... piękny
sobota, 4 czerwca 2011
Kelechi Amadi Obi
Urodził się 29 grudnia 1969 roku, ukończył prawo na University of Nigeria, ale zdecydował się jednak na coś zupełnie innego. Mieszka i pracuje w Lagos. Jest ...
... piękny
... piękny
niedziela, 15 maja 2011
sobota, 14 maja 2011
Tylko słowa...
Oto ostatni list Gabriela Garcii Marqueza??? / Nie, to Johnny Welch, meksykański humorysta i jego marionetka El Mofles!!!
G.G. Marquez powiedział: 'Tym, co może mnie zabić jest to, że ktoś myśli, iż napisałem coś tak tandetnego. To jest jedyna rzecz, która mnie martwi.'
'Lo que me puede matar es que alguien crea que escribí una cosa tan cursi. Esto es lo único que me preocupa.'
Natomiast Johnny Welch zapytany, jaki był najbardziej satysfakcjonuujący moment w jego karierze, odparł, że ten, kiedy świat był przekonany, że wiersz laleczki został napisany przez Gabriela Garcię Márqueza. - To było satysfakcjonujące dla nas obu, nie ma wątpliwości. – dodał.
Tekst
Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła.
Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Słuchałbym kiedy inni mówią i cieszyłbym się dobrymi lodami czekoladowymi.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
Mój Boże, gdybym miał serce, wypisałbym moją nienawiść na lodzie i czekałbym na wschód słońca. Namalowałbym snem Van Gogha na gwiazdach poemat Benedettiego i pieśń Serrat, prawdziwą serenadę, którą ofiarowałbym Księżycowi. Podlałbym moimi łzami róże, aby poczuć ból ich cierni i cielesność pocałunku ich płatków...
Mój Boże, gdybym miał trochę życia... Nie pozwoliłbym minąć nawet jednemu dniu bez powiedzenia ludziom, jak ich kocham. Przekonałbym każdą kobietę i każdego meżczyznę, że należą do moich ulubieńców i żyłbym zakochany w miłości.
Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
A starszych uczyłbym, że śmierć nie przychodzi ze starością lecz z zapomnieniem. Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na szczycie góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w sposobie, w jaki się wspinamy. Dowiedziałem się, że kiedy nowo narodzone zaciska swoją piąstkę po raz pierwszy na palcu swego ojca, chwyta go na zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą,
gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy Cię widzę, powiedziałbym "kocham Cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra,
będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam",
"proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Boga o siłę i mądrość, abyś mógł im to wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Si por un instante Dios se olvidara de que soy una marioneta de trapo y me regalara un trozo de vida, posiblemente no diría todo lo que pienso, pero en definitiva pensaría todo lo que digo.
Daría valor a las cosas, no por lo que valen, sino por lo que significan.
Dormiría poco, soñaría más, entiendo que por cada minuto que cerramos los ojos, perdemos sesenta segundos de luz. Andaría cuando los demás se detienen, despertaría cuando los demás duermen. Escucharía cuando los demás hablan y cómo disfrutaría de un buen helado de chocolate!
Si Dios me obsequiara un trozo de vida, vestiría sencillo, me tiraría de bruces al sol, dejando descubierto, no solamente mi cuerpo, sino mi alma.
Dios mío si yo tuviera un corazón, escribiría mi odio sobre el hielo, y esperaría a que saliera el sol. Pintaría con un sueño de Van Gogh sobre las estrellas un poema de Benedetti, y una canción de Serrat sería la serenata que le ofrecería a la luna. Regaría con mis lágrimas las rosas, para sentir el dolor de sus espinas, y el encarnado beso de sus pétalos...
Dios mío, si yo tuviera un trozo de vida... No dejaría pasar un sólo día sin decirle a la gente que quiero, que la quiero. Convencería a cada mujer u hombre que son mis favoritos y viviría enamorado del amor.
A los hombres les probaría cuán equivocados están al pensar que dejan de enamorarse cuando envejecen, sin saber que envejecen cuando dejan de enamorarse! A un niño le daría alas, pero le dejaría que él solo aprendiese a volar.
A los viejos les enseñaría que la muerte no llega con la vejez, sino con el olvido. Tantas cosas he aprendido de ustedes, los hombres... He aprendido que todo el mundo quiere vivir en la cima de la montaña, sin saber que la verdadera felicidad está en la forma de subir la escarpada. He aprendido que cuando un recién nacido aprieta con su pequeño puño, por primera vez, el dedo de su padre, lo tiene atrapado por siempre.
He aprendido que un hombre sólo tiene derecho a mirar a otro hacia abajo, cuando ha de ayudarle a levantarse. Son tantas cosas las que he podido aprender de ustedes, pero realmente de mucho no habrán de servir, porque cuando me guarden dentro de esa maleta, infelizmente me estaré muriendo.
Siempre di lo que sientes y haz lo que piensas. Si supiera que hoy fuera la última vez que te voy a ver dormir, te abrazaría fuertemente y rezaría al Señor para poder ser el guardián de tu alma. Si supiera que esta fuera la última vez que te vea salir por la puerta, te daría un abrazo, un0 beso y te llamaría de nuevo para darte más. Si supiera que esta fuera la última vez que voy a oír tu voz, grabaría cada una de tus palabras para poder oírlas una y otra vez indefinidamente. Si supiera que estos son los últimos minutos que te veo diría "te quiero" y no asumiría, tontamente, que ya lo sabes.
Siempre hay un mañana y la vida nos da otra oportunidad para hacer las cosas bien, pero por si me equivoco y hoy es todo lo que nos queda, me gustaría decirte cuanto te quiero, que nunca te olvidaré.
El mañana no le está asegurado a nadie, joven o viejo. Hoy puede ser la última vez que veas a los que amas. Por eso no esperes más, hazlo hoy, ya que si el mañana nunca llega, seguramente lamentarás el día que no tomaste tiempo para una sonrisa, un abrazo, un beso y que estuviste muy ocupado para concederles un último deseo. Mantén a los que amas cerca de ti, diles al oído lo mucho que los necesitas, quiérelos y trátalos bien, toma tiempo para decirles "lo siento", "perdóname", "por favor", "gracias" y todas las palabras de amor que conoces.
Nadie te recordará por tus pensamientos secretos. Pide al Señor la fuerza y sabiduría para expresarlos. Demuestra a tus amigos cuanto te importan.
G.G. Marquez powiedział: 'Tym, co może mnie zabić jest to, że ktoś myśli, iż napisałem coś tak tandetnego. To jest jedyna rzecz, która mnie martwi.'
'Lo que me puede matar es que alguien crea que escribí una cosa tan cursi. Esto es lo único que me preocupa.'
Natomiast Johnny Welch zapytany, jaki był najbardziej satysfakcjonuujący moment w jego karierze, odparł, że ten, kiedy świat był przekonany, że wiersz laleczki został napisany przez Gabriela Garcię Márqueza. - To było satysfakcjonujące dla nas obu, nie ma wątpliwości. – dodał.
Tekst
Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła.
Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Słuchałbym kiedy inni mówią i cieszyłbym się dobrymi lodami czekoladowymi.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
Mój Boże, gdybym miał serce, wypisałbym moją nienawiść na lodzie i czekałbym na wschód słońca. Namalowałbym snem Van Gogha na gwiazdach poemat Benedettiego i pieśń Serrat, prawdziwą serenadę, którą ofiarowałbym Księżycowi. Podlałbym moimi łzami róże, aby poczuć ból ich cierni i cielesność pocałunku ich płatków...
Mój Boże, gdybym miał trochę życia... Nie pozwoliłbym minąć nawet jednemu dniu bez powiedzenia ludziom, jak ich kocham. Przekonałbym każdą kobietę i każdego meżczyznę, że należą do moich ulubieńców i żyłbym zakochany w miłości.
Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
A starszych uczyłbym, że śmierć nie przychodzi ze starością lecz z zapomnieniem. Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na szczycie góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w sposobie, w jaki się wspinamy. Dowiedziałem się, że kiedy nowo narodzone zaciska swoją piąstkę po raz pierwszy na palcu swego ojca, chwyta go na zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą,
gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy Cię widzę, powiedziałbym "kocham Cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra,
będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam",
"proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Boga o siłę i mądrość, abyś mógł im to wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Si por un instante Dios se olvidara de que soy una marioneta de trapo y me regalara un trozo de vida, posiblemente no diría todo lo que pienso, pero en definitiva pensaría todo lo que digo.
Daría valor a las cosas, no por lo que valen, sino por lo que significan.
Dormiría poco, soñaría más, entiendo que por cada minuto que cerramos los ojos, perdemos sesenta segundos de luz. Andaría cuando los demás se detienen, despertaría cuando los demás duermen. Escucharía cuando los demás hablan y cómo disfrutaría de un buen helado de chocolate!
Si Dios me obsequiara un trozo de vida, vestiría sencillo, me tiraría de bruces al sol, dejando descubierto, no solamente mi cuerpo, sino mi alma.
Dios mío si yo tuviera un corazón, escribiría mi odio sobre el hielo, y esperaría a que saliera el sol. Pintaría con un sueño de Van Gogh sobre las estrellas un poema de Benedetti, y una canción de Serrat sería la serenata que le ofrecería a la luna. Regaría con mis lágrimas las rosas, para sentir el dolor de sus espinas, y el encarnado beso de sus pétalos...
Dios mío, si yo tuviera un trozo de vida... No dejaría pasar un sólo día sin decirle a la gente que quiero, que la quiero. Convencería a cada mujer u hombre que son mis favoritos y viviría enamorado del amor.
A los hombres les probaría cuán equivocados están al pensar que dejan de enamorarse cuando envejecen, sin saber que envejecen cuando dejan de enamorarse! A un niño le daría alas, pero le dejaría que él solo aprendiese a volar.
A los viejos les enseñaría que la muerte no llega con la vejez, sino con el olvido. Tantas cosas he aprendido de ustedes, los hombres... He aprendido que todo el mundo quiere vivir en la cima de la montaña, sin saber que la verdadera felicidad está en la forma de subir la escarpada. He aprendido que cuando un recién nacido aprieta con su pequeño puño, por primera vez, el dedo de su padre, lo tiene atrapado por siempre.
He aprendido que un hombre sólo tiene derecho a mirar a otro hacia abajo, cuando ha de ayudarle a levantarse. Son tantas cosas las que he podido aprender de ustedes, pero realmente de mucho no habrán de servir, porque cuando me guarden dentro de esa maleta, infelizmente me estaré muriendo.
Siempre di lo que sientes y haz lo que piensas. Si supiera que hoy fuera la última vez que te voy a ver dormir, te abrazaría fuertemente y rezaría al Señor para poder ser el guardián de tu alma. Si supiera que esta fuera la última vez que te vea salir por la puerta, te daría un abrazo, un0 beso y te llamaría de nuevo para darte más. Si supiera que esta fuera la última vez que voy a oír tu voz, grabaría cada una de tus palabras para poder oírlas una y otra vez indefinidamente. Si supiera que estos son los últimos minutos que te veo diría "te quiero" y no asumiría, tontamente, que ya lo sabes.
Siempre hay un mañana y la vida nos da otra oportunidad para hacer las cosas bien, pero por si me equivoco y hoy es todo lo que nos queda, me gustaría decirte cuanto te quiero, que nunca te olvidaré.
El mañana no le está asegurado a nadie, joven o viejo. Hoy puede ser la última vez que veas a los que amas. Por eso no esperes más, hazlo hoy, ya que si el mañana nunca llega, seguramente lamentarás el día que no tomaste tiempo para una sonrisa, un abrazo, un beso y que estuviste muy ocupado para concederles un último deseo. Mantén a los que amas cerca de ti, diles al oído lo mucho que los necesitas, quiérelos y trátalos bien, toma tiempo para decirles "lo siento", "perdóname", "por favor", "gracias" y todas las palabras de amor que conoces.
Nadie te recordará por tus pensamientos secretos. Pide al Señor la fuerza y sabiduría para expresarlos. Demuestra a tus amigos cuanto te importan.
piątek, 13 maja 2011
sobota, 7 maja 2011
Cafundó
- Donde vas? - Muy lejano. - Esto esta más lejos que el Cafundó!
Jedno z najbardziej popularnych wyrażeń w Brazylii to "Dalej niż w Cafundó", w odniesieniu do fizycznej odległości bardzo odległych miejsc. "Cafundó" według słownika to miejsce pustynne, odległe, niedostępne i niemal zawsze w górach. W języku potocznym jest używane na co dzień, ale pochodzenie terminu sięga czasów kolonialnych w Brazylii, dwadzieścia dwa lata przed końcem niewolnictwa, zanim wprowadzono ustawę "La Ley Áurea" z 1888 r. o jego zniesieniu. Właściciel ziemski Joaquim Manoel de Oliveira uwolnił wtedy piętnastu niewolników, którym podarował gospodarstwo z zastrzeżeniem, że mają je uprawiać. Tak powstała wioska w stanie Sao Paulo zwana Cafundó, która dziś jest dzielnicą Salto de Pirapora, 150 km od Sao Paulo. Cafundó dzień po dniu kultywowało swoje afrykańskie zwyczaje: afroamerykańską religię (candomblé), tradycyjne metody leczenia, budowę domów, gotowanie na ogniu, hodowlę kur i świń, sadzenie kukurydzy i fasoli, język. Społeczność Cafundó posługuje się językiem cupópia, kreolskim, opartym leksykalnie na bantu.
Film jest oparty na historii życia byłego czarnego niewolnika Joao de Camargo (1858-1942) z Sorocaba w Brazylii.
Jedno z najbardziej popularnych wyrażeń w Brazylii to "Dalej niż w Cafundó", w odniesieniu do fizycznej odległości bardzo odległych miejsc. "Cafundó" według słownika to miejsce pustynne, odległe, niedostępne i niemal zawsze w górach. W języku potocznym jest używane na co dzień, ale pochodzenie terminu sięga czasów kolonialnych w Brazylii, dwadzieścia dwa lata przed końcem niewolnictwa, zanim wprowadzono ustawę "La Ley Áurea" z 1888 r. o jego zniesieniu. Właściciel ziemski Joaquim Manoel de Oliveira uwolnił wtedy piętnastu niewolników, którym podarował gospodarstwo z zastrzeżeniem, że mają je uprawiać. Tak powstała wioska w stanie Sao Paulo zwana Cafundó, która dziś jest dzielnicą Salto de Pirapora, 150 km od Sao Paulo. Cafundó dzień po dniu kultywowało swoje afrykańskie zwyczaje: afroamerykańską religię (candomblé), tradycyjne metody leczenia, budowę domów, gotowanie na ogniu, hodowlę kur i świń, sadzenie kukurydzy i fasoli, język. Społeczność Cafundó posługuje się językiem cupópia, kreolskim, opartym leksykalnie na bantu.
Film jest oparty na historii życia byłego czarnego niewolnika Joao de Camargo (1858-1942) z Sorocaba w Brazylii.
Madame Satá
To z kolei brazylijski film z gwiazdą tamtejszego kina Lázaro Ramosem. O, to jest niewątpliwie gwiazda. Aktor tak oszczędny, że wystarczy jedno drgnienie jego policzka... Po kinie amerykanofilskim niezwykle intrygująca odmiana; przecież nie mówię, że tam nie ma dobrych aktorów, są, ale bardzo zmęczeni zarabianiem kupy dolarów, a to i tak niewiele warte
Madame Sata... - trzeba zobaczyć
Madame Sata... - trzeba zobaczyć
Wycieczka w Pireneje
na którą zabrał mnie Alejandro González Inárritu
Oszczędna kamera prowadzi widza przez inne miasto. Nie to pokazywane i atrakcyjne, La Sagrada Familia, park Gaudiego, kamieniczki w centrum, eleganckie sklepy, Las Ramblas czy Camp Nou, ale przez odrapaną kamienicę, w której mieszka z dziećmi główny bohater Uxbal, ciasne mieszkania z odpadającym ze ścian tynkiem, wąskie uliczki niekoniecznie najlepszych dzielnic, piwnice, w których koczują chińscy robotnicy i prowizoryczne wieloosobowe kwatery czarnych imigrantów. Handlarze narkotyków, podrabianych torebek, robotnicy budowlani, skorumpowany policjant, matka alkoholiczka w stanie wiecznej depresji i pośrednik pracy, kombinator Uxbal, kontaktujący się ze zmarłymi. Trudno nadać ludzką twarz takiej menażerii. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo to jest przecież miasto, w którym żyjemy i nikt nie pojedzie do niego na wycieczkę.
Na wycieczkę jedzie się w Pireneje, które są "biutiful".
Bohaterowie filmu to z pozoru zwykli ludzie, ale to tylko pierwsze wrażenie. Tak naprawdę przerażają, bo w chwili nieuwagi możemy stać się podobni do nich.
"Biutiful" to inny film niż dotychczas pokazywał autor trylogii "Amores perros", "21 gramów" i "Babel". Cichy. Krzyk bólu niesie do nieba tylko stado gołębi, a odpowiedzialność w trzepocie skrzydeł jest prośbą o przebaczenie. Nie można go jednak nazywać kameralnym. Jest raczej rodzajem nieświętego apokryfu. Uxbal, główny bohater, którego na naszych oczach misternie tworzy Javier Bardem, to postać tułacza, skazanego na błądzenie, nieudane wybory, dotkniętego chorobą, oczyszczanego jednak z win dzięki niesieniu pomocy innym i miłosierdziu. Ludzka miseria może być zrozumiana, mamy prawo do błędu, mamy prawo do życia i przebaczenia. Wszyscy. Niewierna żona i rozwiązły brat, handlujący ludźmi pracodawca-homoseksualista, szef budowy zatrudniający nielegalnych pracowników, handlarz narkotyków deportowany do Senegalu, nieuczciwy gliniarz, bohater oszczędzający na kupnie tanich grzejników...
Bo czy na pewno to właśnie dzięki nim pieniądze pochowane w skarpetach Uxbala stały się najwyższym dobrem? W filmie Inárritu są fundamentem majaczącej nad miastem jak złowrogi cień Katedry, jej konstrukcją nośną i zaprawą spajającą każdy element. Nie potrafimy przestać jej budować, dopóki ktoś nie spadnie z rusztowania. Wtedy przystajemy. Na chwilę.
Na wycieczkę jedzie się w Pireneje, które są "biutiful". Żeby zobaczyć śnieg. W pierwszej i
ostatniej scenie filmu. To właśnie ta wycieczka. Przez życie.
Myślałam, że nie zniosę dwóch i pół godziny, ale pomyliłam się. Mogłabym oglądać dalej, następne dwie i pół.
Mirito Torreiro z hiszpańskiego magazynu "Fotogramas" zauważył, że umieszczony za kamerą przypadkowy turysta jest tylko towarzyszem bólu, bardziej zainteresowanym pobłażaniem sobie i godną ubolewania degradacją człowieka, który liczy na wiarygodną przygodę ze światłem i ciemnością, jak to w życiu...
Oszczędna kamera prowadzi widza przez inne miasto. Nie to pokazywane i atrakcyjne, La Sagrada Familia, park Gaudiego, kamieniczki w centrum, eleganckie sklepy, Las Ramblas czy Camp Nou, ale przez odrapaną kamienicę, w której mieszka z dziećmi główny bohater Uxbal, ciasne mieszkania z odpadającym ze ścian tynkiem, wąskie uliczki niekoniecznie najlepszych dzielnic, piwnice, w których koczują chińscy robotnicy i prowizoryczne wieloosobowe kwatery czarnych imigrantów. Handlarze narkotyków, podrabianych torebek, robotnicy budowlani, skorumpowany policjant, matka alkoholiczka w stanie wiecznej depresji i pośrednik pracy, kombinator Uxbal, kontaktujący się ze zmarłymi. Trudno nadać ludzką twarz takiej menażerii. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo to jest przecież miasto, w którym żyjemy i nikt nie pojedzie do niego na wycieczkę.
Na wycieczkę jedzie się w Pireneje, które są "biutiful".
Bohaterowie filmu to z pozoru zwykli ludzie, ale to tylko pierwsze wrażenie. Tak naprawdę przerażają, bo w chwili nieuwagi możemy stać się podobni do nich.
"Biutiful" to inny film niż dotychczas pokazywał autor trylogii "Amores perros", "21 gramów" i "Babel". Cichy. Krzyk bólu niesie do nieba tylko stado gołębi, a odpowiedzialność w trzepocie skrzydeł jest prośbą o przebaczenie. Nie można go jednak nazywać kameralnym. Jest raczej rodzajem nieświętego apokryfu. Uxbal, główny bohater, którego na naszych oczach misternie tworzy Javier Bardem, to postać tułacza, skazanego na błądzenie, nieudane wybory, dotkniętego chorobą, oczyszczanego jednak z win dzięki niesieniu pomocy innym i miłosierdziu. Ludzka miseria może być zrozumiana, mamy prawo do błędu, mamy prawo do życia i przebaczenia. Wszyscy. Niewierna żona i rozwiązły brat, handlujący ludźmi pracodawca-homoseksualista, szef budowy zatrudniający nielegalnych pracowników, handlarz narkotyków deportowany do Senegalu, nieuczciwy gliniarz, bohater oszczędzający na kupnie tanich grzejników...
Bo czy na pewno to właśnie dzięki nim pieniądze pochowane w skarpetach Uxbala stały się najwyższym dobrem? W filmie Inárritu są fundamentem majaczącej nad miastem jak złowrogi cień Katedry, jej konstrukcją nośną i zaprawą spajającą każdy element. Nie potrafimy przestać jej budować, dopóki ktoś nie spadnie z rusztowania. Wtedy przystajemy. Na chwilę.
Na wycieczkę jedzie się w Pireneje, które są "biutiful". Żeby zobaczyć śnieg. W pierwszej i
ostatniej scenie filmu. To właśnie ta wycieczka. Przez życie.
Myślałam, że nie zniosę dwóch i pół godziny, ale pomyliłam się. Mogłabym oglądać dalej, następne dwie i pół.
Mirito Torreiro z hiszpańskiego magazynu "Fotogramas" zauważył, że umieszczony za kamerą przypadkowy turysta jest tylko towarzyszem bólu, bardziej zainteresowanym pobłażaniem sobie i godną ubolewania degradacją człowieka, który liczy na wiarygodną przygodę ze światłem i ciemnością, jak to w życiu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























