czwartek, 25 marca 2010

wyznanie - confesión

1. Bóg jest wyrzeczeniem. Cierp w tym życiu, a będziesz szczęśliwy w następnym
2. Ten, kto się bawi, jest dzieckiem. Żyj w napięciu.
3. Inni wiedzą, co jest dla nas dobre, bo mają więcej doświadczenia.
4. Naszym obowiązkiem jest zadowalać innych. Należy im sprawiać przyjemność nawet za cenę wielkich poświęceń.
5. Nie należy pić z kielicha szczęścia, bo mogłoby nam to przypaść do gustu, a przecież nie pozostanie on na zawsze w naszych rękach.
6. Trzeba przyjąć na siebie wszystkie kary. Jesteśmy winni.
7. Strach jest sygnałem ostrzegawczym. Nie podejmujmy ryzyka.

Oto przykazania, którym wojownik światła nie może być posłuszny pod żadnym pozorem.
/op. cit./

jak dobrze, że nigdy w to nie uwierzyłam, że miałam na tyle siły i że zawsze brakowało mi pokory. teraz, tutaj gdzie jestem, dziękuję, że miałam TAKIE życie... z nadzieją, że idzie ku lepszemu
uśmiecham się, kiedy to piszę, przeczucie, że pobierane nauki są błędne, pozwoliło mi uniknąć pogrzebania żywcem. czuję, że żyję i nikt mi tego nie odbierze. to nie jest kwestia stanu posiadania, ani nawet otaczającej rzeczywistości, ale wyboru.
wybrałam siebie, miłość, słońce, spokój, ciszę, rozum, serce, myślenie, czucie, wiarę, czarne i białe i to wszystko pomiędzy... wiem, z całą pewnością, że się nie pomyliłam.
i zrozumiałam, że nie jest moją sprawą uświadamiać innym ich położenie... przekonywać do własnych racji, naprawiać ich błędy, tłumaczyć zależności pomiędzy ich nieszczęściami i brakiem miłości do... samych siebie i w konsekwencji wszystkiego wokół. bo, w pełnym sercach znajdzie się miejsce na wszystko, w pustych... nie ma miejsca na nic.
jeśli nieustannie zachwycasz się wszystkim, wygrywasz! nie potrzebujesz oklasków i akceptacji, bo wiesz, że jesteś na właściwej drodze.
czuję się... pięknie

poniedziałek, 22 marca 2010

nocka - autoportrety

delikatna - suave

zamyślona - pensativa

normalny - normal

stary film - pelicula vieja

Regla, LH, Cuba


aqui no se rinde nadie - tutaj nikt się nie poddaje
aqui no se rie nadie - tutaj nie śmieje się nikt...
to gra słów, hasło cdr - komitetu obrony rewolucji łatwo można zmienić.... szkoda tylko że pasuje jedynie tak smutne słowo jak "śmiać się"...
un juego de palabras, el eslogan de CDR - Comité de Defensa de la Revolución se puede cambiar fácilmente .... una pena que sólo se ajusta tan triste palabra como "risa" ...

niedziela, 14 marca 2010

wojownik światła - sztuka przetrwania


wojownicy światła mają w oczach osobliwy blask. żyją i stanowią część życia innych ludzi. rozpoczęli swoją ziemską podróż bez tobołków i bez sandałów. często bywają tchórzliwi i nie zawsze postępują tak jak trzeba. cierpią z powodu błahych spraw, bywają małoduszni, czasami uważają, że nigdy nie uda im się dorosnąć, albo sądzą, że nie są godni błogosławieństwa czy cudu. nie zawsze wiedzą, ca właściwie robią na świecie i często spędzają bezsenne noce, myśląc, że ich życie nie ma sensu. dlatego właśnie są wojownikami światła. ponieważ się mylą. ponieważ zadają sobie pytania. ponieważ poszukują sensu i — z całą pewnością — kiedyś go odnajdą.
/op.cit./

muszę dodać prześmiewczo, że ja znajdę sens w trumnie, to pewne
a na razie...
naprawdę jestem szczęśliwa
nic nie boli, energia wibruje jak podczas orgazmu, mózg pracuje na najwyższych obrotach
to raczej dobrze; zaczynam pracować na wysokich obrotach, właściwie pracuję nieustannie, temat mieli się we mnie jak ziarno, z którego powstanie mąka na całkiem słuszny bochen chleba...
uwalnianie od tego, od czego chcę się uwolnić, przychodzi bez wysiłku

i już wiem dlaczego zawsze wolałam trzewiki

sobota, 13 marca 2010

policja, 4 marca, la habana, san lazaro


"słynny" dom z numerem 173 na san lazaro, policjant właśnie spisuje dane, ja palę i robię bezczelnie zdjęcie, nie mogę sfotografować policjanta przy pracy

podczas czekania na radiowóz udaje mi się jeszcze sfotografować powiewające z balkonu pranie w kolorze indygo

to, o czym piszę, dzieje się w czasie powstania tego zdjęcia
san lazaro
tego dnia, 4 marca, zostałam zatrzymana przez policję kiedy szłam z kubańskim przewodnikiem przez malecon i san lazaro.
przez prawie 2 godziny przeszliśmy przez ręce 10 policjantów, w radiowozie, na twardych czarnych siedzeniach "łady", czułam, że nie mogę oddychać. przewodnik mówił: "wszystko będzie dobrze". bardzo się bałam. byłam bezsilna jak zabawka wyrzucona w przestrzeń, która zawisła na drutach i sznurkach, której los jest nieznany (zdjęcie laleczki na drutach poniżej).
w rezultacie tego zdarzenia usłyszałam, już podczas rozmowy wyjaśniającej w komisariacie przy capitolu, że chodzenie z obcokrajowcem po ulicy nie jest dla kubańczyka przestępstwem (ale właśnie to było przyczyną zatrzymania) , dowód osobisty został zwrócony. mogliśmy wyjść na ulicę .

czwartek, 11 marca 2010

la muneca para Yoani Sanchez - laleczka dla...

komentarz - gra w jojo



pomnik don kichote w vedado
ekspresja tego pomnika (don kichote, vedado, la habana, cuba) doskonale oddaje klimat i sytuację kubańskiego społeczeństwa. żeby zrozumieć, co się tu dzieje, trzeba wyjąć swój cały dotychczasowy zasób wiedzy i doświadczeń, zmielić w maszynce do mięsa i wetknąć z powrotem w miejsce pod twardą skorupą czaszki, do tego można dołożyć elektrowstrząsy, lobotomia nie jest wskazana gdyż powoduje całkowitą utratę zdolności rozumienia.
mój podziw graniczy z reakcją dziecka, które pierwszy raz w życiu widzi kolorową plażową piłkę. jestem zadziwiona i przemierzam ulice kuby z otwartą buzią.
sytuacja przypomina surrealistyczny obraz. widzisz naraz mnóstwo nie związanych z sobą rzeczy, które tworzą całość. kiedy zastanawiasz się, co mają z sobą wspólnego, przychodzi ci na myśl jedyne rozwiązanie, dochodzisz do wniosku, że przyczyną istnienia dzieła może być jedynie szaleństwo i nie istnieją żadne kryteria, na których możesz się oprzeć.
masz wrażenie, że bez biletu zabrano cię do innego wymiaru albo złego snu. bardzo chcesz wrócić i nie możesz. nie pozostaje nic innego jak zrezygnować z prób i poddać się.
zrozumienie zresztą nie jest konieczne, nie daje również gwarancji akceptacji.
zrozumienie nie jest nawet możliwe.
jedyna różnica między kubą a wytworem fantazji salvadore to ta, że surrealistyczne dzieło może obronić się nazwiskiem artysty, którego uznano za geniusza lub wewnętrzną potencją odbiorcy zdolnego rozpoznać zawarte w nim przesłanie. surrealizm realny nie ma takiej możliwości. jest mnożeniem pytań bez odpowiedzi, brak mu logiki i kosmicznego pierwiastka uzasadnienia. wymyka się pojmowaniu jak węgorz z siatki. jest śliski, ciemny, nieopisany, bez przyczyny i o straszliwych skutkach. tak dziewiczy jak wnętrze ziemi albo katolicyzm. wszelkie przesłanki trzeba przyjąć na wiarę.
ziemia jest płaska.
cytaty z kuby: "skomplikowane", "jest jak jest i nic nie możemy zrobić"
skojarzenia: "niewygodnie"

ulica - malecon


bałtycka czwórka

wiecznie schody donikąd...

balkony spadające na ulicę

diente de perro
przez ostatnie 3 tygodnie widziałam... ruiny
havanę, która nie wytrzyma być może kolejnego huraganu, przynajmniej malecon. kiedy jest bałtycka czwórka (mam na myśli beauforta) fale niewinnie przeskakują nabrzeże i wylewają się na ulicę (promenada jest wtedy zamknięta dla ruchu kołowego), kiedy sztorm jest większy, docierają do ścian domów po przeciwnej stronie ulicy, kiedy jest huragan, który wchodzi na wyspę z prędkością 220 km/h i po wytraceniu siły dociera do havany z prędkością 165 km/h jako II (IKE, wrzesień 2008), walą nieprzytomnie w to, co jeszcze zostało. ludzie uciekają wtedy na ulicę, boją się zostać w domach, które mogą runąć w każdej chwili.
i jeszcze psie zęby - to co wystaje z morza pod murem malecon... diente de perro


wtorek, 9 marca 2010

dziecko

z Havany


widok malecon o świcie?

schody do ...

kobieta z havany...
wróciłam trzy dni temu, jestem oczarowana, zasłuchana, bije we mnie jej serce, słyszę jej fale, płaczę po nocach z powodu jednego nie zrobionego zdjęcia, tego psa pod murem, z wykręconą łapą i oderwaną od niej skórą, z obnażonym mięśniem, czerwoną plamą drwiącą z rewolucji, która nie pomoże założyć szwów i bandaży, tylko pozwoli wyć i konać, bo nic się już nie da zrobić. bałam się, tak bardzo się bałam, że kiedy je zrobię, będę na nie patrzeć co wieczór...
HAVANA.
dlaczego te wszystkie smutne zagłodzone psy patrzą na mnie, one nie patrzą na nikogo tylko na mnie, czuję te spojrzenia, miażdżą mi resztki rozumu. wiem, nie jestem don kichote, który z parku w vedado wyrusza na szalonym rosynante, by walczyć z wiatrakami, nie jestem nim, zresztą wiatraki przeminęły, rewolucja kubańska trwa. ten cholerny pies nie ma z nią nic współnego. dlaczego akurat łazi po havanie? mógłby przecież wybierać z tłustej łapki jakiegoś małego niemca kawałki pysznej wołowinki.... i co ma do tego wszystkiego matka boska z zamkniętymi oczami albo budda? czy ten pies ma złą karmę? a może w poprzednim wcieleniu był w ku klux klanie i teraz ma przerąbane. to wiele wyjaśnia, ale także stawia wiele dodatkowych pytań, na przykład czy ja mam nie spać do końca życia, bo jego obraz przykleił się do mojej siatkówki? czy może mam zmontować domowym sposobem coś podobnego jak szahidzi i walnąć tym w środek rynku w ramach protestu? hmm? jakie jest rozwiązanie...
jak nie ma, to niech nikt więcej nie każe mi rozwiązywać moich problemów. bo w moim przypadku ono też nie istnieje.