
Dzień spędziłam do południa na załatwianiu niezałatwialnego :) choć trochę jednak się poprawiło... rachunek za gaz opłacony, stan licznika doniesiony gdzie trzeba, mięso w promocji zakupione i zamrożone, parapet posprzątany... zostało jeszcze sporo, a jakoś to, co się załatwiło, nie chce odejść w niepamięć, tylko już zaczyna nadchodzić w następnej turze :) kolejny miesiąc, kolejne rachunki i czasem mam wrażenie, że to się nigdy nie skończy, a chciałabym, chciała... z oszczędności pewnie nie ugotuję dzisiaj obiadu, może jutro, zawsze to jeden dzień przyhamowany z wydatkami, tylko... jak długo da się hamować? więc jak widać, kryzys jest wszędzie, a zima nie zamierza poczekać w tym roku na przyszły, tylko się niestety zbliża i straszy swoim mroźnym oddechem, żeby getry, rękawiczki, buty, koc i kurtkę kupować, bo będzie zimno.... oj będzie, a jak raz to, co wspomniane wyszło i nie ma, wydarło się, rozdziawiło, bęc... zlecenia powolutku nadchodzą, więc i grosz będzie, ale jak na razie wznoszę modły Kubusia Puchatka, panie Boże spraw, by mi się tak chciało, jak mi się nie chce... bo kocham pracować, przekocham, tylko na razie jestem jeszcze w fazie rozmyślań, kiedy zakończę rozmyślania i zmyję podłogę w kuchni, mam nadzieję, stanie się cud i wróci chęć do harowania... pokładam nadzieję w sobie, że wrócą pomysły, wyobraźnia się odnajdzie i odbuduje, bo ostatnio się gdzieś zapodziała, tak jak i ja się zapodziałam... odnajduj się dziewczynko, prędziutko, czas na życie, nie wolno schnąć na jesień i hibernować się na zimę, nie jesteś przecież Misiem, który może w gawrze przespać sezon... choć tak o tym marzysz... jeśli już nic nie skutkuje, uśmiecham się do moich myśli i powtarzam: będzie dobrze, choć z wiarą w to sformułowanie kruchutko, oj, kruchutko... po listopadzie i czasie świeczek, nadejdzie białe uspokojenie, może ukojenie, może zwolnienie tempa, a potem wszystko znowu wybuchnie i zakręci do czynienia, zachęci, żeby zachwycać się... ale to dopiero za jakiś czas, więc póki co się troszkę boję, co ja mówię, boję się na 101%, nawet bardziej i nie bardzo wiem, co zrobić, żeby przestać... dwa dni temu postanowiłam nie myśleć, tylko robić, ale jakoś przychodzi z trudem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz