z nimi...

Dawno


Dawno mnie nie było, może miałam inne zajęcia, może zaniedbałam bloga... nie wiem. Wydaje się, że właśnie wróciłam i chcę kontynuować. Pisanie do siebie jest trochę dziwne, ale są jakieś powody, dla których wielu ludzi to robi. Czasem myślę, żeby zacząć wszystko od nowa, skasować i zacząć inne, ale przecież nagle pojawia się chęć przywrócenia tego, co skasowane... Nie da się rozdzielić jednego od drugiego, życia od wspomnień, podróży od ludzi, zdjęć od przemyśleń... no nie da się, wszystko jest z sobą połączone, więc najlepszą rzeczą jest kontynuacja, świadoma i konsekwentna, bo przecież z tego układa się moje życie, całość.. Jak bym robiła sweter, albo serwetkę, oczko po oczku, kolejny rząd, gdzieś supeł... przybywa kolejnych dni i przybywa zdarzeń, z tego tworzy się ta wspaniała tkanina, której wzór czasem pozwala kołysać się łagodnie, a czasem przeraża, jak zły sen...
Jeśli więc porządkowanie, należałoby wyjaśnić tę przerwę
W czerwcu odeszłam z firmy po kilku miesiącach zaciskania zębów i znoszenia fanaberii chlebodawców. Sic! Tutaj wyjaśnienia są zbędne, choć spowodowało to zawirowania i skoncentrowanie się na poszukiwaniach nowych źródeł utrzymania. Częściowo było trudno, ale poradziłam sobie, mam też w tej materii nadzieję na coraz lepsze rozwiązania.
Kolejnym projektem były wakacje. Na zaproszenie. Wymyślone przez kogoś, w kierunku, którego nie planowałam, który był mi od zawsze obcy, z jednym wyjątkiem :) Pojechałam. Ale wakacje mają to do siebie, że zwykle się kończą, więc wróciłam.
Te dwa bloki tematyczne, zmiany w pracy i wakacje sprawiły, że chwilowo wyłączyłam się z normalności zapisywania wrażeń. Zaniedbałam blogowanie, co zamierzam natychmiast, gwałtownie zmienić :)
Potrzebuję chyba pewne rzeczy uporządkować, wypisać je, zobaczyć zdarzenia z perspektywy słów, pozamykać rozdziały i przejść do nowego w moim życiu. Nie oznacza to, że życzę sobie podkreślać cokolwiek czerwoną grubą krechą... Po prostu przyszła pora się rozliczyć, posprzątać w szafach i wpuścić trochę świeżego powietrza.