niedziela, 23 października 2011

Niedopatrzenie

żesz! tak długo mnie nie było? sama nie wierzę; codziennie otwierałam stronę, spoglądałam ponuro w ekran i... zamykałam; w międzyczasie robiłam przeważnie wszystko i nic, to znaczy, że jesień i zima, jeszcze zanim przyszły, wpędziły mnie standardowo w stan permanentnego zaniepokojenia i bałaganu; a tak, właśnie; nie lubię ani zimy ani jesieni; ci, którzy mnie znają, wiedzą, że miejscem idealnym jest dla mnie strefa podzwrotnikowa; dwie pory roku, a nie pięć albo realnie sześć i jeszcze jakieś roztopione przedwiośnia, które też mnie do pasji doprowadzają; no, ale start jesienny mam już chyba za sobą, powoli dochodzę do ładu; chorował pies, wystraszyłam się, przestałam uczyć się hiszpańskiego, co mnie wkurzyło, ciągle się jakoś nie dogaduję z ludźmi wokół, zupełnie jakbym mówiła po japońsku, co też nie nastraja optymistycznie, przestałam pisać książkę (leży odłogiem ponad dwa miesiące !!!), czyli wszystko nie tak, a nawet ostatnio okazało się, że nie potrafię zrobić czapki na drutach, co zawsze stanowiło dla mnie łatwość i mogłam z zamkniętymi oczami; potrzeba czegoś jeszcze? a, zapomniałam, nie piszę na blogach (moich dwóch) choć coś tam myślę, czytam trochę i zdobyłam się na zrobienie raptem dwóch okładek!!! z których i tak jestem dość niezadowolona, bo obie podobne i obie tak samo niedorobione; mam wrażenie, że jestem pusta jak studnia do wysokości lustra wody :) dni przeciekają mi przez palce, szlag mnie trafia i nie wiem, jakie podjąć kroki, żeby to ukrócić; a powinnam wiedzieć, w końcu sobie chcę ukrócić; no bo inni ludzie jakoś w tym czasie wychowują dzieci, pracują, piszą, realizują.... a mnie zazdrość chwyta, że ja nic :( oj, boli! czy ja narzekam? było zabronione.


a może za dużo od siebie wymagam???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz