
nie ma przyjaciół? nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie; czasem są, chyba wtedy jak im wygodnie; zawsze się wściekam, kiedy w sytuacji równości, są mi narzucane nierówne prawa i obowiązki; obowiązki to być miłym, prawa to również być takim samym; a kiedy nie mam na to ochoty? co wtedy? - to samo; cóż, usiłuję się dostosować, ale nie zawsze mi się udaje; dziś patrzyłam na ludzi dość nieprzyjaźnie; jasne, to mój punkt widzenia, moja sprawa; ale czy aby na pewno? dlaczego mam się dostosowywać do płycizn, mielizn i posranego bon-tonu tylko dlatego, że tak należałoby? dlaczego mam nie krytykować kogoś siedzącego do mnie plecami, kogoś chorego tylko dla mnie, kto nagle ozdrowiał, kogoś kłamliwego, nie odpowiadającego na zadane pytanie; kiedy zaś sytuacja się odwróci i siedzący tyłem nawiąże rozmowę, ozdrowiały zechce się spotkać, kłamliwy zaproponuje spędzenie wspólnego dnia, co wtedy? mam zachowywać pozory? nie; już nie; po prostu powiem, co myślę; wolno mi; mam prawo; chcę i wisi mi, co o tym ludzie pomyślą; nie jestem głupia i nie rozumiem, dlaczego miałoby to tak właśnie wyglądać... pozdrawiam przyjaciół, którzy wybierają sobie miejsce i czas bycia przyjaciółmi i kłaniam się im z należnym obrzydzeniem, z nadzieją, że oni również doświadczą podobnej sytuacji; lepiej poczytać, napisać coś, nauczyć się 20 nowych słówek z japońskiego, pomalować paznokcie, obejrzeć film niż poświęcać czas ludziom, którzy na to nie zasługują: cnotliwej puszczalskiej, staremu piernikowi mającemu o sobie mniemanie, że jest lub był kimś, "florydzie" w za wysokich obcasach chodzącej jak kaczka i uznającej to za szczyt elegancji, pedziowi próbującemu udawać, że jest w dalszym ciągu moim dobrym kumplem... większość ludzi jest nieprawdziwa, taka jest prawda obiektywna; dziś spotkałam jednego, którego stać było na prawdę - pozdrawiam Jurka, który rozświetlił mi mrok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz