
to nic, że bez świateł... sama znajdę drogę, jak zwykle...
a mnie się wszystko sypie, od pierwszego, jakby specjalnie na 'dzień dziecka', dostałam bonusy ujemne... nie wiem czy śmiać się, czy płakać. miałam dokładnie zaplanowany rok do końca ze szczególnym uwzględnieniem października, i daty kluczowej 21 :), potem mniej więcej do połowy następny... i szlag trafił plany, które staram się gwałtownie przebudować; gwałtowność niestety nie przynosi efektów, powoduje zamęt i panikę większą niż jest to dopuszczalne i potrzebne; jestem poważnie wkurzona, życie mi udowodniło, co ja ciągle powtarzam, że kontrola nad nim jest niemożliwa. szkoda gadać, muszę pozmieniać plany, ale nie wszystkie... nie dam się, nie dam się, nie poddam się, żywej mnie nie dostaniecie! i już! postanowienia: 1. październik dojdzie do skutku w zaplanowanym terminie, 2. wolność przede wszystkim - ubezwłasnowolnienie nie wchodzi w grę, 3. planowane zakupy: la lente y el tripode - muszą się udać!, 4. niech żyje freelance!!!
to tyle w kwestii życzeń do Góry i bardzo proszę Górę o nieprowokowanie sytuacji, w których będę musiała udowadniać, że nie jestem wielbłądem, nie jestem, to widać z daleka, ciągłe udowadnianie, że jest inaczej to strata czasu i energii. dziękuję i polecam się na przyszłość, oczywiście jak najbardziej pozytywną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz