Jest trudne i ryzykowne, chyba że jesteśmy ukierunkowani na łagodne i powierzchowne pływanie bez szczególnego zainteresowania... No cóż, wygodna pozycja, od wejścia dajemy do zrozumienia, że guzik nas obchodzą i mają zachowywać się dokładnie tak samo. Bez ryzyka interakcji. Mówimy coś i czujemy brak zainteresowania, nasze przemyślenia spotykają się ze ścianą, ze wzrokiem niezmąconym żadną myślą, gdy zadajemy pytanie: "czy w ogóle obchodzi cię to, co mówię?", słyszymy: "ależ tak! oczywiście!" (kłamstwo); przeczucia nie mylą. Możesz mi powiedzieć,"ależ tak", ale ja widzę w twoich oczach co innego i nie przekonają mnie twoje słowa. Znam cię na wylot znajoma osobo, przygodnie napotkany, przyjacielu... Jesteś dla mnie przezroczystą istotą. Skąd tyle o tobie wiem? No cóż, jesteś dokładnie taki sam jak ja. A to niespodzianka, prawda? Więc przestań się wygłupiać i oszukiwać, kręcić, kłamać, prostować zeznania, które składałeś niedawno, bijąc się w piersi, że to szczera prawda. Tylko że niespodzianki już nie ma. Byłam taka jak ty, ale mi przeszło. Wyprostowałam się. Dzięki bogu albo zgoła czemuś innemu. Zmieniłam się. Kosztowało to bardzo wiele wysiłku, samotnych dni i nocy, myślenia, aż do zwariowania i może do łez. Ale poszłam tą drogą, wyboistą i niewygodną. Jej przejście jest dla mnie bardzo cenne, nabrałam doświadczenia i zmieniłam perspektywę, nauczyłam się czegoś o sobie, w wyniku odniesionych ran, także o innych i o... tobie. A tobie się nie chciało pójść ze mną. Siedziałeś zawinięty w koc, mełłeś swoje jedzenie i swoje życie w oczekiwaniu i niewiedzy, że oczekiwanie jest złudzeniem i nic cię nie spotka. Żeby cię spotkało, musiałbyś popracować. Cokolwiek to znaczy, a lenistwo zaprowadziło cię na ten fotel naprzeciwko, kiedy siedzimy i gadamy o wszystkim, i o niczym, a ty usiłujesz wciskać mi kit. Powiedz, czy to nie jest zabawne, że ja kiwam głową i patrząc ci w oczy potakuję, a jednocześnie wiem o tobie to, co pracowicie starasz się przede mną ukrywać? Tak, zabawne i niemiłe, ale to właśnie mój ukłon w stronę twoich wymagań. Cha, cha, cha... Kochanieńki, nie wykrzyknę nagle: "pieprzysz bzdury!", jestem zbyt delikatna i wiem, że sobie tego nie życzysz. Mam własne reguły, ale stosuję też twoje. Zadowolony? Ach, zapomniałam, masz to gdzieś...
Nauczyłam się, że wiara w schematy blokuje nasz rozwój, że ich łamanie i przekraczanie daje w kość, ale dzięki temu możemy w naszym ogrodzie wyhodować piękne i egzotyczne rośliny, jeśli pozostaniemy wierni pobieranym przed laty naukom, dostaniemy w kość dokładnie tak samo, z tym że nasz ogród zarośnie chwastami a nieśmiałe tulipany nie przebiją się do światła.
Nauczyłam się że wrażliwość trzeba rozwijać i pielęgnować, ona jest w nas głęboko, więc bierz łopatę i kop, nie narzekaj, że ci się nie chce. Ale zapomniałam, tobie ona niepotrzebna. Ty nie masz czasu na poszukiwania bo jesteś według własnej oceny uwikłany w codzienność. Jakbyś jeden jedyny na całym świecie borykał się z życiem.... ble, ble, ble... Albo się zmienisz albo umrzesz niezadowolony. Dla mnie nic nowego, byłeś niezadowolony przez całe życie. Ze wszystkiego, z jego każdego aspektu, z tego, co nie spełniało twoich oczekiwań. Na boga, skąd ty masz te swoje przekonania, że musi być tak, właśnie tak, a nie inaczej. Nie wpuszczasz uparcie świeżego powietrza w obawie, że się przeziębisz, a toczy cię zupełnie inna choroba. Rak przekonań, rak wiary, że dobre jest to, co wypróbowane. Miliony królików jedzą trawę, one przecież nie mogą się mylić, prawda? Wolę umrzeć zadowolona!
Żyj jak chcesz, w końcu to nie moje życie, nie ucz się, nie próbuj, olej to i tak do piachu i tak do piachu, tylko pamiętaj, Kochanieńki, życie ma wspaniały smak, zapach i dźwięk... Jest chwilą, rozbłyskiem spadającej gwiazdy, mgnieniem kosmosu, tą chwilą, kiedy kojąco szumi morze i dudni gwałtowna ulewa. Otwieram drzwi, żeby krople deszczu mogły zmoczyć moje stopy, stoję uśmiechnięta w świetle błyskawic i obserwuję, jak właśnie zakwita kolejny kwiat... Ty zamknij drzwi, mógłbyś zamoczyć buty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz