i znowu to samo. mam wrażenie, że początek roku wymaga ofiar... cóż, spełniam je jak umiem najlepiej, choć wczoraj nie powiedziałam co myślę komuś, kto nie pytany naobiecywał mnóstwo i w rozmowie telefonicznej zwierzył się: wiesz musiałem wywalić na remont auta 4000 zł! uuuhhhfff co za życie, beemka zwykle jest kosztowna i jak "jednorazówka" rzadko odpłaca czułością. lśni owszem bajecznie, zadaje dyskotekowego szyku, pozwoli docisnąć, ale nie może jej zabraknąć na waciki.... współczuję
dzisiaj stanęłam na wysokości zadania i zgodnie z regułami "national geographic" nie pozwoliłam się ugryźć. z mojej twarzy znikł uśmiech i spolegliwe "oczywiście" zastąpił je złowrogi warkot plus obnażone kły. odpowiedziałam na atak i nie zmienię swojej postawy.
mimo iż drugi dzień składm ofiary z żywego organizmu, jestem silniejsza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz