poniedziałek, 8 lutego 2010

zaufanie

jednak ponarzekam, powiem tu, mogę powiedzieć właściwie tylko w tym miejscu z radością, że nikt nie przeczyta. a jak przeczyta? hmmm, nie moja sprawa. zaufanie to rodzaj ekshibicjonizmu wewnętrznego, polegającego na oddaniu tej części siebie, która jest przeznaczona tylko dla nas, drugiemu człowiekowi. oddajemy więc i ufamy, że.... nas nie wyrolują, nie wystawią do wiatru, nie przyprawią rogów, dotrzymają złożonych przyrzeczeń.... zwierzamy się z tajemnic nie wytrzymując ciśnienia, można za pieniądze, można za darmo, sęk w tym, że za pieniądze nas nikt nie słucha a jak za darmo, możemy się spodziewać, że na pewno dowie się o tym pół miasta.... może czasem podświadomie chcemy, by ktoś się dowiedział i dlatego się zwierzamy. w każdym razie ufność to słowo, które powinno zniknąć ze słownika, za pomocą wszechmocnej gumki "myszki". przyrzeczenia nie są dotrzymywane, wystawianie do wiatru nikogo nie dziwi, rogi rosną wyższe niż mount everest.... takie jest życie. i co najciekawsze w każdej z tych sytuacji człek, który zaufał winien jest, iż zaufał właśnie... hahahahahahaha co najmniej jak dziewczyna w krótkiej sukience latem, zgwałcona, bo społeczność uzna za podszeptem sprawiedliwego, że prowokowała. jeśli więc ufamy, kusimy los, wredny i zbereźny. a los się śmieje i pokazuje po raz setny i pierwszy, że nie powinniśmy. wyrolowani liżemy swoje rany samotnie, przysięgając, że już nigdy, z nadzieją w kąciku serca, że kiedyś spotkamy kogoś, kto nie zawiedzie. i dupa. oj tak, ona boli po kolejnych razach. ale niech tam, warto próbować? a może latem zamiast sukienek w kwiatki zakładać kombinezony narciarskie, może nie prowokować i zerwać wszelkie kontakty międzyludzkie? no bo, po co je mieć, jeśli założymy z góry stuprocentową nieufność?
postanawiam dzisiaj .... nie dać się więcej i z całego serca, codziennie, będę dotrzymywać tej obietnicy. hmm, samotność może być całkiem przyjemna, jeśli się ją lubi. ja lubię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz