Żródło: http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Plik:PINOKIO.jpg
Zanim zedrę stary naskórek ze stóp, zanim spiłuję i polakieruję paznokcie, pora pogadać z panem P.J.G. Zawsze to lubiłam. Jego czasami trywialna, a czasami głęboko intelektualna przewrotna „doble cara” zawsze sprawiała, że przestawałam się przejmować tym, co niezmienialne... Może teraz też będzie tak samo? Jestem zmęczona, a właściwie zmordowana. Czuję, że brakuje sił, by mierzyć się z tym, co mnie spotyka. Dzisiejszy poranek przypłaciłam krwiożerczym bólem głowy, który skrywany latami, dał o sobie znać z siłą świetlnego miecza i rozerwał mi głowę. Po kilkugodzinnej terapii ból ustąpił i pojawiła się refleksja. Obojętne czy potrzebna, czy nie, nieważne. Założę więc te swoje wyczesane włoski, cienie na powieki i czarne kreski, wybłyszczkuję usta, paznokcie będą lśnić niczym bomki na choince, a ostateczny szlif perfum ukryje wreszcie to, co nikomu niepotrzebne – moją prawdziwą twarz. Nie, nie mam na myśli realnego ukrywania, wcale nie. Mam na myśli pewną prowokację. Z tej prowokacji codziennie część zdaje sobie sprawę, inna część bierze ją za dobrą monetę. Błąd. To tylko prowokacja. Zaczyna się od życzeń miłego dnia. To przecież takie wspaniałe, pozytywne i przyjemne, życzyć komuś miłego dnia, miłego weekendu... ble, ble, ble. Tak, pod warunkiem, że wypowiadając te życzenia nie mamy w kieszeni otwartego scyzoryka i mówimy szczerą prawdę, której dzisiaj próżno szukać choćby ze świecą. Inaczej to bełkot, full botoks i pełny lifting plus liposukcja, czyli kłamstwo, fałszerwsto, najgorsza wreda i badziew niewart grama naszego zianteresowania. Sztuczny uśmiech zatrzymany w kadrze jadu kiełbasianego z zastygłymi wargami wykrzywionymi w udawanym grymasie, który ma za zadanie oszukać każdego. - Patrz, jaka jestem miła i przyjazna – szepcze twarz. - Patrz, uśmiecham się, nie mogę przecież z takim uśmiechem i wyglądem mieć złych zamiarów, prawda? No fakt, nie możesz, ale oczyma paranoi można dostrzec twój fałsz, posmakować jadu, który kapie po tylnych zębach, i właśnie wypala dziurę w eleganckiej bluzeczce... No a potem sakramentalne proszę, przepraszam i dziękuję. Tysiąckrotnie wypowiadane przy i bez okazji. Nauka nie poszła w las. Słuchamy i jesteśmy zdziwieni, że nas proszą, przepraszają i dziękują, a potem ostrym nożem między żebra i kraksa gotowa. Nagle siedzimy na asfalcie, wokół głowy obraca nam się aureola disneyowskich gwiazdek, pod nami morka plama i nie wiemy, skąd padł cios. Ano właśnie. Padł z tego samego miejsca, z którego przedtem oklaski, prawda? Nietrudno poskładać te puzzle, chyba że się jest kompletnym idiotą. Stosunki międzyludzkie wymagają nie gorszej kondycji, refleksu i umiejętności niż ćwiczenia marines. A kule latają gęsto i przy tym ściele się trup. Nasz własny, bo znowu nie uważaliśmy, z kim idziemy do łóżka, w tym przypadku, jedynie metaforycznie. W ciągu dalszym hasła i slogany z użyciem słów, które zmieniły znaczenie: rzetelny = uwaga ja mogę cię wy*, ale ty mnie nie, bo nie zauważyłeś tej małej gwiazdki na dole umowy, w akapicie, gdzie czcionka jest mniejsza od najmniejszej czytelnej; okazja = przeleć mnie cztery razy, a ja ciebie wcale, jeśli jesteś łatwowierny, zasłużyłeś na to; promocja = nabieram cie kolejny raz, a ty nie zauważyłeś więc wyskakuj z kasy ciemna maso, bo jakoś muszę się pozbyć tego chłamu, który zagraca mi magazyn, pomoc = pomogę ci za 50% odsetek plus 40% kosztów manipulacyjnych (wreszcie jakieś miłe słowo)... I tak bez końca. To, co prezentuje rynek, przenosi się na codzienność, na nasze szare popieprzone życie, wessane w machinę praw, na przykład ekonomii, które nie zależą od nas, które nie my stworzyliśmy i do których musimy się dostosować, bo inaczej wylądujemy w brzuchu wieloryba bez nadziei, że nas kiedykolwiek wypluje. Reguły są tu bardzo proste, ty nie możesz nic, z tobą mogą wszystko! Orzeczenie domyślne.
Oczywiście nie zalecam plucia wężami i jaszczurkami na każdego, bo to marna satysfakcja i niczego raczej nie rozwiąże, a zdanie sobie sprawy z tych kilku drobiazgów jest już i tak wystarczająco męczące, jedyna więc zasadna postawa jaka przychodzi mi na myśl, to postawa Pinokia. Jeśli nos nam się gwałtownie wydłuży, żaden problem, przy dzisiejszym poziomie chirurgii plastycznej zrobią nam w try miga nowy, króciutki i tak piękny, że okłamiemy każdego, bez najmniejszego wysiłku, i jakichkolwiek podejrzeń.
Do dzieła rzesze Pinokiów, w końcu jakoś trzeba tu przetrwać...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz