Disajnerskie gadżety codziennego użytku, ciuchy, elementy dekoracyjne mieszkań, małe pierdoły za duża kasę, które cieszą ego, smucą kieszeń, ale napawają wstrętem, ponieważ nie są warte ciężkiej kasy, którą płacą za nie snoby. A czego są warte? Niektóre nawet nie zaspokajają podstawowego poczucia estetyki, ale ... mają rynek. Bo na rynku istnieją fani disajnu, którzy nie odpuszczą okazji do posiadania drogich pierdół wątpliwej wartości estetycznej, a za podstawkę pod filiżankę zapłacą 600 złotych... Zgroza? Nie, wszechobecnej paranoi cd. Możliwe, że do dobrego tonu należy niezaglądanie do cudzych kieszeni, w końcu, co mnie to obchodzi, kto z kim śpi? Więc powinnam skoncentrować się na sobie. Otóż to. Mnie cały ten disajn nie jest potrzebny. Ten disajn to mżawka, fatamorgana, duperela niewarta funta kłaków. Ale chcecie, to kupujcie, a jak jeszcze na dodatek lubicie być nabici w butelkę to znaczy wydymani do imentu, wasza sprawa (słowa skierowane do fanów disajnu). Pora więc wyjaśnić, na czym polega disajn. Gość kończy ASP na przykład. Idzie mu jak po grudzie, więc zasiada do tabletu, deski albo czegoś w tym rodzaju i tworzy... Wytwarza w ciągu miesiąca dzieło, na przykład tę rzeczoną podstawkę pod filiżankę, kubek, albo szklaneczkę. Sporo mu zeszło, przemnożył roboczogodzinę przez swój dyplom (ja nie posiadam dyplomu ASP więc spokojnie można mnie posądzić o kompleksy) i wyszło mu 300 nie inaczej... Galeria też musi zarobić, w końcu od tego jest, a inaczej by nie była galeria tylko zwykły sklep. Galeria to nobilitacja, więc nici z niskiej ceny jak w sklepie.W sklepie to można barachło a nie disajn sprzedawać. Cena 600 gotowa. Z kosmosu. Ale praca artysty ciężka, jeść, pić, płacić rachunki artysta musi, drogi musi być, bo nijak szacunku nie zdobędzie. Podstawka jak malowana, szara z cienką czerwoną kreską pośrodku i wyrwanym kawałkiem, jakby mysz z sera wyrąbała w rogu. Coś jak raz do wnętrz w stylu japońskim, choć oni lubią porządek i takie zawirowanie artystyczne, jak wyrwa w podstawce, nie przejdzie, raczej by do kosza poszła a nie na stół. Ufff Czysty artyzm, czysta sztuka, warta takiej kasy, a po latach może w Sotheby's na aukcji osiągnie jakąś okrągłą sumkę? To zależy, jak bardzo artysta się postara zarobić na sobie i jak bardzo zmotywuje innych, by popracowali nad lansem. Tylu ludzi opłacić to rzeczywiście. Ich wysiłek, kłapanie godzinami przez komórki, ich benzyna, ich ubrania, ich jedzenie i seks... W cenie podstawki jest przecież to wszystko! Ale, co się dziwić... Kupujcie fani disajnu! Każdy ma taki disajn na jaki zasługuje. Ja nie mam, nie kupiłam, musiałby mnie bóg opuścić.
Ale zostawmy podstawkę, co innego taka wanna!
Ja poproszę ten titanic na szpilce, wstawię do dużego pokoju, ta fiołkowa byłaby od rzeczy, musiałabym zbudować pałac :) poza tym... delikatnie mówiąc, jest wizualnie przyciężka...
Ametystowa wanna autorstwa Paolo Baldiego, na nóżkach pokrytych dwudziestoczterokaratowym złotem podobna malachitowa, jak ktoś woli zielony, z lustrem kosztuje 222.000 $
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz