czwartek, 22 listopada 2012

Roy DeCarava


AUTOR











                                                                                                                                            zdjęcia: internet
http://www.aaregistry.org/historic_events/view/eyes-new-york-roy-decarava
http://en.wikipedia.org/wiki/Roy_DeCarava

wtorek, 20 listopada 2012

Listopady...

Potrzebuję słońca!!! I dużo wody. Wiatru, ciepła, beztroski... Kogo to? Muszę się poskładać. Jestem teraz z dziesiątków tysięcy małych puzzli. Kawałeczków włosów, które wypadły, złamanych kości, które się zrosły, ale pozostawiły ból, jestem z miliardów komórek, mitochondriów, rzęsków... Co mnie to? Zaburzenia. Zmęczenia. Nieprzespane noce. Telefony. Lekarze. Katalogi. Staplery. Szwy. Zdjęcia. Łzy. Pożegnanie...  I powitanie. To najcenniejsze.
Życie.
Listopady nie odpuszczają. Są mroczne, złośliwe jak trolle z dużymi czerwonymi nosami i smrodliwym oddechem. Kiedy tylko zauważą, że jakoś idzie, natychmiast dają o sobie znać. Natychmiast znajdują tysiące nierównych chodników, ostrych żywopłotów, twardych krawężników, splątanych sznurówek. To listopady. Niedobre, nieśmiertelne. Czarne. Ze świeczkami dymiącymi dla ukochanych, z szarością nieba. Listopady okrutne, porażające jak pioruny. Nie można nawet patrzeć w oczy. Wszystko jest obolałe i dojmujące, beznadziejne...
Wszystko wymaga zmagań i nadludzkiego wysiłku, wszystko się sprzeciwia. Brakuje koncentracji, brakuje powietrza. Nic nie można. Nie można nawet się upić. Choćby się bardzo chciało... Trzeba tylko stać. Nago. Bez odzieży i skóry, bez mięśni, ścięgien i kości. Stać równo, pionowo, stać długimi nocami i dniami. Stać wytrwale. Być w gotowości. Zawsze. Żeby nie przeoczyć łzy, która spada po nicości. Żeby jej nie zgubić i zapamiętać. Żeby się wyrwać z ostatniego kręgu, który wsysa jak biały karzeł... Żeby się nie dać!
Znosić upadki, przekleństwa cudze i własne, wypadki losowe, chaos, przesunięcia, odsunięcia, przeoczenia, wściekłość i bezsilność. Żeby dać radę. 
Jak mam powiedzieć, że nastąpiła od dawna przewidywana reakcja łańcuchowa? Że nie istnieję? I komu?
Śpię i budzę się. Wstaję, myję się, jem. Idę spać.
Jestem...
przeciw listopadom. 


Optymalne warunki dla prawidłowego funkcjonowania człowieka

                                                                                                                                            zdjęcia: internet

czwartek, 1 listopada 2012

Już listopad?

Od śmierci silniejsza jest jedynie Pamięć.
Ale to nie ma znaczenia.

Śmierć nie ma znaczenia.

Wolę więc być zupełnie gdzie indziej.

                                                                                                                                            zdjęcie: internet

wieczne piękno racz mi dać nie ty, którego proszą
a słońce wiekuiste niechaj mi świeci na wieki wieków
- amen


dame la belleza eterna, no tú, que le preguntan
dejar que brilla para mí el sol eterno, por los siglos de los siglos
- amén

Nie jestem zainteresowana poważnymi rozmowami, w ogóle nie jestem zainteresowana rozmowami.


czwartek, 4 października 2012

Przez chwilę... czyli sukces w obliczu śmiertelności


Un turista fue a la ciudad de El Cairo, Egipto, con la finalidad de visitar a un famoso sabio. El turista se sorprendió al ver que el sabio vivía en un cuartito muy simple y lleno de libros. Las únicas piezas mobiliarias eran una cama, una mesa y un banco.
-¿Dónde están sus muebles? - preguntó el turista.
Y el sabio rápidamente, también preguntó. -¿Y dónde están los suyos?
-¿Los míos?- se sorprendió el turista - ¿Pero si yo estoy aquí solamente de paso!
-Yo también - concluyó el sabio. 

La vida en la tierra es solamente temporal.....Sin embargo, algunos viven como si fueran a quedarse aquí eternamente y se olvidan de ser felices. El valor de las cosas no está en el tiempo que duran, sino en la intensidad con que suceden. Por eso existen momentos inolvidables, cosas inexplicables y personas incomparables...

---------------

Pewien turysta przybył do Kairu w Egipcie, aby odwiedzić słynnego mędrca.Turysta był zaskoczony widząc, że mędrzec żyje w niewielkim, skromnym pomieszczeniu pełnym książek. Jedyne wyposażenie stanowiły łóżko, stół i ławka.
- Gdzie są twoje meble? - spytał turysta.
A mędrzec spytał szybko: - A gdzie są twoje?
- Moje? - zdziwił się turysta - Ale ja jestem tutaj tylko przez chwilę!
- Ja też - stwierdził mędrzec.

Życie na ziemi jest czasowe ..... Jednak niektórzy żyją, jak gdyby mieli pozostać tutaj na zawsze i zapominają o byciu szczęśliwym. Wartością rzeczy nie jest to, jak długo trwają, ale intensywność, z jaką się dzieją. Dlatego istnieją niezapomniane chwile, niewytłumaczalne rzeczy i niezrównani ludzie...

                                                                                                                            M. Kuzmanovic / Reuters

Ta historyjka przypomniała mi pewną rozmowę z dawno nie widzianą znajomą. Rozmowa dotyczyła... Sukcesu. Moimi przykładami sukcesów były wyniki działań intelektualnych, jej... osiągnięte stanowiska menedżerskie, zakres władzy i pieniądze. W pewnym momencie powiedziała z ironią, unosząc podbródek, który wydał się jeszcze bardziej spiczasty: Wiesz, wśród moich znajomych te twoje sukcesy wzbudzają śmiech... Nie wytrwałam w pokorze i walnęłam: A wśród moich znajomych ludzie pokroju twoich znajomych uważani są za inteligentnych inaczej. 
Znajomość oczywiście się zakończyła. Zresztą to inna bajka. Nie moja wina, że uznając swoją przynależność do grupy korporacyjnych ludzi sukcesu, znajoma wzięła komentarz „do siebie”. Bo czy moi ludzie sukcesu czy jej, pobres y ricos, todos mortales (biedni czy bogaci wszyscy śmiertelni) :) Z tą różnicą, że po działaniach intelektualnych ślady pozostają na wieki, a po korporacyjnych co najwyżej do czasu wprowadzenia nowego modelu dżinsów albo trampek, jeśli pominąć wiekopomne wysiłki bohaterskich speców od kryzysów finansowych.

Więc... krzyżyk na drogę.

sobota, 29 września 2012

Motywacja obrazkowa



Pora na... pranie


Jesień zawsze domaga się gruntownych porządków przed zimą. Przygotowania do snu... Dla mnie zima mogłaby w ogóle nie istnieć. Nie znoszę zimna, marznięcia, przemakania, zacinania zmrożonymi kulkami śniegu po policzkach. Ale nie o tym... Ma być o praniu i porządkowaniu.
Ta czynność ma ogromne znaczenie. Porządki w najbliższym otoczeniu to nie tylko czyste mieszkanie, ład na półkach, łatwość znalezienia niezbędnych drobiazgów, to także porządek wewnątrz.
Może przede wszystkim chodzi o „wewnątrz”.

Razem ze śmieciami wyrzucam więc to, co niepotrzebne. Swary i zwady, nieporozumienia... Nie zamierzam obciążać swojej ślicznej główki stresem. Tym samym daję miejsce i pole do popisu nowemu i przygotowuję miejsce dla rzeczy, drobiazgów, podróży, sytuacji i ludzi... Oby pozytywnych.

Po pierwsze segregowanie ubrań: pochowanie letnich, odświeżenie jesienno-zimowych i wyrzucanie tych, których na pewno nie potrzebuję. Pozbywam się znoszonych dżinsów, wielokroć cerowanych, które „jeszcze mogłyby się przydać”. Nie mogłyby i się nie przydadzą, będą mnie tylko wkurzać, bo ilekroć wyciągnę je z pralki, będę myślała, że muszę je... zszywać!

To taka złudna nadzieja, że mogłoby być tak samo jak wczoraj, przedwczoraj albo rok temu. Próba zatrzymania życia i tego co nieuchronne - zmian.

Szafki trzeba wymyć i wywietrzyć, ubrania starannie poskładać, pogłaskać, dać im energię na nadchodzące dni. Trzeba zajrzeć wszędzie, w każdy najciemniejszy kąt, wpuścić tam powietrze i resztki słońca, wywalić stare gazety, puste słoiki, nie dokończone pasty do zębów, kawałki mydła, mnóstwo odciętych od ubrań metek, które zawsze tak potwornie drapią. Do wielkiego wora zebrać wszystkie zepsute rzeczy. Bez żalu wywalić pęknięte talerze, pokrzywione łyżki i widelce, kubki bez ucha, choćby ukochane, zdezelowane noże, obluzowane lusterka, buteleczki po perfumach, stare szczoteczki do zębów, wieloletnie tusze do rzęs, podarte skarpetki...

A potem?

Potem to już raj, można kruszyć, nieustannie się przebierać, obserwować z zaciekawieniem wzór, jaki zostawia ściekająca na czysty parapet kropelka kawy z filiżanki bez spodeczka... Czysta zabawa, bez nerwów i ciągłego biegania ze szmatką, bez stresu, że było czysto i się nabrudziło. W końcu żyjemy i trudno upominać się o utracone dziewictwo :)
Nie ma szczęścia w czystym mieszkaniu, szczęście jest w czystych NAS.

PS. Zapalenie płuc złapane za pysk w momencie pierwszych prób namieszania w organizmie, nagrzewnica nie cieknie bo została zalutowana, a Święty Mikołaj przyszedł w tym roku wcześniej. Mam nadzieję, że nie pominie mnie podczas sezonu.

Monsunowe pranie, rzeka Daya, Indie 

                                                                                                                     Fot.  Rout Biswaranjan / AP
                                                  http://in.news.yahoo.com/monsoon-photos---editor-s-pick-20110615.html



sobota, 22 września 2012

Osobiście


                                                                                                                                  Fot. Internet 

Aktualizacja :)
Po co kopać się z koniem ???
Koń, jaki jest, każdy widzi, jest większy i silniejszy.
Rację miał pewien śp. pisarz: „Szczęście to dobre zdrowie i zła pamięć...” K.V.