Czasami jest tak, że codziennie budowany ład i spokój rozsypuje się w ciągu bardzo krótkiego czasu. Zupełnie jakby w wysprzątanym pokoju ktoś wysypał na środku ogromne pudełko puzzli. Niby nic się nie stało... Bywa, że to jakiś zapach, rozmowa, dawno nie widziana osoba, sytuacja, nostalgiczny powiew jesieni albo pierwszy przymrozek. Jak takie rzeczy mogą zburzyć ten ład? Nie ten w pokoju dziecinnym, choć w pewnym sensie, bo każdy wewnętrzny ład jest jakimś pokojem dziecinnym. Mogą. Moja siła i wola przetrwania każdego dnia stawia mnie na baczność. Wielu z nas. Jedni w ogóle nie będą wiedzieli, o czym mówię, inni znają to uczucie bardzo dobrze. Czasami trzeba nadludzkiego wysiłku, by spełnić kolejny dzień. Więc staję rankiem na baczność i się mierzę. Układam, porządkuję, co jest do uporządkowania, realizuję to, co do zrealizowania, wieczorem chcę mieć tylko poczucie spokoju, który ułoży mnie do snu i pozwoli zasnąć. Kiedy przytulę poduszkę, chcę mieć świadomość, że nie zawaliłam, że zrobiłam wszystko, żeby się sprawdzić i rozliczam się przed sobą, jak w modlitwie. Możliwe, że to standard. Nie wiem, nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam. Rozmowa to rzecz trudna. Chcę więc tego spokoju, zależy mi na nim, jest mi niezbędny. Walczę o niego, bo czasami przychodzi z trudem, bo muszę go zdobywać. Dlatego też tak bardzo jest cenny. I nagle... Puzzle. Mozaika niekoniecznie kolorowa, niekoniecznie chciana, nieprzewidywalna, rozsypuje się wokół. Nie ma wyjścia, trzeba się nią zająć. Wszystkie kawałeczki muszą wrócić na miejsce. Trzeba je znowu poskładać, by na powrót powstały z nich spokojne uliczki wewnętrznego dziecinnego pokoju. Muszą być na nich kamienice z zapalonymi światłami w oknach, latarnie uliczne, powinny rosnąć drzewa i zielona trawa, a jeśli pada śnieg, to puszysty i biały. Ludzie radośni, szczęśliwi, dzieci rozbawione. To nie jest realny świat, ale jedynie w takim chciałoby się żyć. Nikogo nie interesuje ten nieprzewidywalny, ciemny i straszny.
Ale jak nie pozwolić rozsypać puzzli? Ach, na to nikt nie ma wpływu, jedynie można być na to przygotowanym. Jeśli się wie, że tak może się zdarzyć. Jeśli zaś coś dzieje się po raz pierwszy? Co wtedy?
Dzisiaj moje puzzle, dzięki kilku argumentom pewnej mądrej osoby, same wróciły na miejsce. Najpierw jednak rozniosło je potężne tornado.
Drogie tornado
Odebrałam dzisiaj przydatną lekcję, oznajmiam więc, że kiedy pojawisz się po raz kolejny, z chęcią rozwalenia moich puzzli, wetknę cię do puszki po orzeszkach solonych i tam sobie poszalejesz!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz