środa, 26 października 2011

Puzzle, czyli list do tornado

Czasami jest tak, że codziennie budowany ład i spokój rozsypuje się w ciągu bardzo krótkiego czasu. Zupełnie jakby w wysprzątanym pokoju  ktoś  wysypał na środku ogromne pudełko puzzli. Niby nic się nie stało... Bywa, że to jakiś zapach, rozmowa, dawno nie widziana osoba, sytuacja, nostalgiczny powiew jesieni albo pierwszy przymrozek. Jak takie rzeczy mogą zburzyć ten ład? Nie ten w pokoju dziecinnym, choć w pewnym sensie, bo każdy wewnętrzny ład jest jakimś pokojem dziecinnym. Mogą. Moja siła i wola przetrwania każdego dnia stawia mnie na baczność. Wielu z nas. Jedni w ogóle nie będą wiedzieli, o czym mówię, inni znają to uczucie bardzo dobrze. Czasami trzeba nadludzkiego wysiłku, by spełnić kolejny dzień. Więc staję rankiem na baczność i się mierzę. Układam, porządkuję, co jest do uporządkowania, realizuję to, co do zrealizowania, wieczorem chcę mieć tylko poczucie spokoju, który ułoży mnie do snu i pozwoli zasnąć. Kiedy przytulę poduszkę, chcę mieć świadomość, że nie zawaliłam, że zrobiłam wszystko, żeby się sprawdzić i rozliczam się przed sobą, jak w modlitwie. Możliwe, że to standard. Nie wiem, nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam. Rozmowa to rzecz trudna. Chcę więc tego spokoju, zależy mi na nim, jest mi niezbędny. Walczę o niego, bo czasami przychodzi z trudem, bo muszę go zdobywać. Dlatego też tak bardzo jest cenny. I nagle... Puzzle. Mozaika niekoniecznie kolorowa, niekoniecznie chciana, nieprzewidywalna, rozsypuje się wokół. Nie ma wyjścia, trzeba się nią zająć. Wszystkie kawałeczki muszą wrócić na miejsce. Trzeba je znowu poskładać, by na powrót powstały z nich spokojne uliczki wewnętrznego dziecinnego pokoju. Muszą być na nich kamienice z zapalonymi światłami w oknach, latarnie uliczne, powinny rosnąć drzewa i zielona trawa, a jeśli pada śnieg, to puszysty i biały. Ludzie radośni, szczęśliwi, dzieci rozbawione. To nie jest realny świat, ale jedynie w takim chciałoby się żyć. Nikogo nie interesuje ten nieprzewidywalny, ciemny i straszny.
Ale jak nie pozwolić rozsypać puzzli? Ach, na to nikt nie ma wpływu, jedynie można być na to przygotowanym. Jeśli się wie, że tak może się zdarzyć. Jeśli zaś coś dzieje się po raz pierwszy? Co wtedy?
Dzisiaj moje puzzle, dzięki kilku argumentom pewnej mądrej osoby,  same wróciły na miejsce. Najpierw jednak rozniosło je potężne tornado.
Drogie tornado
Odebrałam dzisiaj przydatną lekcję, oznajmiam więc, że kiedy pojawisz się po raz kolejny, z chęcią rozwalenia moich puzzli, wetknę cię do puszki po orzeszkach solonych i tam sobie poszalejesz!

niedziela, 23 października 2011

Niedopatrzenie

żesz! tak długo mnie nie było? sama nie wierzę; codziennie otwierałam stronę, spoglądałam ponuro w ekran i... zamykałam; w międzyczasie robiłam przeważnie wszystko i nic, to znaczy, że jesień i zima, jeszcze zanim przyszły, wpędziły mnie standardowo w stan permanentnego zaniepokojenia i bałaganu; a tak, właśnie; nie lubię ani zimy ani jesieni; ci, którzy mnie znają, wiedzą, że miejscem idealnym jest dla mnie strefa podzwrotnikowa; dwie pory roku, a nie pięć albo realnie sześć i jeszcze jakieś roztopione przedwiośnia, które też mnie do pasji doprowadzają; no, ale start jesienny mam już chyba za sobą, powoli dochodzę do ładu; chorował pies, wystraszyłam się, przestałam uczyć się hiszpańskiego, co mnie wkurzyło, ciągle się jakoś nie dogaduję z ludźmi wokół, zupełnie jakbym mówiła po japońsku, co też nie nastraja optymistycznie, przestałam pisać książkę (leży odłogiem ponad dwa miesiące !!!), czyli wszystko nie tak, a nawet ostatnio okazało się, że nie potrafię zrobić czapki na drutach, co zawsze stanowiło dla mnie łatwość i mogłam z zamkniętymi oczami; potrzeba czegoś jeszcze? a, zapomniałam, nie piszę na blogach (moich dwóch) choć coś tam myślę, czytam trochę i zdobyłam się na zrobienie raptem dwóch okładek!!! z których i tak jestem dość niezadowolona, bo obie podobne i obie tak samo niedorobione; mam wrażenie, że jestem pusta jak studnia do wysokości lustra wody :) dni przeciekają mi przez palce, szlag mnie trafia i nie wiem, jakie podjąć kroki, żeby to ukrócić; a powinnam wiedzieć, w końcu sobie chcę ukrócić; no bo inni ludzie jakoś w tym czasie wychowują dzieci, pracują, piszą, realizują.... a mnie zazdrość chwyta, że ja nic :( oj, boli! czy ja narzekam? było zabronione.


a może za dużo od siebie wymagam???

Jeśli bym chciała...

to jet post sprzed dwóch tygodni - został zapomniany i nieopublikowany

jeśli więc bym chciała pamiętać wszystko, zwariowałabym; gdybym zaś zapragnęła o wszystkim myśleć, rozpocząłby się koniec; a co byłoby wtedy, jeśli kochałabym wszystko? możliwe też, że mogłabym wszystko wiedzieć...
przecież potrzebuję tylko gwałtownie i bezzmiennie twojego wilgotnego uśmiechu i rozszerzonych źrenic, taaak, wtedy wiem... a na razie bywam tylko sałatką z rodzynkami na nocnym stoliku, bo nie mogę cię dotknąć; moje krótkie rączki nie dosięgną, czy ty wiesz, na co mnie narażasz? usiłuję myśleć jasno i wykonywać obowiązki, codziennie myję włosy, mój pies posiwiał ostatnio, gdzie ty jesteś? nie zgadzam się na kolejnego papierosa, powinieneś być zazdrosny, bo tylko jego ustnik dotyka moich warg; zabraniam ci trwonić moje rzęsy, które w każdym ułamku czasu trzepocą jak skrzydła kolibra, żeby odkrywać mechanizm widzenia przyszłości; nie było lata i nie będzie zimy, wiesz?
Jeśli więc bym chciała... Ciebie, wróciłabym.