poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Irene...


W niedzielę pojawiło się ostrzeżenie. Tropikalna burza Irene przemieściła się w kierunku północno-zachodnim do Puerto Rico. Irene o świcie uzyskała większą intensywność i osiągnęła status huraganu, stając się pierwszym huraganem w tym sezonie. Maksymalna prędkość wiatru 120 kilometrów na godzinę, ciśnienie spadło do 987 hPa, zakwalifikowana jako huragan kategorii 1 w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona. Utrzymuje kierunek na północny zachód. O szóstej rano w niedzielę centrum huraganu zlokalizowano na 18,5 stopnia szerokości geograficznej północnej i 66,6 stopnia długości geograficznej zachodniej, co sytuuje ją  około 65 mil na zachód od San Juan, Puerto Rico i około 445 km na wschód od Puerto Plata na Dominikanie. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych 24 do 48 godzin Irene przemieści się w tym samym kierunku, z niewielkimi zmianami a jej szybkość może się zintensyfikować. Do północnej części Haiti dotrze we wczesnych godzinach porannych we wtorek.
Centrum Prognoz Instytutu Meteorologii monitoruje rozwój i trajektorię huraganu Irene, ze względu na skutki, które mogą wystąpić we wschodniej części Kuby od wtorku, głównie z powodu deszczy.
Dzisiaj o 8 rano cyklon tropikalny Irene był w odległości około 210 km na południowy wschód od Puerto Plata, na północnym wybrzeżu Dominikany, około 280 km na południowy wschód od Wysp Turks i Caicos.
Szeroki obszar niskiego ciśnienia nadal generuje chmury i deszcz. Na pozostałej powierzchni Oceanu Atlantyckiego, Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej nie ma zagrożenia rozwojem tropikalnego cyklonu w ciągu najbliższych 24 do 48 godzin.

Dzisiaj więc na Kubie leje, wiatry od 25 do 30 km na godzinę.... Chwała Bogu. Mam nadzieję że wredna Irene ominie Hawanę, jak wynika z mapy, około środy i czwartku odleci w kierunku Bahamów.
Zawsze boję się o Moje Miasto, kiedy czytam takie informacje. Boję się mocnych uderzeń fal w nabrzeże, boję się o domy stojące przy Malecón, o ludzi, którzy mogą stracić ściany i sufit nad głową, o biedną karaibską staruszkę. Kto tylko czytał, jak wygląda cyklon, nie ma pojęcia, co dzieje się wtedy naprawdę...

Zwyczajna burza w sezonie wygląda tak: dzień jest jakby zastygły i nieruchomy, żar, który leje się z nieba nie do wytrzymania, słońce parzy skórę, która, ma się wrażenie, za chwilę napuchnie bąblami jak po przyłożeniu do rozgrzanej patelni. Piasek jest tak gorący, że nie ma możliwości iść po plaży bez butów, powietrze otacza szczelnie, jakby stanowiło formę przygotowaną do odlewu ciała. Pot płynie strużkami po plecach, szyi, głowie, twarzy, a wycieranie nic nie daje. Mokre ubranie przylega do ciała tworząc niemal drugą skórę... Niebieskie niebo w kilkanaście sekund zmienia się w czarne niskie, skłębione tuż nad głową. Światło żółknie, wilgotność wzrasta do ponad stu procent. Zanim spadnie deszcz, na skórę opadają krople wilgoci i nagle zaczyna lać. Ściana wody wali gwałtownie z nieba, otacza zewsząd, widoczność spada do kilku metrów, przypomina gęstą mgłę w szarym półmroku świtu. Przez chwilę można mieć wrażenie, że jest się w ciasnej dusznej piwnicy, wokół jest tylko nieprzejrzysta gruba szyba, niczym dno od butelki albo luksfer. Grzmi, błyska się, wyje, dudni, huczy i szumi, wszystko w zwielokrotnionym natężeniu, a człowiek wewnątrz tego wodospadu jest nieporadny i bezbronny. Liście palm w podmuchach wiatru układają się wtedy poziomo, a drobne nie zabezpieczone przedmioty odlatują bezpowrotnie w siną dal... 
Morze atakuje wściekle, wkurwione jak nigdy. Bez przerwy zapowiadam, że Yemayá zażąda tego roku wiele krwi, wedrze się na ląd, by oczyścić się, umyć swoje wstydliwe członki. Fale tworzą wodną zasłonę, zakrywając słabe światło. Miasto tonie w słonym morskim powietrzu, wiatr ryczy wściekle, jak zła siła, wyrywając żaluzje, a nawet całe okna, anteny telewizyjne wzlatują w niebo, raniąc chmury oksydowanymi ostrzami.
/Z. Valdés, Oddałam ci całe życie/
fot: PAP/ EP
Zniszczenia dokonane przez huragan Ike na Kubie w 2008 roku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz