piątek, 3 lutego 2012

Mroźna zima, czyli żyję-nie-żyję

zaginęłam, zahibernowało mnie, albo nie żyję. prawie. wściekam się na pogodę, na cholerny mróz, na to, że nie mogę oddychać. i czekam wiosny, a najlepiej wiecznego lata; krótko mówiąc nie piszę, bo mi mózg odjęło, ale codziennie chcę napisać. o tym, że się nic nie dzieje, że już nawet na nic nie czekam, że odpisuję na maile, rozmawiam, spotykam się... i? no właśnie. mogę tylko oglądać zdjęcia. mnóstwo zdjęć, letnich, ciepłych, błękitnych... tylko tyle. cała reszta jest jakaś mierna i głupia. tak to niestety widzę. kiedy usiłuję 'cokolwiek', od razu włącza się gong. cholernie głośny; niewiary, sarkazmu, zwątpieniawewszystko. no to się porobiło. nie chcę tego, ale jest :( póki co!

dzisiaj tylko ta para wywołała we mnie uczucie...
i mój pies - jak zawsze :)

                                                                                                                                                  Zdjęcie: Ja
ps. na wszelki wypadek, żeby nadrobić zaległości, powinnam chyba pisać przynajmniej dwa razy dziennie; nawet jeśli nie mam o czym...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz