niedziela, 28 czerwca 2009

Prawa Sahary


Prawa Sahary: Pustynia jest wieczna; Nie sposób jej pokonać – otoczona niesłusznie złą sławą, uznana za niebezpieczną, jest czuła jak kochanka dla tego, kto obdarzy ją prawdziwą miłością i troskliwa jak matka, która zabija zbyt słabe potomstwo; Jest groźna tylko wtedy, kiedy się je sprzeniewierzysz; Kiedy spojrzysz w lewo czy prawo, przed siebie lub wstecz, zawsze zobaczysz to samo i nie zobaczysz nic, usłyszysz pradawną mądrość, znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania - potem nie będziesz już taki sam; Cokolwiek czujesz, okazuj, że nie czujesz nic; Nigdy nie ucz swoich młodych, by były miłe, kiedy powinny warczeć; Nie uśmiechaj się kiedy masz przed sobą zagrożenie, skoncentruj się i przygotuj się do walki; Kiedy znajdziesz kamień mądrości, porzuć go na skraju drogi, by znalazł go ten, kto ma go znaleźć – nie dawaj go pierwszemu lepszemu bo spali cię na stosie; Nie otwieraj oczu tym, którzy nie chcą zobaczyć – zacisną powieki odsądzając cię od czci i wiary; Nie trać czasu na naprawianie cudzych błędów; Bądź przygotowany na to, że pustynia pokaże ci i piękne i straszne – wtedy patrz - nigdy nie odwracaj głowy; Zabijaj tylko w obronie własnej lub słabszych; Bądź zawsze wdzięczny, że możesz wędrować.

sobota, 27 czerwca 2009

Czas i pora deszczowa


w Polsce nastała pora deszczowa; huraganów brak, ale w ciągu całego czerwca było w moim mieście tylko kilka słonecznych dni; o ile przelotny deszcz czy burza stanowią dla tego miesiąca normę, o tyle 4 słoneczne dni to zdecydowanie przesada; codziennie niemal spada z nieba ściana wody; kolory są zgaszone i bure; choć szary pasuje do zielonego, pora deszczowa wprowadza mnie w jesienny nostalgiczny nastrój; kiedy rano zadzwoniła Maryś z pytaniem, czego potrzebuję, zaspana i półprzytomna odparłam zdecydowanie: - biletu na Kubę; wywołało to dźwięczny śmiech i zapewnienie, że właśnie przypadkiem ma i zaraz mi go przyniesie; oj, gdyby to była prawda... a serio, efektem burzowego czerwca są spore zniszczenia w domu; moja kochana łagodna i spokojna piesona, której nie zdarza się powiedzieć na co dzień złego słowa, ze strachu przed grzmotami i piorunami, dostała hyzia i pogryzła wszytko wokół; do strat zaliczam narzutę na kanapę - 1 szt., kołdrę, komplet pościeli, psie posłanie... ciekawe ile jeszcze; próbowałam wczoraj uratować coś z tego dobytku, ale się nie udało; piesona dostała więc nową kołdrę w niebieskiej powłoczce; kolejnym efektem jest mój nieustanny ból głowy, który przeszkadza mi myśleć i robić wiele pożytecznych rzeczy, jakich wszyscy wokół ode mnie oczekują; Maryś oczekuje właśnie genialnego projektu stronki www, moja szefowa oczekuje pięciu najcudowniejszych na świecie grafik, kolega z forum poezjaart, że prześlę mu świetny tekst do kwartalnika, moi klienci oczekują, że ich zlecenia będą zrealizowane w doskonale krótkim czasie, moi współpracownicy, że będę spokojna i miła, a jak jak moja piesona zaczynam warczeć, kiedy zbliża się nawałnica... w końcu ja też oczekuję od siebie, że wreszcie regularnie, codziennie albo od 4 do 7 albo od 20 do 23 będe pisać zaczętą trzy lata temu książkę, a nie tylko kilka wierszy raz na jakiś czas i niedawno rozpoczęty blog; taka sytuacja jest dość trudna w porze deszczowej, sprzyja codziennemu przeciekaniu czasu przez palce i negatywnej samoocenie; wszystko tłumaczę porą deszczowa i brakiem czasu, ale podejrzewam, że to tylko kwestia organizacji; jak mawiał ś.p. Kurt V., mój ulubiony prześmiewca "Nie ma powodu, by zło triumfowało częściej niż dobro. Triumf to kwestia organizacji. Jeżeli istnieje coś takiego jak zastępy anielskie, to mam nadzieję, że działają one według schematu organizacyjnego mafii" - on odnosił to do dobra i zła - ja rozszerzam na inne działania; chwilowo jednak boli mnie głowa i nie mam czasu a mózg zdecydowanie przechodzi fazę odkorowania; oboje czekamy więc na zmianę pogody

piątek, 26 czerwca 2009

Biel i czerń


Są dwie siostry biel i czerń
piękne obie niczym sen
biel pyłem złudzeń sypie w oczy
do nocy warkocza tuli czerń...
napisałam to kiedyś dla Marysi, wzorując się na pewnej frazie z Gałczyńskiego
ale do rzeczy - właśnie biel i czerń; jedna ukochana, pożądana, upragniona i druga wzbudzająca obawy, kryjąca nie wiadomo co... a żyjemy i umieramy pomiędzy nimi; dla mnie ta druga była zawsze ciekawsza, bardziej pociągająca, taka bez której nie można się obejść, a kiedy jej brak, robi się nieznośnie; zostawiam więc biel stylistom z ikei dla siebie rezerwuję czerń - bez uzasadnienia - po prostu bo tak

czwartek, 25 czerwca 2009

dla galapagos cz. 2

cz. 2
wiesz, znalazłam kiedyś w internecie recenzje książki J.P. Gutierreza „Tropikalne zwierzę” a wniej taki fragment
„Bohater; sądzę, że w pewnym sensie alter ego pisarza; mający dwie kochanki – Szwedkę i Kubankę wyraźnie nudzi się w czystej, higienicznej i schludnej Szwecji tęskniąc za zapachem a raczej smrodem niemytej, przepoconej kubańskiej kochanki.Irytujący w powieści jest również fakt, iż pisarz staje wręcz na głowie aby utrzymać mit latynoskiego macho nie dając czytelnikowi tak naprawdę nic prawdziwego z siebie! Oczekiwałem Kuby – Kuby dnia dzisiejszego, jej kolorów, egzotyki, mądrości ludowej, muzyki, światła, ciepłych wieczorów, bryzy od morza, ciepłego piasku, namiętnych nocnych szeptów, tańca na ulicy a napotkałem ....!?”
http://pl.shvoong.com/books/novel/484561-tropikalne-zwierzę/
do dziś nie mogę spokojnie przełknąc fragmentu o tym, jakiej Kuby oczekiwał autor recenzji;
opowiadaj mi więc galapagos o Kubie, cokolwiek opowiesz, wchłonę w siebie jak gąbka, ale uważnie skonfrontuję z innymi opowieściami; ja również mam o niej swoje historie; i kiedy będziesz mi opowiadać, pamiętaj, że stąpasz „po moich snach”
podobno, jak powiedział ktoś bardzo, bardzo mądry, zło dzieje się wtedy, kiedy dobrzy ludzie nie robią nic, by mu przeciwdziałać, ja dodam od siebie, że także wtedy, kiedy mądrzy ludzie nie sprzeciwiają się głupocie, uznając ją za naturalną i w imię dobrego wychowania pozwalają się jej panoszyć;
może obydwie powinnyśmy żyć w dzisiejszej Havanie nie po to, by płakać nad brakiem wolności słowa, ale by ją odzyskać; słowa są potężniejsze niż rewolucje, galapagos, wiesz?
P.S. w jednym z plemion afrykańskich żyjących w Gambii, w Zachodniej Afryce jest legenda o ludziach z furtką między zębami; ta szczerba nazywa się Sakaya Yallah (boża szczelina) i jest uważana za oznakę wielkiej mądrości; kobiety z tego plemienia mają mocne uda, są silne i dorodne jak Matka Ziemia, bo ziemia musi wiele unieść... a teraz zagadka – jak myślisz, jak wyglądam? bo ty furtkę między zębami masz, prawda?
pozdrawiam ciepło

dla galapagos, cz. 1

cz. 1
tak, galapagos, twoja tęsknota jest odczuwalna, jest przejmująca, nie odbieram ci tego, a wyjaśnienia, których mi udzieliłaś, za co ci bardzo dziękuję, zmieniają nieco moją perspektywę; ja też mam swoją ulicę z dzieciństwa, swoich przyjaciół stamtąd, dokąd nie mogę wrócić, babcię w pachnącym fartuchu i mądrego dziadka... cóż że oni byli zwyczajnymi ludźmi, o złych rzeczach nasza pamięć nie chce lub nie lubi pamiętać; może masz rację, trzeba wydobywać z pokładów wspomnień to najlepsze i wcale nie musi to świadczyć o zakłamaniu; po prostu, kiedy czytałam twoją Kubę, uśmiechniętą, rozleniwioną dominem i słońcem, miłością kochanków spowitych w czułych szeptach na Malecon... wtedy skonfrontowałam te obrazy z opowieściami Yoani i innych kubańskich bloggerów, z obrazami znalezionymi u Pedro Juana Gutierreza... jak to mówią każdy medal ma dwie strony; piszesz, że Kubańczycy sobie radzą, pewnie są i tacy, którzy sobie nie radzą – w każdym społeczeńśtwie jest ta dwoistość, która nie zależy od granic geograficznych; kajdany, które założył na Kubę komunizm, bardziej właściwe byłoby castryzm, są absurdalne, kapitalizm, kolonializm... (tu mam ochtę wtrącić ble, ble, ble) też; czy jest z tego jakieś wyjście? na Kubie komunizm triumfuje zrujnowaną Havaną, bo domy, które widziałam, są prawdziwe, w Polsce drapieżny młody kapitalizm spycha zwykłych ludzi na margines społeczeństwa, które tworzą omnipotentni 30-latkowie z doświadczeniem pięćdziesięciolatków po Harvardzie... twoja Francja, o której nic nie wiem, też nie taka... i na tym właśnie świecie żyjemy; ten wspaniały świat pełen wojen, walki o władzę, kultu pieniądza i stanowisk, pogoni za „stylem” życia produkuje ułomne społeczeństwa, wynaturzone niewiedzą, zachłannością w biciu rekordów, które prowadzą donikąd; dziecku, które za krótką chwilę stanie się dorosłym, potrzebni są rodzice i ich czas – kto ma czas dla dzieci? jeśli zbulwersowani rodzice oburzą się, bo syn czy córka odda ich do domu opieki albo porzuci w szpitalu, niech przypomną sobie, kiedy sami zapominali odebrać dzieciaka ze szkoły lub gubili go na zakupach w centrum handlowym, niech z ręką na sercu przyznają się, ile razy szli do pubu zamiast do dziecinnego łóżeczka z książką, ile razy ważniejsze było wszystko inne, tylko nie ich własne dzieci; a społeczeństwa tak naprawdę składają się z tych, którzy kiedyś byli dziećmi... podobno akcja wywołuje rekację – z tym się akurat zgadzam i to proste prawo działa; jeśli więc świat jest jaki jest, winę za to ponosimy osobiście; za nieprzemakalny komunizm na Kubie ci, którzy się na niego tak długo zgadzali, lub uważali, że jest właściwy, za imperialną tyranię ci, którzy przyjmowali fałszywe miedziaki i siedzieli cicho w wygodnych fotelach... galapagos, napisałaś w odpowiedzi, że koloryzujesz; wolno ci wprowadzać do własnego bloga, to co chcesz, ale czy to sensowne? czy właściwe? czy potrzebne, a jeśli tak, czemu miałoby służyć; ktoś to potem przeczyta i uwierzy, potem zaprzeczy, jakoby było inaczej; pięknie piszesz, ale nie zgadzam się z zaproponowaną przez ciebie formułą; jeśli ten ktoś przyjmie twój obraz za prawdę, ty poniesiesz za to odpowiedzialność;

środa, 24 czerwca 2009

Jaka jest Kuba

Kubańczyk gotuje obiad przed tym, co pozostało z jego domu po ubiegłorocznym huraganie
(materiały budowlane do odbudowy zniszczonych domów Kubańczycy musieli KUPOWAĆ od rządu)

nie rozumiem tego świata

trafiłam na blog, poczytałam i zadałam pytanie - to treść mojego wpisu

witaj galapagos; przypadkiem-nieprzypadkiem trafiłam na twój blog; zauroczył mnie i wzruszył lub wzrusza, bo zamierzam do niego wracać; w moim blogu też widnieje link do GeneracionY; czytam bezustannie i nie mogę się doczekać kolejnych wpisów Yoani; twoje teksty o Kubie, Havanie niezwykłe, ale jakieś przefiltrowane; może przez dzieciństwo i wspomnienia, sny... zbyt piękne... nie pora dyskutować o tym, co jest prawdą; mam swoją wersję; ty tam żyłaś, ja tylko byłam; myślę jednak, że nie odbiera mi to możliwości posiadania własnego punktu widzenia; od ponad roku czytam niemal wyłącznie o Kubie - głównie w internecie, blogach; to jest najbardziej miarodajne źródło - po polsku, angielsku, hiszpańsku; zbieram zdjęcia, informacje - tyle mogę; i myślę, nieustannie myślę przed snem, rano, w pracy, po południu i wieczorem, we śnie - myślę, co mogłabym zrobić dla Kuby; dla Polski już nic zrobić się nie da; nie odbuduję milionów zrujnowanych domów w Havanie czy na prowincji, nie wywołam rewolucji - ona najmniej potrzebna, nie zlikwiduję Castro i nie zamieszam w niczyjej głowie... nie odwołam huraganów, nie założę sieci darmowych restauracji, nie zbuduję szpitali i nie sprowadzę na Kubę wszystkiego co jest potrzebne, nie rozłożę w centrum Havany straganu, z którego niczym Jezus mogłabym wydawać długiej kolejce oczekujących buty, środki czystości, ryż, ubrania, cukierki, długopisy ....................; galapagos, dlaczego piszesz o Kubie jak by była ślicznym cukierkiem na choinkę w złotym papierku? myślałam wczoraj, czy mogłabym żyć w Havanie, czy mogłabym żyć bez prądu, mydła, jedzenia i wody, czy mogłabym żyć w domu bez ścian, albo takim, który może się zawalić w każdej chwili, czy mogłabym wstawać codziennie, kochać, wychowywać dzieci, gdybym nie miała dla nich nic oprócz słów; jak myślisz, mogłabym? a ty byś mogła? pozdrawiam cię z szacunkiem, ale moja Kuba jest inna niż twoja - wczoraj oglądałam film, na którym niemal zagłodzona Kubanka wyjadała jakieś przegniłe resztki z ulicznego piasku, zdjęcia z kubańskiego "szpitala", czy ty je widziałaś? to w końcu, galapagos, jaka jest Kuba?

zrobiło mi się przykro...

i pięknie

sobota, 20 czerwca 2009

Co wolisz, wodę czy falę?


może jest takie miejsce, może gdzieś w nas; tutaj na pewno nie; w realnym świecie nie ma; takie miejsce, gdzie można żyć spokojnie i sensownie, rozwijać się bez wiary we wszystko, do czego nas się przekonuje, a co nie ma sensu; więc emigracja wewnętrzna? to można; nic więcej; w twórczość własną i cudzą; oderwanie od rzeczywistości przynosi ulgę; wystarczy zamknąć oczy, zadać sobie pytanie, co jest ważniejsze - spalić się w poszukiwaniu współczesnych mitów czy szukać drogi pod powiekami... wejść do oceanu i pozwolić się nieść, z ufnością i spokojem; piekłem jest wiara w naukę i tych co byli wcześniej; dokładnie tak samo zagubieni, udawali tylko, że wiedzą więcej i znaleźli rozwiązania.

wtorek, 16 czerwca 2009

To miasto

kiedykolwiek myślę o TYM mieście, zastanawiam się zawsze, czy potrafiłabym tam żyć; z jednej strony cały czas o tym myślę, a z drugiej, pewnie już w pierwszym tygodniu bym odpadła; kiedy nie miałabym pod nosem sklepu ze świeżym chlebem, kiedy nie mogłabym z powodu braku prądu włączyć komputera czy tv, kiedy nie działałaby klimatyzacja przy skwierczącym upale, kiedy zalałoby mi dom albo obudziłabym się nad ranem bez którejś ze ścian... przyzwyczajona do wygodnictwa i rozleniwiona tym, że mam niewiele, ale jednak, muszę z ręką na sercu odpowiedzieć - nie, nie mogłabym żyć w TYM mieście; ale przecież ludzie tam żyją; codziennie, jak ja, wstają, robią, co do nich należy, myją się, pracują, kochają; jak? może mogłabym się przyzwyczaić? w każdym razie nie stać mnie już na emigrację, chyba tylko na miłość, choć czasami myślę, że i na nią już nie; jednak mam obsesję na JEJ punkcie, nie mogę przestać o Niej myśleć i nie mogę oderwać od Niej oczu...

piątek, 12 czerwca 2009

Przyjaciele

lub przyjaciel - w tym świecie, który nie wiadomo, dokąd pędzi i który nie wiadomo dlaczego jest dość szorstki wobec nas, to wielka wartość; i kiedy wydaje się, że wszyscy już odeszli, dostrzegasz kogoś z lampką oliwną na końcu drogi; jej mdłe światełko sprawia, że wzrok przyzwyczaja się do otaczającej ciemności i już się tak nie boisz; za to właśnie dziękuję dzisiaj
z wiadomych przyczyn nie mogę umieścić tu zdjęć marysi, uli, kasi, krzysia i seweryna, dzięki którym nie jestem tak bardzo sama

czwartek, 11 czerwca 2009

Zmiany

zmiany to najlepsza rzecz; owszem jest trochę obaw, ale jest też zysk; dziwi mnie tylko, że teraz mi ciężej niż poprzednio; może uda się zmienić niektóre rzeczy za pomocą ayurvedy, ale to potrwa

niedziela, 7 czerwca 2009

Niedziela

niebo nad każdym miastem jest to samo... te zdjęcia zrobiłam pewnej niedzieli w Havanie; chcę tam wrócić na dłużej

sobota, 6 czerwca 2009

Czystka

miałam mętlik; może pętlik; wszystko jedno - zrobiłam czystkę; wytrzepałam galimatias z głowy - czy to wystarczy? muszę myśleć - nieustannie, codziennie, kombinować, przetwarzać... boję się, że mi nie wystarczy siły; jedyne, co leczy, to muzyka, ale czasem ją wyłączam; czasem chciałabym wyłączyć wszystko i zawiesić hamak pomiędzy palmami - i nic więcej

hamak gdzie?