Spotkałam ją pewnego dnia i mimo, że nie chciałam, zdecydowała zostać moją „przyjaciółką”. Taką, która zawsze potrzebuje ale nigdy nie bywa potrzebna... Wymagającą pomocy w każdej niemal dziedzinie - zrób mi pedicure, wszyj mi suwak do kurtki albo spódnicy, porozmawiaj ze mną, bo JA MUSZĘ ! porozmawiać (niekoniecznie z tobą), chodź na spacer, wrzuć mi nowe zdjęcie do mojego CV, ale przedtem mi je zrób, powiedz mi jak wysłać pocztę, dodać załącznik, skopiować z pendrive'a do komputera i odwrotnie...
Wiele pytań, próśb, nieustanne żądania, chcenia, zmuszanie do robienia w danej chwili tego, czego „przyjaciółka” potrzebuje. WYŁĄCZNIE ona i ZAWSZE ona.
Czy to przyjaciółka faktycznie? Ano, nie.
Dzisiaj więc stworzyłam wreszcie zamkniętą grupę w komórce, tych z którymi chcę rozmawiać. Jej na tej liście nie ma. Mam już dość usługiwania.Możliwe, że nigdy bym tego nie zrobiła, gdyby „przyjaciółka” nie doprowadziła mnie do dwóch rzeczy - pasji i ostateczności. I przyznaję, zbyt długo czekałam z podjęciem decyzji.
Zwykle dla przyjaciół dalszych i bliższych bywam łagodna jak baranek, bywam cierpliwa... Ale czasem się wyczerpuję. Nie zrobiłabym więc zamkniętej grupy połączeń, gdyby chociaż raz wzięła do ręki ołówek i zapisała, jak co się robi, nauczyła się tego, czego uczy się chętnie i bez problemów pierwszoklasista.
Jak zrobić ctrl+C i ctrl+V, jak załączyć plik do wysyłanej wiadomości, ale... ona nigdy nie ma tego, co ja. Niestety, jej Windows zawsze wygląda inaczej, jej przeglądarka (ta, co moja) nie ma tych samych okien i menu, jej skrzynka (taka jak moja) ma zupełnie inny wygląd. Cuda, Panie. Zawsze jakieś inne okna, nie takie jak u wszystkich, tylko INNE... A na dodatek śmiem ją „zmuszać” do czegoś, do NAUKI!
Dzwoni więc nieustannie i wisi na słuchawce, ustalając, gdzie jest polecenie zapisz załączniki, otwórz plik, ale... kiedy biedactwo klika na zapisz, plik się otwiera, oczywiście złośliwy plik zapisuje się, kiedy ona akurat chce go otworzyć... Albo dziesięć minut, analizując interfejs windowsa, ustalamy telefonicznie, gdzie do licha jest to wredne okno jej wrednego pendrive'a. - Otwórz go! - krzyknęłam besilna i z pianą na pysku. - Na litość Boską, otwórz swojego pendrive'a to zobaczysz to cholerne okno! SIC!
Obraziła się. Dostałam sms: „Myślałam, że mi pomożesz...” (płacz)
Mój facet powiedziałby nieparlamentarnie: „Ch..j jej w d....ę!” I miałby rację :)
Mężczyźni mają zdrowy stosunek do rzeczywistości.
Dziękuję, mój Facecie. A wszystkim, którzy mają „przyjaciółki” szczerze polecam zamkniętą grupę.
Fot. Internet, vintage Barbie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz