obydwa słowa brzmią ładnie, ale nie dlatego chcę o niej wspomnieć.... dawno temu, zanim pożegnała ten najlepszy ze światów, mawiała: dziecko nie wierz mężczyznom. musiała wiedzieć, co mówi, czego mnie uczy. pamiętam, że rozwijała czasami tę myśl w stronę problemów powstających między obojgiem. stare-polskie porzekadło, że nie miała baba kłopotu to chłopa znalazła jakieś ziarnko piasku w sobie ma. nie, nie prawdy, piasku. z tego powstają przecież perły.... moja perła nabiera powoli masy, cóż że krytycznej. brak porozumienia. moja perła o mnie dba i lśni. dziś zobaczyłam jej blask, kiedy zastanawiałam się, dlaczego nasze rozmowy są dość krótkie i chyba zdawkowe, dlaczego nie rozmawiamy o niczym w sposób ciągły, wymuszający jakąś spójność, dlaczego mam wrażenie, że jest zajęty czymś innym.... odpowiedź nadeszła prosta i wyraźna: bo jest! genialne. przypomniałam sobie "dlaczego mężczyźni wolą zołzy" i roześmiałam się pod sam sufit. nie wiem, co robi chłop, ale czuję, a czucie i wiara to zawsze więcej niż mędrca szkiełko. czuję, że coś nie gra, nie zaskakuje, nie zatrybia. czuję, że rozmawiamy obowiązkowo.... mogę się mylić, ale raczej moja intuicja ma rację. na razie "raczej" oscyluje około 40 procent, więc sporo. skoro nie mogę zmienić tego, co jest, nie będę nadwerężać swojej szarej substancji, po prostu dam upłynąć dniom i zobaczę, co dalej. jeśli dalej istnieje, dobrze, jeśli go nie ma... ehhh nie powiem, że źle, zawsze istnieją inne rozwiązania i plany "b".
wiem na pewno, że na blogu
- nie będę psioczyć na innych, bo to okurwieńczo nieeleganckie
- nie będę się skarżyć, bo nie mam na co
- nie będe pouczać, krytykować, zrzędzić
będę się zastanawiać i myśleć.... to mi pasuje

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz