‘Ohana to po hawajsku rodzina
albo Wielka Harmonijna Rodzina. Dla Hawajczyków jest podstawą, zawsze najważniejsza, a jeżeli jej struktura staje się
chwiejna, wtedy ludzie wzajemnie sobie pomagają.
Słowo ohana składa się ze słów ha,
co tłumaczy się jako oddech lub
też często jako życie; oha, które jako rzeczownik znaczy rozrastanie się, rozwijanie się, rozwój
(jak u roślin), miłość, uczucie, a z
kolei jako czasownik oznacza bujnie
rosnąć, rozwijać się, witać. Zbliżone jest także słowo ho'ohana, co
oznacza: działać, praktykować, angażować się, robić, rozwijać, produkować,
stwarzać.
‘Ohana jest więc pojęciem szerokim, zawierającym w sobie nie tylko
podstawowe znaczenie, ale także odniesienia do zachowań czy funkcjonowania w
obrębie społeczności, a także podstawowej wartości, którą dla Hawajczyków jest filozofia
aloha.
Hawajczycy wiedzą, że człowiek,
aby mógł dzielić się szczęściem z innymi, najpierw sam musi być szczęśliwy.
Potrzebujemy więc harmonii w fizycznej i emocjonalnej strukturze. Zasada
rządząca współczesnym światem - samotność - była dla Hawajczyków niezrozumiała.
W ich społeczności po prostu nie istniała.
Dzisiaj samotność jest najwyższym
osiągnięciem. Jesteśmy uczeni przez nasze mocno zdziesiątkowane rodziny, że sami się rodzimy i sami umieramy, znajomi
przekonują nas, że jak sami czegoś
nie załatwimy, to nikt tego za nas nie zrobi, psychoterapeuci za nasze pieniądze
przepisują tabletki lub oferują kolejne stopnie kursów, podczas których sami musimy zmierzyć się z naszymi
demonami...
Te fałszywe przekonania wynikają
z bezsilności współczesnego człowieka, który pozwolił sobie odebrać rodzinę i
odizolować się od prawdziwych wartości. To bardzo skrótowe ujęcie, ale nie
pozbawione racji. Odebranie rodziny spowodowało bardzo wiele czynników, które złożyły
się na jej współczesny obraz, zwykle 2 + 0 lub 2 + 1 lub raczej 3 -1, bo większość
„podstawowych komórek społecznych” jest rozbita. Spowodowały to przemiany
społeczno-gospodarcze albo systemowe, boom gospodarczy i system pracy
niewolniczej, gdzie rodzice nie mają czasu zajmować się nawet swoim jedynym potomkiem.
Policzmy: praca - 10 godz.,
dojazd i powrót - około 2 godz., inne obowiązki - dom, działka, sprzątanie,
pranie, zakupy, naprawy, przyprowadzanie, odprowadzanie dzieci, zajęcia
pozalekcyjne, wizyty lekarskie, dokształcanie, dodatkowe zlecenia... 2-4 godz.
higiena - 0,5 godz., relaks – wiadomości, film, książka, mecz... - 1-2 godz.,
sen - 6 godz., czas dla dziecka - 0,5 godziny.
A gdzie wspólne czytanie książek,
rozwiązywanie łamigłówek, zabawa, chodzenie do parku i do kina, na basen, zwyczajne
bycie razem... Gdzie czas na radosny rozwój i na miłość?
A co, jeśli w ogóle nie ma
rodziny? Dla Hawajczyka to... niemożliwe. Ale w naszym społeczeństwie jest tak
bardzo często. Wtedy trzeba... szukać rodziny, samemu ją stwarzać, znajdować
wśród pozornie obcych, nawiązywać kontakty z pomocnymi ludźmi. Kiedy nie ma
rodziny, trzeba zakasać rękawy i ją sobie znaleźć. Może „babcię” dla dziecka,
albo „ciocię”, „braci” lub „siostry”, przyjaciół, którzy pojadą z tobą do
lekarza, jak nie dajesz rady albo nie masz auta, kogoś, kto zrobi zakupy, kiedy
złamiesz choćby najmniejszy palec, chętnych do umycia okna, jak złapiesz
zapalenie płuc, a czasem jedynie kogoś, kto odbierze telefon albo wpadnie na
kawę i chwilę porozmawia...
Żyjemy w czasach, w których życie rodzinne i społeczne zmieniło się, nie do poznania (biorąc pod uwagę stan sprzed pięćdziesięciu lat). Gdy porównamy nasze zachodnie życie rodzinne i społeczne z tradycyjną polinezyjską kulturą życia rodzinnego ohana, wtedy wyda się ono niewypowiedzianie samotne i pełne napięć.
W naszej współczesnej społecznej rzeczywistości straciliśmy dużo z tego, co stanowi zdrową rodzinę i społeczeństwo. w przeciwieństwie do nas Polinezyjczycy zachowali bardzo głęboki szacunek dla ohana, gdzie otwarte serca i wspólny dom nie są wyjątkiem, lecz regułą. Właściwie jako odizolowane jednostki nie możemy odnosić sukcesów w miłości i świecie interesu. Jesteśmy z natury istotami socjalnymi, które potrzebują rodziny i społeczeństwa. Pod tym względem możemy dużo nauczyć się z tradycyjnej hawajskiej ohany. Na wyspach Pacyfiku istniało naturalne poczucie harmonii między jednostką i społeczeństwem. Była to harmonia, która stanowiła naturalne poszerzenie wewnętrznych pozytywnych uczuć jednostki wobec siebie samej, innych ludzi i przyrody.
Kala Kos, John Selby, „Moc aloha i wiedza huny. Klucz do hawajskiej wiedzy tajemnej”
ALOHA!
Kiedy pierwszego popołudnia, zaraz po przylocie na
Oahu, odpoczywałam zmęczona na ławce w parku w Honolulu, podeszła do mnie młoda
hawajska policjantka. Wystraszyłam się, że może robię coś nie tak.. Pomyślałam:
no ładnie, zaraz wyląduję na komisariacie i będę się tłumaczyć... Policjantka uśmiechnęła się i spytała czy może usiąść. Zagadnęła, co tu robię, czy jestem sama,
kiedy i z kim przyjechałam, czy podobają mi sie Hawaje... Moje odpowiedzi nieco
ją zdziwiły: przyjechałam, jestem i spędzam czas sama. Po chwili zastanowienia
wyjęła mapę miasta i zaczęła mi pokazywać miejsca, gdzie odbywają się imprezy i
spotkania, na których mogę poznać miłych ludzi, żebym... nie była SAMA! Skorzystałam
z jej sugestii i wybrałam się na pokaz hula na wolnym powietrzu. Na pokazie poznałam
sympatycznych Polaków z Kanady, a potem mieszkających w Honolulu od lat innych
Polaków. Spotykana przez kolejne cztery dni na plaży czy spacerze policjantka
uśmiechała się do mnie z daleka i machała na powitanie, bardzo zadowolona, że
znalazłam na czas pobytu tutaj swoją ‘ohana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz