Jeżeli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie podszedłeś wystarczająco blisko
/Robert Capa, 1913-1954, fotoreporter 5 wojen, zginął w wyniku wybuchu miny/
Nie podoba mi się nazwa „Bractwo Pif-Paf”, której używa Pan Jagielski w swoim tekście w DF, w odniesieniu do Bang-Bang Club. Brzmi jak z dziecinnej wyliczanki, jakby chłopcy na podwórku strzelali do siebie z drewnianych pistolecików. Widać ich roześmiane umorusane buzie, słychać „strzelaninę”, niewidzialne kule „zabijają” tylko na chwilę, a potem można wstać i pobiec na obiad. Pamiętam, kiedy my, jako dzieci, tak właśnie się bawiliśmy. Wolę Bang-Bang Club. Tak jak w oryginale.
Spotkali się w Johannesburgu, pracowali m.in. dla „The Star”, fotografowali konwulsje apartheidu, zamieszki na przedmieściach miasta w Soweto i Thokozie podczas tzw. wojny hostelowej. Ken Oosterbroek, Joao Silva, Greg Marinovich i Kevin Carter. Wszyscy niemal w równym wieku, z lat sześćdziesiątych. Wtedy więc trzydziestolatkowie. Piękni i młodzi, żądni w gruncie rzeczy tylko dwóch rzeczy - sławy i pieniędzy. Znani na całym świecie. Ich zdjęcia publikowały wszystkie agencje i gazety. Ich.
Zdjęcia czwórki robią ogromne wrażenie. Z kilku powodów. Czasami walą obuchem, nie pozwalają zamknąć oczu, są hipnotyzująco bliskie. Podchodzili zawsze jak najbliżej, taka była ich filozofia. Jak myśliwi. Ale jak blisko można podejść na wojnie? Aż do śmierci? Dwóm z nich to się udało.
Dotknął prawdy
João Silva - żyje
João Silva, urodzony 9 sierpnia 1966 w Lizbonie. Fotograf wojenny. Pracował w Afryce, na Bałkanach, w Azji Środkowej, Rosji i na Bliskim Wschodzie. Zdobył wiele nagród, w tym World Press Photo 2005, 2006. 23 października 2010 r. został poważnie ranny podczas pracy w południowym Afganistanie, w Kandaharze. Wszedł na minę. Z urwanymi nogami cały czas robił zdjęcia. Mimo natychmiastowej pomocy lekarzy, stracił jedną nogę poniżej kolana, a drugą powyżej. Po długiej rehabilitacji, w lipcu tego roku na protezach powrócił do pracy. Wspólnie z Gregiem Marinovichem napisali książkę „Bang-Bang Club: Migawki z ukrytej wojny” na podstawie której został zrealizowany film „The Bang-Bang Club”.
- Trzeba dotknąć, żeby wiedzieć, o czym się mówi - powiadał. - To jedyna prawda i tylko to się liczy. Wszystko inne to lipa i tanie przedstawienie.
Zdjęcia
Nagle staliśmy się elitą
Greg Marinovich - żyje
Greg Marinovich, urodzony w Republice Południowej Afryki w 1962 roku, laureat nagrody Pulitzera 1991. Ranny po raz pierwszy 18 kwietnia 1994 roku podczas fotografowania zamieszek w Thokozie, na murzyńsich przedmieściach nieopodal Johannesburga. W tej samej chwili został postrzelony Ken Oosterbroek, który tego dnia nie przeżył.
Po rekonwalescencji Marinovich wrócił do pracy. Wyjeżdzał w najbardziej niezbezpieczne miejsca: do Rwandy, Kongo, Somalii, Bośni, Czeczenii, na Bliski Wschód. Był ranny jeszcze dwukrotnie, jedni uważali, że trzeba się trzymać od niego z daleka, bo przyciąga kule, a inni byli zdania, że odwrotnie, ponieważ „na szczęście” kule trafiają wyłącznie jego.
- Nagle staliśmy się elitą, uderzyło nam to do głowy, staliśmy się zarozumiali, zazdrośni - wspomina w książce.
Zdjęcia
Żeby była kara, musi być najpierw grzech
Kevin Carter - nie żyje
Kevin Carter, urodzony 13 września 1961 w Johannesburgu – popełnił samobójstwo 27 lipca 1994. Fotoreporter, laureat Nagrody Pulitzera 1994, uzależniony od narkotyków i alkoholu.
W 1993 roku Kevin Carter, który nie mógł poradzić sobie z „duchami wojny” w RPA i z narkotykami, wyjechał z Silvą do Sudanu. W buszu sfotografował sępa czekającego na śmierć umierającej z głodu, wychudzonej maleńkiej dziewczynki. Zdjęcie trafiło na pierwszą stronę „New York Timesa" i zostało opublikowane we wszystkich gazetach świata. Stało się symbolem tragicznej sytuacji Afryki dotkniętej klęską głodu. Wielu ludzi, zainteresowanych losem dziewczynki, pytało Cartera, co się stało z dziewczynką, czy pomógł dziecku? Jego odpowiedzi były sprzeczne, raz twierdził, że przepłoszył sępa, innym razem, że pomógł dziewczynce dojść do wioski... w rezultacie, jak sam później przyznał, czekał, by sęp rozłożył skrzydła, aby dodać zdjęciu więcej dramatyzmu.
- Żeby była kara, musi być najpierw grzech – powiedział do Silvy, który uznał, że za to, co robią, musi spotkać ich jakaś kara.
Z bliska...
Ken Oosterbroek – nie żyje
Ken Oosterbroek, urodzony 14 lutego 1963 - zginął 18 kwietnia 1994 r. Południowoafrykański fotoreporter, zdobywca Ilford Award (Południowoafrykański Prasowy Fotograf Roku) 1989, laureat World Press Photo 1992, założyciel Bang-Bang Club, zafascynowany wojną, przemocą i śmiercią, były żołnierz, weteran z wojny domowej w Angoli, zastrzelony podczas zamieszek w Thokozie.
W lipcu 1995 roku w Republice Południowej Afryki rozpoczęło się piętnastomięsięczne śledztwo w sprawie śmierci Oosterbroeka. Mimo przytłaczających dowodów i badań balistycznych, że jedynie siły pokojowe były na tyle blisko, aby zastrzelić Oosterbroeka, sędzia orzekł, że nikt nie można znaleźć odpowiedzialnego za jego śmierć. W styczniu 1999 roku Marinovich spotkał się z Brianem Mkhize, jednym z uczestników misji, który walczył w Thokozie w dniu śmierci Oosterbroeka. Mkhize początkowo twierdził, że odpowiedzialni byli zwolennicy Inkatha (od 1990 r. prawicowa zuluska partia zwalczająca apartheid), ale w lutym zmienił zdanie i przyznał, że z powodu strachu i paniki siły pokojowe bezmyślnie otworzyły ogień i kula, która trafiła Oosterbroeka, pochodziła właśnie stąd.
Tim Hetherington, dokumentalista: „... w Afganistanie starałem się obalić wizerunek żołnierza, który pokazują media. Chciałem pokazać wrażliwych dwudziestolatków, którzy zdają sobie sprawę z okrucieństw wojny, jednak wybrali ją, bo nie mieli nic do stracenia - ich życie w USA naznaczyłaby bieda.”
W lipcu 1995 roku w Republice Południowej Afryki rozpoczęło się piętnastomięsięczne śledztwo w sprawie śmierci Oosterbroeka. Mimo przytłaczających dowodów i badań balistycznych, że jedynie siły pokojowe były na tyle blisko, aby zastrzelić Oosterbroeka, sędzia orzekł, że nikt nie można znaleźć odpowiedzialnego za jego śmierć. W styczniu 1999 roku Marinovich spotkał się z Brianem Mkhize, jednym z uczestników misji, który walczył w Thokozie w dniu śmierci Oosterbroeka. Mkhize początkowo twierdził, że odpowiedzialni byli zwolennicy Inkatha (od 1990 r. prawicowa zuluska partia zwalczająca apartheid), ale w lutym zmienił zdanie i przyznał, że z powodu strachu i paniki siły pokojowe bezmyślnie otworzyły ogień i kula, która trafiła Oosterbroeka, pochodziła właśnie stąd.
Tim Hetherington, dokumentalista: „... w Afganistanie starałem się obalić wizerunek żołnierza, który pokazują media. Chciałem pokazać wrażliwych dwudziestolatków, którzy zdają sobie sprawę z okrucieństw wojny, jednak wybrali ją, bo nie mieli nic do stracenia - ich życie w USA naznaczyłaby bieda.”
Na bardzo znanym zdjęciu Krzysztofa Millera, polskiego reportera wojennego, zrobionym w Tokhozie w RPA 19 kwietnia 1994 r. (w dniu pierwszysh wolnych wyborów w RPA), stoi sześciu fotoreporterów. Fotografują martwego mężczyznę w czerwonych spodniach z zakrytą twarzą. Wydaje się, że dwóch z nich o czymś rozmawia, trzech kieruje obiektywy na zwłoki, kolejny patrzy na zabitego, ale jego obiektyw wycelowany jest gdzie indziej. Żaden z nich się nie pochyla ani nie zbliża.
Zdjęcia wojenne Krzysztofa Millera




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz