piątek, 14 grudnia 2012

Trudności, czyli... Wesołych Świąt?


Dlaczego zwykle z końcem roku przychodzi taki czas, że wszystko jest trudne, albo nawet trudniejsze... Kiedy kończy się Stary a zaczyna Nowy, zawsze tylko po to, żeby znowu stać się Starym, czuję się oszukana.
Znowu nie sprzyja pogoda, znowu po ulicach nie da się chodzić... Widoczność maleje, przyczepność do podłoża spada, a wszyscy odpowiedzialni nagle zapominają, że spadnie śnieg, jakby cały rok żyli na równiku a nie w strefie umiarkowanej. Za to przygotowują zgoła odmienne atrakcje. Do kupienia za 'złotówkę' jest niemal wszystko, w promocji za 'zero' złotych następna część wszystkiego, wtedy i tylko wtedy konieczny jest nowy mebel, komputer, telewizor, dywan, płaszcz, nowe buty, fryzura, paznokcie, cokolwiek... Szał.
A mnie ogarnia wtedy... patologia świąt Bożego Narodzenia. Zima, nawet piękna, biała, skrząca się diamentowym połyskiem, wcale nie cieszy, kolorowe reklamy zżerają moją energię jak baśniowe smoki i powodują niechęć... Przed oczami mam wizję urobienia po łokcie rąk w ferworze świątecznych przygotowań, mycia okien, trzepania dywanów, polerowania mebli, uganiania się za karpiami, a potem stania po 10 godzin w kuchni, żeby wszystko obrać, ugotować, wysmażyć, pięknie przybrać... I paść.
Nie cierpię zakupów, w tłoku i ścisku, kiedy wszyscy dostają amoku, żeby koniecznie zaopatrzyć dom we WSZYSTKO w podwójnej albo poczwórnej ilości promocyjnej.... Od świątecznych promocji robi mi się niedobrze. W blichtrze i glamurze reklamowych złoto-czerwonych gazetek, telewizyjnych spotów, 'szalenie eleganckich' wystaw czuję się jak... w bagnie. Mam wrażenie, że jestem szczurem w labiryncie, nie mam wyjścia, jestem zmuszona do tego wszystkiego, co powinnam i muszę z tej corocznej okazji zrobić. Do brodzenia w grzęzawisku pomysłów na ubranie choinki, przybranie stołu, pakowanie prezentów... Do wysłuchania niezliczonych medialnych opowieści o 'magii świąt', co roku... tych samych.

Te Święta, tak rodzinne i bliskie, tak kiedyś ciche i spokojne, ciepłe, już dawno utonęły w rwącym wodospadzie chciwości, obżarstwa, głupoty i pychy.

Zanim nadejdzie tegoroczna Wigilia, zdążę się tym wszystkim tak bardzo zmęczyć, że najchętniej zasnęłabym na kolejny rok włącznie ze świętami. Chciałabym przespać te i wszystkie następne święta, wyjechać gdzieś, gdzie ich nie ma, żeby nie patrzeć na to, co z nich zrobiliśmy...

Kiedyś... były prawdziwe, teraz 27 grudnia zostaje tylko kac leczony głośnymi wystrzałami fajerwerków, które nie milkną do 2 stycznia... Coś zagłuszają?

                                                                                                                                    Zdjęcie: internet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz