czwartek, 1 listopada 2012

Już listopad?

Od śmierci silniejsza jest jedynie Pamięć.
Ale to nie ma znaczenia.

Śmierć nie ma znaczenia.

Wolę więc być zupełnie gdzie indziej.

                                                                                                                                            zdjęcie: internet

wieczne piękno racz mi dać nie ty, którego proszą
a słońce wiekuiste niechaj mi świeci na wieki wieków
- amen


dame la belleza eterna, no tú, que le preguntan
dejar que brilla para mí el sol eterno, por los siglos de los siglos
- amén

Nie jestem zainteresowana poważnymi rozmowami, w ogóle nie jestem zainteresowana rozmowami.


czwartek, 4 października 2012

Przez chwilę... czyli sukces w obliczu śmiertelności


Un turista fue a la ciudad de El Cairo, Egipto, con la finalidad de visitar a un famoso sabio. El turista se sorprendió al ver que el sabio vivía en un cuartito muy simple y lleno de libros. Las únicas piezas mobiliarias eran una cama, una mesa y un banco.
-¿Dónde están sus muebles? - preguntó el turista.
Y el sabio rápidamente, también preguntó. -¿Y dónde están los suyos?
-¿Los míos?- se sorprendió el turista - ¿Pero si yo estoy aquí solamente de paso!
-Yo también - concluyó el sabio. 

La vida en la tierra es solamente temporal.....Sin embargo, algunos viven como si fueran a quedarse aquí eternamente y se olvidan de ser felices. El valor de las cosas no está en el tiempo que duran, sino en la intensidad con que suceden. Por eso existen momentos inolvidables, cosas inexplicables y personas incomparables...

---------------

Pewien turysta przybył do Kairu w Egipcie, aby odwiedzić słynnego mędrca.Turysta był zaskoczony widząc, że mędrzec żyje w niewielkim, skromnym pomieszczeniu pełnym książek. Jedyne wyposażenie stanowiły łóżko, stół i ławka.
- Gdzie są twoje meble? - spytał turysta.
A mędrzec spytał szybko: - A gdzie są twoje?
- Moje? - zdziwił się turysta - Ale ja jestem tutaj tylko przez chwilę!
- Ja też - stwierdził mędrzec.

Życie na ziemi jest czasowe ..... Jednak niektórzy żyją, jak gdyby mieli pozostać tutaj na zawsze i zapominają o byciu szczęśliwym. Wartością rzeczy nie jest to, jak długo trwają, ale intensywność, z jaką się dzieją. Dlatego istnieją niezapomniane chwile, niewytłumaczalne rzeczy i niezrównani ludzie...

                                                                                                                            M. Kuzmanovic / Reuters

Ta historyjka przypomniała mi pewną rozmowę z dawno nie widzianą znajomą. Rozmowa dotyczyła... Sukcesu. Moimi przykładami sukcesów były wyniki działań intelektualnych, jej... osiągnięte stanowiska menedżerskie, zakres władzy i pieniądze. W pewnym momencie powiedziała z ironią, unosząc podbródek, który wydał się jeszcze bardziej spiczasty: Wiesz, wśród moich znajomych te twoje sukcesy wzbudzają śmiech... Nie wytrwałam w pokorze i walnęłam: A wśród moich znajomych ludzie pokroju twoich znajomych uważani są za inteligentnych inaczej. 
Znajomość oczywiście się zakończyła. Zresztą to inna bajka. Nie moja wina, że uznając swoją przynależność do grupy korporacyjnych ludzi sukcesu, znajoma wzięła komentarz „do siebie”. Bo czy moi ludzie sukcesu czy jej, pobres y ricos, todos mortales (biedni czy bogaci wszyscy śmiertelni) :) Z tą różnicą, że po działaniach intelektualnych ślady pozostają na wieki, a po korporacyjnych co najwyżej do czasu wprowadzenia nowego modelu dżinsów albo trampek, jeśli pominąć wiekopomne wysiłki bohaterskich speców od kryzysów finansowych.

Więc... krzyżyk na drogę.

sobota, 29 września 2012

Motywacja obrazkowa



Pora na... pranie


Jesień zawsze domaga się gruntownych porządków przed zimą. Przygotowania do snu... Dla mnie zima mogłaby w ogóle nie istnieć. Nie znoszę zimna, marznięcia, przemakania, zacinania zmrożonymi kulkami śniegu po policzkach. Ale nie o tym... Ma być o praniu i porządkowaniu.
Ta czynność ma ogromne znaczenie. Porządki w najbliższym otoczeniu to nie tylko czyste mieszkanie, ład na półkach, łatwość znalezienia niezbędnych drobiazgów, to także porządek wewnątrz.
Może przede wszystkim chodzi o „wewnątrz”.

Razem ze śmieciami wyrzucam więc to, co niepotrzebne. Swary i zwady, nieporozumienia... Nie zamierzam obciążać swojej ślicznej główki stresem. Tym samym daję miejsce i pole do popisu nowemu i przygotowuję miejsce dla rzeczy, drobiazgów, podróży, sytuacji i ludzi... Oby pozytywnych.

Po pierwsze segregowanie ubrań: pochowanie letnich, odświeżenie jesienno-zimowych i wyrzucanie tych, których na pewno nie potrzebuję. Pozbywam się znoszonych dżinsów, wielokroć cerowanych, które „jeszcze mogłyby się przydać”. Nie mogłyby i się nie przydadzą, będą mnie tylko wkurzać, bo ilekroć wyciągnę je z pralki, będę myślała, że muszę je... zszywać!

To taka złudna nadzieja, że mogłoby być tak samo jak wczoraj, przedwczoraj albo rok temu. Próba zatrzymania życia i tego co nieuchronne - zmian.

Szafki trzeba wymyć i wywietrzyć, ubrania starannie poskładać, pogłaskać, dać im energię na nadchodzące dni. Trzeba zajrzeć wszędzie, w każdy najciemniejszy kąt, wpuścić tam powietrze i resztki słońca, wywalić stare gazety, puste słoiki, nie dokończone pasty do zębów, kawałki mydła, mnóstwo odciętych od ubrań metek, które zawsze tak potwornie drapią. Do wielkiego wora zebrać wszystkie zepsute rzeczy. Bez żalu wywalić pęknięte talerze, pokrzywione łyżki i widelce, kubki bez ucha, choćby ukochane, zdezelowane noże, obluzowane lusterka, buteleczki po perfumach, stare szczoteczki do zębów, wieloletnie tusze do rzęs, podarte skarpetki...

A potem?

Potem to już raj, można kruszyć, nieustannie się przebierać, obserwować z zaciekawieniem wzór, jaki zostawia ściekająca na czysty parapet kropelka kawy z filiżanki bez spodeczka... Czysta zabawa, bez nerwów i ciągłego biegania ze szmatką, bez stresu, że było czysto i się nabrudziło. W końcu żyjemy i trudno upominać się o utracone dziewictwo :)
Nie ma szczęścia w czystym mieszkaniu, szczęście jest w czystych NAS.

PS. Zapalenie płuc złapane za pysk w momencie pierwszych prób namieszania w organizmie, nagrzewnica nie cieknie bo została zalutowana, a Święty Mikołaj przyszedł w tym roku wcześniej. Mam nadzieję, że nie pominie mnie podczas sezonu.

Monsunowe pranie, rzeka Daya, Indie 

                                                                                                                     Fot.  Rout Biswaranjan / AP
                                                  http://in.news.yahoo.com/monsoon-photos---editor-s-pick-20110615.html



sobota, 22 września 2012

Osobiście


                                                                                                                                  Fot. Internet 

Aktualizacja :)
Po co kopać się z koniem ???
Koń, jaki jest, każdy widzi, jest większy i silniejszy.
Rację miał pewien śp. pisarz: „Szczęście to dobre zdrowie i zła pamięć...” K.V.

niedziela, 16 września 2012

Dokąd nie pojadę, czyli pozdrowienia dla biur podróży

Już wiem, dokąd na pewno nie pojadę. Skąd mogę to wiedzieć na pewno? Z doświadczenia i pewnego zasobu znanych mi faktów, które pozwalają mi podjąć taką decyzję.
Zacznijmy od najbardziej spektakularnego miejsca, do którego chcą pojechać niemal wszyscy. Od Ameryki. 

                                                                                                                                     Fot. Internet źródło

Na pewno tam nie pojadę. Pierwszy powód jest banalny - bo byłam -  w ciągu trzech tygodni obserwowałam kilka stanów dość pobieżnie, ale również uważnie. Zobaczyłam bezkresne niebo i przestrzeń, wspaniałości przyrody... Jednak człowiek nie żyje bezkresem nieba ani przyrodą. Człowiek żyje w świecie zabudowanym, stechnicyzowanym, ułożonym, obserwując to, na co zwróciłam uwagę, spoza szyb domu, biura, samochodu. Głównie zaś z samochodu. Wstać, wykonać zabiegi higieniczne, zjeść, pojechać do pracy, wrócić z pracy, pojechać na obiad, wrócić do pracy, znowu pojechać... i tak w kółko. Dom, motel, bar, samochód... To moja Ameryka. Nie wnikałam w szczegóły, bo.... ich nie było. Ogół mnie nie zachwycił. Wygoda nie jest podniecająca ani twórcza. Nie wywołuje niczego poza kolejnym pragnieniem wygody i rutyny, działa jak cichy morderca, zabijający minuta po minucie wyobraźnię, zachwyt, każde pragnienie. Więc nie pojadę do Ameryki. Bo nie interesuje mnie życie w miejscu, w którym ukryto to, co prawdziwe i wartościowe, wylewając na to wodospady coca-coli i zasłaniając górami papierków po hamburgerach. Metaforycznie.

                                                                                                                                      Fot. Internet źródło

Przejdźmy do Europy. Nie jestem zainteresowana również Paryżem, stalową konstrukcją ogólnie podziwianą, bo nie mam potrzeby wdrapywać się na tego brzyda, żeby zjeść na górze potwornie drogą kolację. Glamour mnie nie bierze. Mam gdzieś Londyn, bezgranicznie smutne, brudne miasto, szybkie, zakorkowane, z przemykającymi po ulicach legalnymi albo nielegalnymi emigrantami.
I to tyle z Europy, dumnej wiktoriańskiej damy, z grubo upudrowaną twarzą, na której w dalszym ciągu można dostrzec żal, że za hotele w dawnych koloniach trzeba teraz płacić grubą kasę. Każda próba jej odmładzania, kończy się niepowodzeniem. Nie pomogą amerykański bankowy botoks ani brukselska liposukcja czy lifting. Starość, zniedołężnienie i śmierć są nieuchronne. Następcy, dzięki wpajanej przez wieki wierze, usiłują tego nie zauważać, zachowują się jakby nigdy nic. Wypełniają swoimi postaciami miliony biurowych pokoików i... robią „coś ważnego”. 

                                                                                                                                       Fot. Internet źródło

Nie pojadę na pewno na Daleki ani Bliski Wschód, magia tej bajki już nie działa. Szlachetne Indie pełne korzennych przypraw to mit. W kraju nieletnich wdów i prostytutek Bollywood zakłamuje obraz rzeczywistej nędzy i rozpaczy. Wspaniałe hotele dla Białych, kolorowe spektakle i przejażdżki na słoniach z girlandami kwiatów na piersi są wyrzutem sumienia i powodują niestrawność. Oglądać Taj Majal i płakać nad losem umierających na ulicach, których nie można ocalić. Gdybym tam pojechała, umarłabym ze wstydu.

                                                                                                                                      Fot. Internet źródło

Nie pojadę też do Afryki. Afrykę... chciałabym przytulić i zanucić kołysankę wszystkim dzieciom bez rodzin i zabawek,  wszystkim dzieciom bez jedzenia i ubrań, wszystkim dzieciom bez szkół i książek, z karabinami w dłoniach. Wszystkim dzieciom, które zgwałcono i zmuszono do zabijania.
Nie pojadę tam, gdzie panoszą się przemoc, mafie i gangi, gdzie wre niewolnicza praca dla zachodnich koncernów, gdzie życie ludzkie nie jest warte kuli, która je odbiera...

Czy to znaczy że nie pojadę już NIGDZIE?!

W tym kontekście zawsze niepomiernie dziwią mnie ludzie, którzy dzwonią do biur podróży i organizują swoje egzotyczne wakacje w najlepszych hotelach, za najlepsze pieniądze i skuszeni kolorowymi reklamami spędzają je bez świadomości, że tuż za murem, w favelach, właśnie trwa wojna...
I to jest realny Matrix. Rozleniwionym kanikułą urlopowiczom bezszelestna obsługa przychyla nieba, piloci wożą ich do niezwykłych miejsc, animatorzy organizują zapierające dech w piersiach spektakle... Turyści  spotykają dzikie plemiona, kupują obiady dla głodujących Etiopczyków w Addis Abebie, pokonują wiszące mosty w tropikalnych lasach, zbierają kawę na zboczach kolumbijskich plantacji, przeprawiają się pirogami albo canoe przez amazońską dżunglę, kupują kubańskie cygara i rozkoszują się widokiem Machu Picchu... Realizują swoje marzenia i podróże życia, w efekcie czego wszyscy nieźle zarabiają, ale... w kieszeni zawsze  tkwi bilet powrotny.

                                                                                                                                      Fot. Internet źródło
  
Pozdrawiam biura podróży, z których usług nie skorzystam chyba że zorganizują prawdziwe wakacje. Ktoś chętny ???

piątek, 14 września 2012

O pięknie inaczej, czyli pogranicze kultur


                                                                                                                             Fot. internet

Drogi...

Zdefiniowanie piękna we współczesnym świecie może sprawić spore kłopoty. W świecie nastawionym na zysk zostało ono odebrane rzeczom uważanym dotychczas za piękne i błędnie przypisane papierkom ozdobionym wymyślnymi giloszami. Jest prezentowane jako chuda dziewczyna albo samochód o futurystycznych kształtach, zwykle „tym piękniejszy, im droższy”. Coraz rzadziej więc mamy okazję z głębokim westchnieniem wykrzyknąć: Boże, jakie to piękne!
Definicja ustala, że piękno to „pozytywna właściwość estetyczna bytu, wynikająca z zachowania proporcji, harmonii, barw, dźwięków, stosowności, umiaru i użyteczności, postrzeganych przez zmysły. Istnieje piękno ideowe, duchowe, moralne, naturalne, cielesne, obiektywne i subiektywne".
Pitagorejczycy uważali, że piękno: polega na doskonałej strukturze, wynikającej z proporcji części i jest cechą obiektywną.
Skadinąd wiemy, że to tylko... półprawdy. Piękno wynika bowiem głównie z... odbioru. Nie bez kozery mówi się o niedyskutowaniu na temat gustów – tu obiektywizm zawodzi. Komuś podoba się coś, co dla innego jest „brzydem”.
Ale...
Każda sztuka, która wynika z potrzeby serca, bez względu na to, jaki to gatunek, jest cenniejsza od tej wydumanej albo powstałej z nudów. Jeśli wyraża prawdziwy ból, sprzeciw, łzy, krzyk, jeśli jest walką o przetrwanie o zachowanie status quo, albo wyrazem uczuć, jest sztuką. Jeśli oznacza perfekcję i kontestację, jest nie do zniesienia. W tym miejscu właśnie odbiór jest miernikiem sztuki. Jak w kręgosłupie są „ciary”, to JEST SZTUKA, jak ich nie ma, można sobie darować. „Ciary” to stan permamentnego zachwytu, włącznie z gęsią skórką, łzami w oczach albo irokezem na czubku głowy, można go uznać go za wmurowanie w ziemię albo za słup soli – pozytywnie. Bo piękno ma zachwycać.
Mnie nie przekonuje stylistyka oparta na nienaruszalnych kanonach i konceptach. Wtedy zawsze mam wątpliwości. Poważne. Nie przekonują mnie klasyczne zdobienia, barokowe złocenia, pióra w d... Nie zachęca anglosaski sznyt, sztywny gorset, kołnierzyk o numer za ciasny, herbata o piątej, nie bierze mnie schludność i porządek, ani przemoc czy epatowanie brzydotą... Rozumiem poszukiwania twórców, ich starania i geniusze, w końcu perfumy można stworzyć nawet z gówna...
A co mnie bierze? To dziwne, że nigdy o to nie spytałeś i założyłeś, że twoje podwórko pełne dzielnych Białych mordujących Indian z jakiegoś powodu jest lepsze i... jedyne.
Wrażliwość taka, że mnie przenika, światło, o którym wiem, że pochoddzi ze zmierzchu lub świtu, może z nocy, obrazy, które przyklejają się do mojej siatkówki, a potem noszę je w sobie, już wiecznie. Słowa, które tworzą w przestrzeni i czasie skojarzenia silniejsze niż pajęczyna. Ogień. I prawda.
W perfekcjonizmie nie istnieją ani ogień, ani prawda, ani wrażliwość. Są eliminowane przez układy ciemnego na jasnym lub odwrotnie. Zabawy konceptualne przypominają grę w szachy. Ostatecznie otrzymujemy puentę, ale długie oczekiwanie na nią i przedzieranie się przez intelektualne potyczki, polegające na udowadnianiu wyższości jednego IQ nad drugim, odbierają jej iskrę. Iskra zapala się szybko, ogień płonie gwałtownie, taka jest jego natura, taka jest natura żywiołów, sztuki i twoja. Prawdziwa natura, z której cię wykastrowano.
Żywioły nie posługują się intelektem, nie  stosują taktyk i wzorów, są fraktalne, duchowe, są błyskiem światła w ciemności rozrywającym zasłony nocy jak gwałtowny i nieopanowany gniew, albo deszcz czy miłość.
Sztuka to zmysłowość w najczystszej postaci, to również ekshibicjonizm, możliwe też, że to najczystsza naturalność... Utrzymywanie silnego związku z ziemią, powietrzem, wodą i ogniem. Nie oddzielanie. Któż chciałby kochać intelektualnie?
Sztuka to wymagająca kochanka. Nie jest dziwką, ale jeśli zaczynasz jej płacić albo brać od niej pieniądze, traci blask. Bo jeśli brak ci pasji i serca, jesteś kłamcą. I zawsze musi być gorąco. Jak jest chłodno nie ma miłości. Ani sztuki.
Zaprzecz. A potem wyjmij wszystkie swoje książki, które oduczyły cię czuć, rzuć garść nazwisk swoich autorytetów i mi to udowodnij. Zwróć jednak uwagę, że aby stać się odbiorcą, nie potrzebujesz podręczników i ekspertów, potrzebujesz jedynie przeżywać.
Dlatego mogę stanąć pośrodku drogi naga, a potem stworzyć sztukę. Prymitywne rysunki naskalne, bransoletkę z trawy, naszyjnik z piór, koszulę z mgły...  Nie obchodzi mnie poprawność, schematy, kompozycje, nie interesują mnie normy ani to, co się robi albo co robią wszyscy... Obchodzi mnie człowiek na drodze, w zakurzonych sandałach. Obchodzi mnie to, co myśli i czuje, co mi powie i co ja odpowiem jemu. I jeszcze to, co będzie dalej... Bo wiem, że będzie.
Chcę słuchać szumu morza, poezji, chcę tańczyć i śpiewać, bawić się muszelkami na plaży i budować z piasku, nie uciekać przed deszczem, pogłaskać ptaka, który usiądzie mi na ramieniu, wrócić do domu z przybłąkanym psem. Ja. Jeśli dla ciebie to zbyt trudne, nie moja sprawa. Zostawiam cię ze wszystkimi twoimi  „nie”. Mam gdzieś twój zachodni świat, bo on jest martwy, a ja szukam życia. Dużo dalej niż w sklepie z odkurzaczami, coca-colą i Myszką Miki.
I dlatego nie każ mi kochać mojej białej zdegenerowanej skóry, w której zawsze wyglądam na zmęczoną i wszystkich tych białych ciał, tak bardzo nieinteresujących.
Kiedy pojadę do Afryki, nie będę zakładać przechodzonych staników kobietom z plemienia Mursi. Ich piersi nie zostały stworzone do zasłaniania, a ich piękno nie tkwi w tym, że potrzebują koronek, tiulów, fiszbin albo kreatorów mody. Ich piękno jest brakiem skrępowania, więc dla ciebie jest nieosiągalne.
Udało ci się uwierzyć w wartość przedmiotów tak bardzo, że zjadasz bez opamiętania wszystko wokół, jak potwór ze skandynawskiej baśni. Całe twoje życie kręci się nieustannie wokół konsumowania, Ma być dużo i dobrze. Im więcej, tym lepiej. To powoduje niestrawność, ale i twoje zadowolenie. Ma być drogo. To łechce cię jeszcze bardziej. Zanim zmienisz kolejny już telewizor na ostatni hit sezonu, kupię sobie klapki, a kiedy je założę, spojrzę na ciebie z żalem.
Nie nauczę cię wrażliwości, nie wyplewię z twojego mózgu głębokiego przekonania, że jesteś lepszy, Biały Człowieku ze Świata, Który Już Nie Istnieje, ja po prostu przestałam cię kochać.
Przyrzekam też nie używać słów: kreatywny, ekskluzywny, elegancki, wytworny... To one tworzą świat złudzeń i iluzji, w którym wydaje się, że jeszcze cokolwiek możesz. Że możesz być taki, jak mówisz lub mieć to, co mówisz.
Otwórz oczy, wrzuć komórkę do klozetu. To koniec.