środa, 16 lutego 2011

Feliz cumpleaños!!! Todos los derechos reservados...

no tengo una fuerza para escribir mas, quiero decir sólo esto, que cuarenta y nueve años es mucho tiempo para este mundo....


poniedziałek, 14 lutego 2011

Los trenes siempre me dan miedo




Przy calle Arsenal w Havanie znajduje się dworzec centralny  - Estación Central, nieopodal na wolnym powietrzu koczują stare lokomotywy, zaimprowizowane muzeum przypomina o czasach ich świetności i wywołuje smutek, świadomość, że przeszłość jest nie do odzyskania....
Jest 27 lutego 2010. Poznawanie tej części miasta nie jest zbyt przyjemne. Właśnie zaczęło lać. Deszcz jest obrzydliwie zimny, a ja nie wzięłam parasola. Rano usłyszałam, że ma nie padać. Moknę i marznę przyczajona na krawężniku, w pobliżu nie ma nawet gdzie usiąść. Ludzie są zabiegani, zajęci. Dumam więc o przeszłości i zastanawiam się, gdzie się schronić. Wpadam na pomysł, że może na dworcu znajdzie się jakieś miejsce, ale żadnego miejsca nie ma. Godzinę chodzę po sklepie typu todos por un dolar, oglądam chińskie klapki z plastiku i wykałaczki. Wreszcie przestaje padać. Kiedy wychodzę na ulicę i staram się obmyślić drogę powrotu do domu, jeszcze paskudnie siąpi. Ulicami płyną strugi mętnej żółtej wody. Przemykam pod arkadami domów. Dzięki za styl kolonialny i możliwość schronienia się przed deszczem czy słońcem. Większość, których zaskoczyła ulewa, porusza się rikszami, okrytymi z tej okazji folią powiązaną czym popadnie. Biegnę zmoknięta na swój postój w centrum, żeby jak najszybciej złapać taksówkę i znaleźć się w suchym miejscu, zdjąć mokre ciuchy i zrobić drinka. Nawet nie pamiętam, o czym wtedy rozmawiamy. Wiem, że jestem niezadowolona, że oboje jesteśmy niezadowoleni. Wiem, że z tego powodu nawet w domu nie będzie przyjemnie. Za sześć dni spakuję ciuchy i pojadę na lotnisko. Czuję, że mam już dość. Złośliwość pogody przejawia się tym, że kiedy tylko zamykam za sobą drzwi wynajętego mieszkania przy calle San Francisco, wychodzi słońce. Niebo błękitne jak przed dwiema godzinami, ulice momentalnie wysychają. Jest dopiero pierwsza, a ja uwięziona. Mam ochotę wyjść jeszcze na miasto. Siedzenie w tej klitce bez okiem powoduje klaustrofobię. Niestety nie wyjdę. Przecież sama nie mogę.

środa, 2 lutego 2011

Środa

odzyskałam równowagę częściowo, starałam się i próbowałam wszystkiego, żeby minął ból; i minął; więc jest środa, trwało to około 80 godzin! panika, lęk, otchłań... cóż, mam wrażenie, że więcej się tak nie ugotuję; po prostu trzeba żyć!!! pomogły: mila, ula, ev, ruda, izka, kasia, marta... nieocenione, dobre, uważne dziewczyny, bez których byłabym dalej w karle... ale karzeł zwinął ogon pod siebie i uciekł. a, no ja odrobinę tez pomogłam :)