Fot. internet
Drogi...
Zdefiniowanie piękna we współczesnym świecie może sprawić spore kłopoty. W świecie nastawionym na zysk zostało ono odebrane rzeczom uważanym dotychczas za piękne i błędnie przypisane papierkom ozdobionym wymyślnymi giloszami. Jest prezentowane jako chuda dziewczyna albo samochód o futurystycznych kształtach, zwykle „tym piękniejszy, im droższy”. Coraz rzadziej więc mamy okazję z głębokim westchnieniem wykrzyknąć: Boże, jakie to piękne!
Definicja ustala, że piękno to „pozytywna właściwość estetyczna bytu, wynikająca z zachowania proporcji, harmonii, barw, dźwięków, stosowności, umiaru i użyteczności, postrzeganych przez zmysły. Istnieje piękno ideowe, duchowe, moralne, naturalne, cielesne, obiektywne i subiektywne".
Pitagorejczycy uważali, że piękno: polega na doskonałej strukturze, wynikającej z proporcji części i jest cechą obiektywną.
Skadinąd wiemy, że to tylko... półprawdy. Piękno wynika bowiem głównie z... odbioru. Nie bez kozery mówi się o niedyskutowaniu na temat gustów – tu obiektywizm zawodzi. Komuś podoba się coś, co dla innego jest „brzydem”.
Ale...
Każda sztuka, która wynika z potrzeby serca, bez względu na to, jaki to gatunek, jest cenniejsza od tej wydumanej albo powstałej z nudów. Jeśli wyraża prawdziwy ból, sprzeciw, łzy, krzyk, jeśli jest walką o przetrwanie o zachowanie status quo, albo wyrazem uczuć, jest sztuką. Jeśli oznacza perfekcję i kontestację, jest nie do zniesienia. W tym miejscu właśnie odbiór jest miernikiem sztuki. Jak w kręgosłupie są „ciary”, to JEST SZTUKA, jak ich nie ma, można sobie darować. „Ciary” to stan permamentnego zachwytu, włącznie z gęsią skórką, łzami w oczach albo irokezem na czubku głowy, można go uznać go za wmurowanie w ziemię albo za słup soli – pozytywnie. Bo piękno ma zachwycać.
Mnie nie przekonuje stylistyka oparta na nienaruszalnych kanonach i konceptach. Wtedy zawsze mam wątpliwości. Poważne. Nie przekonują mnie klasyczne zdobienia, barokowe złocenia, pióra w d... Nie zachęca anglosaski sznyt, sztywny gorset, kołnierzyk o numer za ciasny, herbata o piątej, nie bierze mnie schludność i porządek, ani przemoc czy epatowanie brzydotą... Rozumiem poszukiwania twórców, ich starania i geniusze, w końcu perfumy można stworzyć nawet z gówna...
A co mnie bierze? To dziwne, że nigdy o to nie spytałeś i założyłeś, że twoje podwórko pełne dzielnych Białych mordujących Indian z jakiegoś powodu jest lepsze i... jedyne.
Wrażliwość taka, że mnie przenika, światło, o którym wiem, że pochoddzi ze zmierzchu lub świtu, może z nocy, obrazy, które przyklejają się do mojej siatkówki, a potem noszę je w sobie, już wiecznie. Słowa, które tworzą w przestrzeni i czasie skojarzenia silniejsze niż pajęczyna. Ogień. I prawda.
W perfekcjonizmie nie istnieją ani ogień, ani prawda, ani wrażliwość. Są eliminowane przez układy ciemnego na jasnym lub odwrotnie. Zabawy konceptualne przypominają grę w szachy. Ostatecznie otrzymujemy puentę, ale długie oczekiwanie na nią i przedzieranie się przez intelektualne potyczki, polegające na udowadnianiu wyższości jednego IQ nad drugim, odbierają jej iskrę. Iskra zapala się szybko, ogień płonie gwałtownie, taka jest jego natura, taka jest natura żywiołów, sztuki i twoja. Prawdziwa natura, z której cię wykastrowano.
Żywioły nie posługują się intelektem, nie stosują taktyk i wzorów, są fraktalne, duchowe, są błyskiem światła w ciemności rozrywającym zasłony nocy jak gwałtowny i nieopanowany gniew, albo deszcz czy miłość.
Sztuka to zmysłowość w najczystszej postaci, to również ekshibicjonizm, możliwe też, że to najczystsza naturalność... Utrzymywanie silnego związku z ziemią, powietrzem, wodą i ogniem. Nie oddzielanie. Któż chciałby kochać intelektualnie?
Sztuka to wymagająca kochanka. Nie jest dziwką, ale jeśli zaczynasz jej płacić albo brać od niej pieniądze, traci blask. Bo jeśli brak ci pasji i serca, jesteś kłamcą. I zawsze musi być gorąco. Jak jest chłodno nie ma miłości. Ani sztuki.
Zaprzecz. A potem wyjmij wszystkie swoje książki, które oduczyły cię czuć, rzuć garść nazwisk swoich autorytetów i mi to udowodnij. Zwróć jednak uwagę, że aby stać się odbiorcą, nie potrzebujesz podręczników i ekspertów, potrzebujesz jedynie przeżywać.
Dlatego mogę stanąć pośrodku drogi naga, a potem stworzyć sztukę. Prymitywne rysunki naskalne, bransoletkę z trawy, naszyjnik z piór, koszulę z mgły... Nie obchodzi mnie poprawność, schematy, kompozycje, nie interesują mnie normy ani to, co się robi albo co robią wszyscy... Obchodzi mnie człowiek na drodze, w zakurzonych sandałach. Obchodzi mnie to, co myśli i czuje, co mi powie i co ja odpowiem jemu. I jeszcze to, co będzie dalej... Bo wiem, że będzie.
Chcę słuchać szumu morza, poezji, chcę tańczyć i śpiewać, bawić się muszelkami na plaży i budować z piasku, nie uciekać przed deszczem, pogłaskać ptaka, który usiądzie mi na ramieniu, wrócić do domu z przybłąkanym psem. Ja. Jeśli dla ciebie to zbyt trudne, nie moja sprawa. Zostawiam cię ze wszystkimi twoimi „nie”. Mam gdzieś twój zachodni świat, bo on jest martwy, a ja szukam życia. Dużo dalej niż w sklepie z odkurzaczami, coca-colą i Myszką Miki.
I dlatego nie każ mi kochać mojej białej zdegenerowanej skóry, w której zawsze wyglądam na zmęczoną i wszystkich tych białych ciał, tak bardzo nieinteresujących.
Kiedy pojadę do Afryki, nie będę zakładać przechodzonych staników kobietom z plemienia Mursi. Ich piersi nie zostały stworzone do zasłaniania, a ich piękno nie tkwi w tym, że potrzebują koronek, tiulów, fiszbin albo kreatorów mody. Ich piękno jest brakiem skrępowania, więc dla ciebie jest nieosiągalne.
Udało ci się uwierzyć w wartość przedmiotów tak bardzo, że zjadasz bez opamiętania wszystko wokół, jak potwór ze skandynawskiej baśni. Całe twoje życie kręci się nieustannie wokół konsumowania, Ma być dużo i dobrze. Im więcej, tym lepiej. To powoduje niestrawność, ale i twoje zadowolenie. Ma być drogo. To łechce cię jeszcze bardziej. Zanim zmienisz kolejny już telewizor na ostatni hit sezonu, kupię sobie klapki, a kiedy je założę, spojrzę na ciebie z żalem.
Nie nauczę cię wrażliwości, nie wyplewię z twojego mózgu głębokiego przekonania, że jesteś lepszy, Biały Człowieku ze Świata, Który Już Nie Istnieje, ja po prostu przestałam cię kochać.
Przyrzekam też nie używać słów: kreatywny, ekskluzywny, elegancki, wytworny... To one tworzą świat złudzeń i iluzji, w którym wydaje się, że jeszcze cokolwiek możesz. Że możesz być taki, jak mówisz lub mieć to, co mówisz.
Otwórz oczy, wrzuć komórkę do klozetu. To koniec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz