poniedziałek, 6 czerwca 2011

Jack Sparrow i przyszłość świata

Nie obejrzałam do końca Piratów z Karaibów na nieznanych wodach... Cóż, zasnęłam. Wcale nie ze zmęczenia. Znudzona wielce. Niniejszym nadmieniam, że jestem maniakiem kina, tego bardzo dobrego, tego mniej i tego z półki komercyjno-rozrywkowej. Ale. Ale zasnęłam z refleksją, że którąkolwiek część bym oglądała, nic mnie nie zaskoczy,  nie pobudzi, ani nie zainspiruje. Że zobaczę te same plastikowe twarze i postacie, nawet mimo wysiłków Johnny'ego, te same sceny, te samy intrygi i tę samą muzykę. To kolejny produkt masowy (co nie musi wcale oznaczać kiepskiej jakości), który wywołuje we mnie sprzeciw i pytanie: Kto dał na to kasę?! Ale to pytanie retoryczne. Dał ten, kto na tym zarobi, bez względu na jakość sprzedawanego barachła. I tak wszyscy przyjdą i zapłacą, a jeśli komuś zostanie niedosyt albo niesmak, jego sprawa. Zarabiającego to guzik obchodzi.
Byłoby zgoła inaczej, gdyby odbiorcy nie godzili się na marną jakość, gdyby film wygwizdali, obśmiali, a zarabiającym nierzeczywiste pieniądze na tymże knocie zagrali na nosie choćby jakimś niewielkim bojkotem sal kinowych. Tylko... któż zbojkotuje knota, skoro najpierw musiałby sprawdzić znaczenie słowa, a potem jeszcze stracić sporo energii, dużo więcej niż przysypiając w wygodnym fotelu kinoplexu. Sic!
W tym kontekście przyszłość świata woła o ratunek. Jeżeli ci przysypiający znajdą się w innych fotelach, 'Kraina Czarów' pacnie jak domek z kart, rozpłaszczy się na podłożu nie pozostawiając cienia wątpliwości, że nic gorszego niż ignorancja nie może się przydarzyć. Czy potrzeba kataklizmu albo działań osób trzecich, by ten proces przyspieszyć? Nie. Działania prowadzące do zidiocenia już dawno się odbyły, a teraz zbierane są tylko owoce. Zagłada jest blisko...
Choć w pewnym sensie to jednak dziwi. Nie od dziś wiadomo, że pewne sfery są silne, nawet nie poprzez wspólne cele, ale poprzez czynnik ilościowy, wystarczyłoby usunąć tylko jedną literkę z często używanego w mediach słowa blogosfera, żeby zrozumieć, kim można by się stać w obronie starego dobrego świata. Nie żartowałam, choć rysunek jest żartem, mam nadzieję, nikogo nie urażającym....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz