Zadaję pytania, nie uczę, każdy uczy się sam.
Karaiby (Wyspy Karaibskie, dawniej Indie Zachodnie) – rejon pomiędzy kontynentami Ameryk. Nazwa pochodzi od Indian nazywanych Karaibami (Carib, Caraïbes), którzy niegdyś zamieszkiwali część Karaibów określaną dziś jako Małe Antyle.
Karaiby obejmują geograficznie: Antyle, Wyspy Bahama, Kajmany oraz część wysp położonych na Morzu Karaibskim.
W skład Karaibów wchodzą wszystkie wyspiarskie państwa i terytoria zależne Ameryki Środkowej: Antigua i Barbuda, Bahamy, Barbados, Dominika, Dominikana, Grenada, Haiti, Jamajka, Kuba, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Trynidad i Tobago, Anguilla, Antyle Holenderskie, Aruba, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Gwadelupa, Kajmany, Martynika, Montserrat, Saint Kitts i Nevis, Portoryko, Saint-Barthélemy, Saint-Martin, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych. Wikipedia
Jakie to ma znaczenie, jak nazywa się kraj? Czy jest republiką, monarchią - jeśli jest akurat wyspą i dawną kolonią - czy wspólnotą, czy terytorium zamorskim... Nie ma to żadnego znaczenia. Stosunki nie zmieniają się na lepsze wraz z pozornymi zmianami politycznymi. Przyznawanie papierowych statusów sprawia, że po świecie rozchodzi się tylko odpowiednia informacja zanotowana w encyklopedii. Wolności, autonomie, republiki, wyzwolenia to fatamorgana. Republiki powstałe z dawnych kolonii są bananowymi państewkami, nierzadko reżimowymi, gdzie od wieków panuja te same obyczaje. Owszem, może cieszyć, że ludzie nie noszą już łańcuchów, tylko czy aby na pewno?
Na obrazkach Karaiby, bez względu na to, na której wyspie się znajdują, kuszą turkusem morza, błękitem nieba, zmysłową obietnicą. Ich pejzaże wywołują westchnienia i pragnienie, żeby natychmiast się tam znaleźć. Na zawsze. Najczęściej pobyt trwa 14 dni w hotelu 5 albo 7* all inclusive. A to jest potworne kłamstwo. Nie mówią więc prawdy touroperatorzy, biura podróży czy linie lotnicze, bo gdyby mówili, nie zarobiliby ani centa. Że to raj! A to stwierdzenie niestety mija się z prawdą i argumenty typu, że dzięki turystom miejscowi mają za co żyć, to manipulacja. Cała ogromna Amazonka kasy wpływa zupełnie gdzie indziej, na pewno nie do kieszeni pracowników. Karaiby to piekło. Realne i codzienne dla tych, którzy tam się urodzili i nigdy się stamtąd nie wydostaną.
Osiedla pracownicze są wyizolowane, odsunięte od wzroku turystów, którzy mogliby pomyśleć, że nie trafili do raju, który im obiecywano. Ale to właśnie tam mieszkają ich współcześni niewolnicy. Obsługa hotelowa, pokojówki, recepcjoniści, animatorzy, piękni chłopcy, którzy zabawiają podstarzałe turystki i ledwie dojrzałe dziewczęta obłapiane przez obleśnych adoratorów. Cała armia ludzi potrzebna, by odwiedzający ich k-raj dobrze się czuli podczas zasłużonego wypoczynku, za który słono zapłacili. W luksusowych resortach, marinach, restauracjach, SPA, na polach golfowych obsługa jest cicha i niezauważalna. Ociężali umysłowo potomkowie kolonizatorów, wręczając sute napiwki, nigdy nie pomyślą o tym, że to dwa różne światy, bo dla nich to ciągle jeszcze ten sam. Naiwnie więc sądzą, że uśmiechnięte twarze obsługi są synonimem szczęścia i zadowolenia. A prawda jak zwykle leży zupełnie gdzie indziej.
To zawsze można dostrzec w ich oczach.
Z obrazka trochę innego niż ten w Wikipedii wynika kilka danych. A mianowicie: połowa tego obszaru jest już... „wolna”, a połowa (14 z 27 państw) pozostaje w rękach dawnych kolonizatorów. Pięknie na tych Karaibach...
Jedni żyją tak
Favele w Santo Domingo, Dominikana, fot. Internet
a inni...
Jeden z resortów w Punta Cana, Dominikana, fot. Internet



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz