obydwa słowa brzmią ładnie, ale nie dlatego chcę o niej wspomnieć.... dawno temu, zanim pożegnała ten najlepszy ze światów, mawiała: dziecko nie wierz mężczyznom. musiała wiedzieć, co mówi, czego mnie uczy. pamiętam, że rozwijała czasami tę myśl w stronę problemów powstających między obojgiem. stare-polskie porzekadło, że nie miała baba kłopotu to chłopa znalazła jakieś ziarnko piasku w sobie ma. nie, nie prawdy, piasku. z tego powstają przecież perły.... moja perła nabiera powoli masy, cóż że krytycznej. brak porozumienia. moja perła o mnie dba i lśni. dziś zobaczyłam jej blask, kiedy zastanawiałam się, dlaczego nasze rozmowy są dość krótkie i chyba zdawkowe, dlaczego nie rozmawiamy o niczym w sposób ciągły, wymuszający jakąś spójność, dlaczego mam wrażenie, że jest zajęty czymś innym.... odpowiedź nadeszła prosta i wyraźna: bo jest! genialne. przypomniałam sobie "dlaczego mężczyźni wolą zołzy" i roześmiałam się pod sam sufit. nie wiem, co robi chłop, ale czuję, a czucie i wiara to zawsze więcej niż mędrca szkiełko. czuję, że coś nie gra, nie zaskakuje, nie zatrybia. czuję, że rozmawiamy obowiązkowo.... mogę się mylić, ale raczej moja intuicja ma rację. na razie "raczej" oscyluje około 40 procent, więc sporo. skoro nie mogę zmienić tego, co jest, nie będę nadwerężać swojej szarej substancji, po prostu dam upłynąć dniom i zobaczę, co dalej. jeśli dalej istnieje, dobrze, jeśli go nie ma... ehhh nie powiem, że źle, zawsze istnieją inne rozwiązania i plany "b".
wiem na pewno, że na blogu
- nie będę psioczyć na innych, bo to okurwieńczo nieeleganckie
- nie będę się skarżyć, bo nie mam na co
- nie będe pouczać, krytykować, zrzędzić
będę się zastanawiać i myśleć.... to mi pasuje
czwartek, 14 stycznia 2010
obiad

Instalacja elektryczna, Delhi. Fot. Krzysztof Łoziński
obiad z filozoficznego punktu widzenia jest jakąkolwiek żywnością, która pozwala nam na zaspokojenie głodu, aby uwolnić nasze myśli - nie mogę uwierzyć, że to napisałam, że wpadłam na ten trop. zresztą to chyba nic dziwnego skoro ostatnio rozmawiam wyłącznie o obiadach... na kubie
całkiem zręczne i nawet prawdziwe, trochę przewrotne, idea się zgadza, ale przez cały dzień chciałam pisać tylko o tym, dlaczego jestem ustawicznie zmęczona, permanentnie niczym nie zainteresowana, przykurczona w myślach i w plecach, zdechła, wypluta, żadna.... nie wiem. jestem też czegoś pozbawiona....
i chciałam spytać, może ktoś wie: dlaczego szczęście mają tylko zimne suki? i nie chodzi mi o psie zwłoki rodzaju żeńskiego.
i gdzie kupić walizkę za niezbyt wiele pieniędzy, niekoniecznie odjechaną ale wytrzymałą co najmniej jak ja na trudy podróży, gdzie zdobyć canona eosa, skąd wziąć inne drobiazgi
odp. 1 - trzeba wlec się do te-go miejsca na te, którego nie lubię
odp. 2 - nigdzie albo w sklepie (nie wchodzi w grę, nie ma kasy)
odp. 3 - z ross-mana
no to już wiem wszystko, ale w dalszym ciągu jestem w chinach (na kubie mówi się w ten sposób, gdy nie wiesz, co się dzieje i nie masz pojęcia jak działać)
przysłowie kubańskie: pan bóg ściska, jednak nie dusi... (to jest część ogólnie dostępna) dalej brzmi: ... ale i nie puszcza - dios aprieta pero no ahoga, pero no suelta
sobota, 9 stycznia 2010
strach przed śmiercią, strach przed życiem
śp. kurt vonnegut, napisał kiedyś książkę "losy gorsze od śmierci". z początku chciałam sprzeciwić się temu tytułowi, cóż byłam młoda i niedoświadczona. po czasie przyznałam mu rację. żyjemy tylko jeden raz i w tym życiu przeżywamy najgorsze. czasami lepiej byłoby nie żyć. boimy się zarówno tego, co nas czeka jak i tego, że w pewnej krótkiej chwili przestaniemy istnieć. oczywiście problemy mają różną rangę i czasem ludzie uciekają się do porównywania ich wagi, mówiąc: "prawdziwy problem to ten ... reszta to gówno" (cytat z maila od bardzo mało znajomego) lista prawdziwych problemów jest bardzo długa, właściwie nie ma końca, ale zawsze można ustawiać na niej problemy w kolejności od napoważniejszego do najmniej uciążliwego... tylko skąd wziąć szablon, na którym będziemy się opierać ustalając tę hierarchię? takiego szblonu nie ma!czyjaś choroba dla jego otoczenia jest największym problemem, nadejście śmierci lub jej ociąganie się także, brak jedzenia dla zrowych dzieci jest problemem innych, remont samochodu jak dla mnie jest gdzieś na szarym końcu....
nie ma uniwersalnej listy problemów większych i mniejszych, kto o tym nie wie i próbuje forsować na tej liście swoje propozycje, jest po prostu bezdennie GŁUPI
czwartek, 7 stycznia 2010
uwaga szczerość!
szczerość jest jak syfilis, zaraźliwa i nie wypada o niej mówić przy stole
rozmodlone twarze, chrześcijańskie serca, na flagach bóg, honor, ojczyzna.... w beemkach chciwe dziwki z błyszczącymi ustami, w portfelach mnóstwo zadrukowanego papieru, w domach stare żony, na które przykro patrzeć i rano, i wieczorem, w szkołach nie chciane dzieci...
temu obrazowi brak jedynie dwóch małp breugela i herzogowskiego szympansa z papierosem
temu obrazowi brak jedynie dwóch małp breugela i herzogowskiego szympansa z papierosem
szympans palący papierosaostatnia scena filmu "bokassa" reż. werner herzog
święta prawda
nauka jest sztuką tworzenia zręcznych iluzji, głupcy w nie wierzą lub polemizują z nimi, mądry człowiek zaś napawa się ich pięknem i pomysłowością, zdając sobie jednocześnie sprawę, że są to stworzone przez ludzi zasłony, za którymi kryje się mroczna otchłań nieznanego...
/carl gustav jung/
plecy c.d.
i znowu to samo. mam wrażenie, że początek roku wymaga ofiar... cóż, spełniam je jak umiem najlepiej, choć wczoraj nie powiedziałam co myślę komuś, kto nie pytany naobiecywał mnóstwo i w rozmowie telefonicznej zwierzył się: wiesz musiałem wywalić na remont auta 4000 zł! uuuhhhfff co za życie, beemka zwykle jest kosztowna i jak "jednorazówka" rzadko odpłaca czułością. lśni owszem bajecznie, zadaje dyskotekowego szyku, pozwoli docisnąć, ale nie może jej zabraknąć na waciki.... współczuję
dzisiaj stanęłam na wysokości zadania i zgodnie z regułami "national geographic" nie pozwoliłam się ugryźć. z mojej twarzy znikł uśmiech i spolegliwe "oczywiście" zastąpił je złowrogi warkot plus obnażone kły. odpowiedziałam na atak i nie zmienię swojej postawy.
mimo iż drugi dzień składm ofiary z żywego organizmu, jestem silniejsza...
dzisiaj stanęłam na wysokości zadania i zgodnie z regułami "national geographic" nie pozwoliłam się ugryźć. z mojej twarzy znikł uśmiech i spolegliwe "oczywiście" zastąpił je złowrogi warkot plus obnażone kły. odpowiedziałam na atak i nie zmienię swojej postawy.
mimo iż drugi dzień składm ofiary z żywego organizmu, jestem silniejsza...
środa, 6 stycznia 2010
nie mam siły
nie mam siły pisać po hiszpańsku, możliwe że potem przetłumaczę, co dzisiaj jest dla mnie ważne i straszne. chciałam dobrze - jak zwykle, nie wyszło - jak zwykle. takie jest życie. jednego dnia kilka osób pokazało mi swoje plecy. popatrzyłam i .... postanowiłam nie dopuścić nigdy więcej do takiej sytuacji. to ostatni raz, kiedy zaufałam. nie ma zaufania, nie ma przyjaciół, nie ma pomocnych ludzi. jestem sama ze wszystkim, co mnie otacza. nie będę się modlić o wsparcie, nie będę mówić co myślę o tych, których plecy dzisiaj obejrzałam. skoncentruję swój wzrok na błękitnym niebie i zbliżę się do mojego celu. wyciszę swoje myśli, obejmę psa.... nie powiem, że jakoś to będzie, bo jakoś mi nie wystarcza. powiem - zrobię to, co postanowiłam mimo waszego oporu i niezrozumienia. nie uronię żadnej łzy. łez nie ma, wyschły, zresztą szkoda by ich było...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

