wtorek, 28 lutego 2012

Do kogo należą Karaiby

Zadaję pytania, nie uczę, każdy uczy się sam.
Karaiby (Wyspy Karaibskie, dawniej Indie Zachodnie) – rejon pomiędzy kontynentami Ameryk. Nazwa pochodzi od Indian nazywanych Karaibami (Carib, Caraïbes), którzy niegdyś zamieszkiwali część Karaibów określaną dziś jako Małe Antyle.
Karaiby obejmują geograficznie: Antyle, Wyspy Bahama, Kajmany oraz część wysp położonych na Morzu Karaibskim.
W skład Karaibów wchodzą wszystkie wyspiarskie państwa i terytoria zależne Ameryki Środkowej: Antigua i Barbuda, Bahamy, Barbados, Dominika, Dominikana, Grenada, Haiti, Jamajka, Kuba, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Trynidad i Tobago, Anguilla, Antyle Holenderskie, Aruba, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Gwadelupa, Kajmany, Martynika, Montserrat, Saint Kitts i Nevis, Portoryko, Saint-Barthélemy, Saint-Martin, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych. Wikipedia
Jakie to ma znaczenie, jak nazywa się kraj? Czy jest republiką, monarchią - jeśli jest akurat wyspą i dawną kolonią - czy wspólnotą, czy terytorium zamorskim... Nie ma to żadnego znaczenia. Stosunki nie zmieniają się na lepsze wraz z pozornymi zmianami politycznymi. Przyznawanie papierowych statusów sprawia, że po świecie rozchodzi się tylko odpowiednia informacja zanotowana w encyklopedii. Wolności, autonomie, republiki, wyzwolenia to fatamorgana. Republiki powstałe z dawnych kolonii są bananowymi państewkami, nierzadko reżimowymi, gdzie od wieków panuja te same obyczaje. Owszem, może cieszyć, że ludzie nie noszą już łańcuchów, tylko czy aby na pewno?
Na obrazkach Karaiby, bez względu na to, na której wyspie się znajdują, kuszą turkusem morza, błękitem nieba, zmysłową obietnicą. Ich pejzaże wywołują westchnienia i pragnienie, żeby natychmiast się tam znaleźć. Na zawsze. Najczęściej pobyt trwa 14 dni w hotelu 5 albo 7* all inclusive. A to jest potworne kłamstwo. Nie mówią więc prawdy touroperatorzy, biura podróży czy linie lotnicze, bo gdyby mówili, nie zarobiliby ani centa. Że to raj! A to stwierdzenie niestety mija się z prawdą i argumenty typu, że dzięki turystom miejscowi mają za co żyć, to manipulacja. Cała ogromna Amazonka kasy wpływa zupełnie gdzie indziej, na pewno nie do kieszeni pracowników. Karaiby to piekło. Realne i codzienne dla tych, którzy tam się urodzili i nigdy się stamtąd nie wydostaną.
Osiedla pracownicze są wyizolowane, odsunięte od wzroku turystów, którzy mogliby pomyśleć, że nie trafili do raju, który im obiecywano. Ale to właśnie tam mieszkają ich współcześni niewolnicy. Obsługa hotelowa, pokojówki, recepcjoniści, animatorzy, piękni chłopcy, którzy zabawiają podstarzałe turystki i ledwie dojrzałe dziewczęta obłapiane przez obleśnych adoratorów. Cała armia ludzi potrzebna, by odwiedzający ich k-raj dobrze się czuli podczas zasłużonego wypoczynku, za który słono zapłacili. W luksusowych resortach, marinach, restauracjach, SPA, na polach golfowych obsługa jest cicha i niezauważalna. Ociężali umysłowo potomkowie kolonizatorów, wręczając sute napiwki, nigdy nie pomyślą o tym, że to dwa różne światy, bo dla nich to ciągle jeszcze ten sam. Naiwnie więc sądzą, że uśmiechnięte twarze obsługi są synonimem szczęścia i zadowolenia.  A prawda jak zwykle leży zupełnie gdzie indziej.
To zawsze można dostrzec w ich oczach.


Z obrazka trochę innego niż ten w Wikipedii wynika kilka danych. A mianowicie: połowa tego obszaru jest już... „wolna”, a połowa (14 z 27 państw) pozostaje w rękach dawnych kolonizatorów. Pięknie na tych Karaibach...

Jedni żyją tak


Favele w Santo Domingo, Dominikana, fot. Internet

a inni...


Jeden z resortów w Punta Cana, Dominikana, fot. Internet

środa, 8 lutego 2012

Z bloga...

...każda jest dobra / droga / przez kwiaty błota / na ayangtang / do bofadacara / a potem do poezji / z gwinei równikowej / albo z miejsc jeszcze bardziej odległych...

Anacleto Oló Mibuy (1951),
antropolog, poeta, Guinea Ecuatorial, najbardziej znaczące wiersze - Gritos de libertad y de esperanza (1987) [Krzyki wolności i nadziei], krzewiciel tożsamości Bantu i afroiberoamerykańskiej, w swojej twórczości wyraża cierpienie narodu pod pręgierzem okrutnej dyktatury.

Yo nací en mi tierra

(...)
Allí donde se alegra el sol,
y la luna enfría las noches
negras en ciclo tropical;
allí donde los ninos encharcan;
al molde, la tierra ecuatorial

Nací allí, entre cantos
y fuentes de lágrimas;
y paquidermos corpulentos
en la frescura mansa de la selva

Yo nací en ese pueblo
esculpido del ébano,
y rodeado de lagos misteriosos;
en la sombra de un árbol carposo
vertí mi lágrima tierna.

Hispania

Somos guineanos
de amores frágiles
ecuatoriales,
y bastardías hispanas

Somos los que dicen
tres palabaras en bantú
y dos en celta latino.
Somos de los que
saben de todo,
sin humildes mitades,
ni tontos
- porque no somos -
ni listos siquiera de lujuria.
(...)

Julián Bibang Oyee
urodził się na przedmieściach Bata w Machinda. 1962 -1967 studiował w seminarim duchownym, był nauczycielem w Malabo, otrzymał stypendium do do Instytutu Politechnicznego w Conakry, Wydział Nauk Społecznych, który ukończył jako absolwent lingwistyki. od 1973 do 1980 był profesorem w Instytucie „Króla Malabo” w stolicy Gwinei Równikowej. W 1980 roku został powołany na stanowisko dyrektora Instytutu „Carlosa Lwangi” w swoim rodzinnym mieście Bata. Studiował Filologię na Uniwersytecie Complutense w Madrycie, jednej z najstarszych uczelni na świecie. Jest autorem Studium fonologicznego mowy Fang w Rio Muni, niepublikowanych wierszy Stracony czas.

Al ébano

- sagrado ébano -
a su estatua fina y pulida,
al Africa Negra;
y al tam-tam rencoroso
y celoso,
al Afcrica que canta
y baila y danza
(tam-ta-tam, tam-ta-tam)
en un frenesí de brazos
y de pies,
bajo el tupido „dum”
- sagrado baobab -
en la noche serena y cálida
(tam-ta-tam, tam-ta-tam)
Al ébano,
y a su máscara guerrera,
al Africa negra
que recuerda y cuenta,
(tam-ta-tam, tam-ta-tam)
- vivo el recuerdo -
el sufrimiento de ayer.
(...)

Joaquín Mbomio Bacheng
urodzony w Niefang w kontynentalnej części Gwinei Równikowej. Po maturze studiował filologię hiszpańską w Bata. Oskarżony o zdradę stanu w 1978 roku aresztowany, publicznie potępiony i osadzony w więzieniu a potem skazany na przymusowe roboty na plantacjach kakao. Uwolniony w 1979. Od 1980 roku studiował dziennikarstwo i komunikację w Lyonie dzięki stypendium rządu francuskiego. Po studiach w 1988 wrócił do Gwinei, jednak w 1990 ponownie wyemigrował do Francji. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Pisarz, poeta, dziennikarz radiowy.

El retorno

Volveré a las tierras africanas,
regresaré al paraiso verde
donde nací y crecí
en el seno de la naturaleza.
Volveré a esa Africa
donde la tierra vestida
siempre está de gala;
donde las montanas
y los bosques inmensos
henchidos de misterios
guardan el pasado ancestral
(...)

Zdjęcia z plantacji kakao w Gwinei Równikowej

Gwinea Równikowa odzyskała niepodległość w 1968. Do tej pory pozostawała kolonią hiszpańską. W przeszłości pełniła rolę niewolniczego zagłębia dla takich krajów jak Portugalia, Hiszpania, Imperium Brytyjskie, Francja, Holandia... Po odzyskaniu niepodległości przydarzyło jej się dwóch dyktatorów: obecnie panujący Teodoro Obiang Nguema Mbasogo i jego poprzednik Francisco Macías Nguema. Oficjalnie Guinea Ecuatorial jest krajem demokratycznym.
Dyktatura Teodoro Obiang Nguema jest uważana za jedną z najbardziej represyjnych na świecie, zgodnie z międzynarodowymi organizacjami praw człowieka, jak Amnesty International i Human Rights Watch, w szczególności doniesienia o przypadkach zaginięć działaczy, torturach, braku wolności prasy, braku realnych gwarancji prawnych, manipulacjach procesami wyborczymi i bardzo nierównym podziale bogactw.
http://es.wikipedia.org/wiki/Guinea_Ecuatorial


Vivir / Raquel Llombé

En este trayecto corto
de nacer para morir
el don mejor es vivir

Vivir, el nacer de cada día
ver en la tarde agonía
la muerte, en las estrellas

Vivir, buenos y amargos
momentos,
entre rencores, envidias
injurias y descontentos,
entre tontos, listos,
pobres, ricos,
tímidos, atrevidos,
judios, blancos y negros.

sobota, 4 lutego 2012

Nonsens, czyli ładne kwiatki

Nonsens to układ wyrazów w danym języku, który nie jest spójny syntaktycznie (składniowo). Jest ciągiem wyrażeń zbudowanym niezgodnie z regułami syntaktycznymi (składniowymi) tego języka. Nonsens stanowi więc defekt syntaktyczny (składniowy) wypowiedzi. Przykład: Pies lub leży.
Nonsensami nazywa się także wyrazy bezładne semantycznie (znaczeniowo), (...) wypowiedzi nic nie znaczące, czyli nie pozwalające się rozumieć w żaden określony sposób. Przykład: Cebula pachnie niebiesko.
Istnieje nonsens absolutny - wypowiedź, w której układ wyrazów jest niezgodny z regułami składni danego języka, jednakże każdy wyraz oddzielnie ma znaczenie. Przykład: Pies lub być.
Mamy też nonsens względny jest wypowiedzią zawierającą jakiś obcy w danym języku wyraz lub zwrot, która nie jest jego definicją. Przykład: Skateflying to wspaniała rozrywka.
Słowa nonsens w języku potocznym używa się często wymiennie ze słowem absurd, choć np. w teorii literatury są one odróżniane. W logice słowa te mają odmienne znaczenia - żaden absurd nie jest zarazem nonsensem. Absurd to wypowiedź sprzeczna wewnętrznie (np. żonaty kawaler). By wyrażenie mogło być wewnętrznie sprzeczne, musi być zbudowane poprawnie pod względem składniowym, co w przypadku nonsensów nie zachodzi z definicji.
Istnieje jeszcze nonsens w neopozytywizmie, który w skrócie jest każdym wyrażeniem nie dającym się potwierdzić empirycznie. /wypisy z wikipedii/

Według Słownika Języka Polskiego nonsens to coś pozbawione sensu, logiki. Ogólnie - brak sensu w wypowiedzi i postępowaniu.

Teraz trzeba by więc sprawdzić, co to sens i logika, prawda?  Nie, nie trzeba. Wystarczy się rozejrzeć.
Powoli, bardzo powoli, można zacząć mieć dość.


Ładne kwiatki - możliwe że cykl
02.02.2012
Dowiedzieliśmy się, że minister sportu Joanna Mucha zatrudniła swojego byłego fryzjera na dyrektorskim stanowisku w podległym jej ośrodku sportu. Pani Joanna, która do tej pory zasłynęła kompletnym brakiem jakiegokolwiek doświadczenia w obszarze sportu, a tą tekę objęła, nie jest jednak pierwszą w Europie panią polityk, która wykonała taki numer. Happening, który urządziła  można porównać do innego, z końca lat 90-tych. Wówczas to, była premier Francji Edith Cresson, piastująca funkcję komisarza w Komisji Europejskiej i reprezentująca Francję w tejże KE zatrudniła jako specjalistę od walki z AIDS/HIV swojego… dentystę i astrologa. Rene Berthelot – przez dwa i pół roku swojej ciężkiej roboty jako doradca komisarz Cresson wypichcił 24 strony opracowań na temat AIDS/HIV. Na miesiąc jego pracy przypadła więc niecała jedna strona.
Co kraj, to obyczaj. Francuska komisarz miała w odwodzie dentystę (i astrologa), a polska minister – fryzjera. Może przynajmniej prywatnie ów fryzjer - dyrektor chociaż wróży z kart? Nie możemy być przecież znacznie gorsi od naszych francuskich sojuszników.

piątek, 3 lutego 2012

Mroźna zima, czyli żyję-nie-żyję

zaginęłam, zahibernowało mnie, albo nie żyję. prawie. wściekam się na pogodę, na cholerny mróz, na to, że nie mogę oddychać. i czekam wiosny, a najlepiej wiecznego lata; krótko mówiąc nie piszę, bo mi mózg odjęło, ale codziennie chcę napisać. o tym, że się nic nie dzieje, że już nawet na nic nie czekam, że odpisuję na maile, rozmawiam, spotykam się... i? no właśnie. mogę tylko oglądać zdjęcia. mnóstwo zdjęć, letnich, ciepłych, błękitnych... tylko tyle. cała reszta jest jakaś mierna i głupia. tak to niestety widzę. kiedy usiłuję 'cokolwiek', od razu włącza się gong. cholernie głośny; niewiary, sarkazmu, zwątpieniawewszystko. no to się porobiło. nie chcę tego, ale jest :( póki co!

dzisiaj tylko ta para wywołała we mnie uczucie...
i mój pies - jak zawsze :)

                                                                                                                                                  Zdjęcie: Ja
ps. na wszelki wypadek, żeby nadrobić zaległości, powinnam chyba pisać przynajmniej dwa razy dziennie; nawet jeśli nie mam o czym...

Przeciw potworom

współczesny świat jest... nawet nie wiadomo jaki; wygląda jak ze scenariusza kiepskiego filmu, skrzyżowanego z przepisem na mydło i instrukcją obsługi koktajlu mołotowa; oprócz Wielkich Współczesnych Osiągnięć dopadają nas wszelkie możliwe zmory; pełzające braki, wyleniałe przepisy prawne, przestarzała kanalizacja i strach: co będzie? nic nie będzie; od zastanawiania się nad podobnymi pierdołami spać nie można i na dodatek trzeba żyć w ziszczonym śnie idioty od rana do wieczora; matrix to jest maleńki pikuś, jakaś bajka braci grimwach powiedzmy :) wszystko to, co łatwe, nagle stało się trudne, a to, co wydawałoby się nie do zrealizowania jest osiągalne w pikosekundzie; w dodatku normalni wydawałoby się ludzie miotają się w te i wewte; pomiędzy przeszłością i brakiem przyszłości, próbą zrozumienia niezrozumiałego a przewartościowaniem starych nauk, dziwkami i alkoholem, hazardem i obżarstwem, rozpustą i bigoterią,  bankiem i bogiem... a może jeszcze pomiędzy czymś znacznie gorszym
alicja w krainie czarów nadal jest niezrozumiała, bóg ma w dalszym ciągu długą siwą brodę, na wskroś nowoczesna teoria o duplikowaniu się czasu wiele wyjaśnia, ale tylko tym, którzy potrzebują wyjaśnienia...
ja  zaś potrzebuję spokoju
więc?
- rób co chcesz, ale nie przynoś do mojego domu potworów; potwory mają zostać tam, gdzie ich miejsce; w absolutnej ciemności, żeby nikt nie mógł ich dostrzec, są mi tak potrzebne jak zeszłoroczny śnieg

potwór... z piasku

                                                                                                                       Zdjęcie Ja