niedziela, 2 sierpnia 2009

refleksja

jestem kobietą ze stali i płatków róż... takie jest życie; teraz jestem nawet twardsza niż stal; moje serce jest tylko dla tych, którzy nie ranią; mam swoją drogę i zawsze idę, dokąd chcę;
przysłowie kubańskie - nie obrażaj krokodyla przed przekraczaniem rzeki (no insulto al cocodrilo ante cruzar del rio)

wtorek, 21 lipca 2009

Szukam

Nie ma krainy czarów Alicjo, to tylko
Ty i Ja z sercem po tej samej stronie...

nieustannie, każdego dnia; czy znajdę? któż to wie; szukanie pochłania mnie bez reszty; możliwe, że siebie, kogoś innego, obrazów, dźwięków, słów, zapachu, piękna, dobra, spełnienia... gonię więc króliczka, który pomyka przede mną; czasem jest tuż, tuż, widzę jego biały grzbiet i strzeliste uszy, sięgam, prawie go mam i... znika; zawsze jest szybszy; ale czasem natknę się na coś, co warte jest zatrzymania; wsłuchuję się wtedy w odgłosy wszechświata i zabieram; przytulam, głaszczę, obwąchuję, dotykam, cieszę się i bawię jak dziecko; poznaję, oswajam, uczę się... takie chwile są niezwykłe, zdarzają się rzadko, kiedy natrafiam na taki moment, przystaję, potem troszczę się o niego, pielęgnuję w pamięci, składam każdy kolejny głęboko wewnątrz, niech dojrzewa, nigdy przecież nie wiadomo, jakie będzie miał znaczenie i kiedy przyjdzie jego czas...
z początku podziwiam go z pewnego oddalenia; obserwuję, jak kształt i przestrzeń nasycają się barwami, światłocieniem, jak emanuje jego znaczenie; zbliżam się powoli, żeby nie płoszyć; wewnątrz takich scen panuje niezwykła intensywność doznań, niemal fizycznie odczuwalna; to moje macondo i moja havana, to także pewne popołudnie nad brzegiem morza w afryce, kiedy zaczyna się opowieść o wzajemności.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Tylko patrz




znalazłam kilka zdjęć pięknych - przy niewielkim wysiłku nadałam im nowy charakter... aż chce się patrzeć

niedziela, 19 lipca 2009

Pamięć

Moja Piękna


to chyba najbardziej uciążliwa cecha naszego umysłu; zwykle chcę pamiętać o najlepszym, o niekoniecznie dobrym chcę zapomnieć, ale to nie takie proste; nie lubię pielęgnować urazy, wolałabym wytrzeć gumką myszką to, co ktoś wobec mnie popełnił i odwrotnie; nie daję rady; czas bywa lekarzem, ale musi jednak upłynąć; najtrudniejsze są sytuacje, w których konieczne jest rozważenie jak urazy i przeciwwaga, czyli miłe postępki, mają się do siebie; teraz przyszła pora, by to przeanalizować; zebrałam więc na kartce plusy i minusy, by remanent się zgadzał; wyszło manko; jestem więc już dalej, gdzie indziej, rozwijam się, zamykam kolejny rozdział, pracuję dla siebie, nie mam zamiaru znosić dłużej tego, czego nie muszę, nie po to jestem, nie po to;

czwartek, 16 lipca 2009

Political correctness


czy cenzura? czy już tak ludzie ogłupieli, że niedługo nie będzie wolno powiedzieć żadnego słowa krytyki w żadnej sytuacji? bo liczy się szanowanie przeciwnika; piękne, ale mocno przesadzone i nieprawdziwe; kiedyś, jak ludzie się kłócili, to iskry rozsypywały się szerokim kręgiem; płonęło wszystko; emocje sięgały zenitu, z mebli zostawały drzazgi... było gorąco i prawdziwie; burze są w naturze konieczne; rozładowywanie napięć też; smutna poprawność polityczna wpędza nas w kolejny kanał stworzony po to, by założyć człowiekowi wędzidło i uzdę na mózg; od jakiegoś czasu wypowiadanie swojego zdania wiąże się głównie z tym, że trzeba rozglądać się pilnie wokół, by broń boże kogoś nie urazić; słowa ważyć, opanowywać emocje, ostrożnie wyrażać opinie; mamy ochotę powiedzieć, że ciocia jest wariatką, a musimy wyrazić to elegancko i bez urażania cioci - w tych trudnych czasach, w których żyjemy, nasza ciocia traci czasem kontakt z rzeczywistością, ale komuż z nas się to nie zdarzyło, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem... tulimy uszy po sobie i żółć z powodu cioci wsącza się jak jad do naszego jestestwa; po dwóch latach podobnych praktyk lądujemy pod skalpelem; ciocia nie jest co prawda naszym wrogiem i szacunek jej się należy, a że przeputała majątek rodzinny w grach hazardowych - żaden problem; kres tego ogłupiania daleki, ogłupionych całe masy, najciekawsze, że gawiedź wierzy, iż to prawidłowe i zgodne z naturą; proszę więc spojrzeć na któryś z filmów national geographic - można się wiele nauczyć; mam niejasne przekonanie, że jednak lepiej będzie mi się żyło, kiedy zaatakowana ugryzę, a zbliżającemu się przeciwnikowi pokażę obnażone kły.

niedziela, 12 lipca 2009

Piękno


Od niepamiętnych czasów cierpię na przypadłość w naszym bogobojnym społeczeństwie nie zalecaną, nieprzychylnie ocenianą, niepoprawną politycznie, potępianą z ambon wszelakiej maści. Jej nazwa brzmi inne zdanie. Miałam je na każdy niemal temat, widziałam i rozumiałam więcej niż chciano, rzadko zgadzał mi się bilans trzech wedyjskich cnót – myśli, mowy i uczynku. Obserwując otoczenie widziałam wyraźnie, że wszyscy jak jeden mąż mówią i robią co innego, a myślą jeszcze inaczej. Cóż, przez całe życie zalecano, bym myślała „nie” a mówiła „tak”, ale jakoś mi to przez gardło przejść nie mogło. Konsekwencje musiałam ponosić łykając gorzkie łzy. Kiedy przyjmuje się postawę pokornego cielęcia, które ssie dwie matki – a mądrości narodów wszak nie zawsze bywają mądre – człowiek zaczyna się dusić we własnym mózgu i zadaje sobie nieustannie pytanie, czy konformizm popłaca. Czy warto wykańczać metodycznie z faszystowską precyzją swój organizm, by zaspokoić oczekiwania społeczne. I któż to wreszcie jest społeczeństwo. Jakaś bliżej nieokreślona masa, składająca się z przeciętnych. Czy warto mieć w wieku trzydziestu lat wrzody żołądka, zawał, raka i cokolwiek tam jeszcze. Niestety, teoria o tym, że choroba ciała jest summą psychiki, znana nie od dziś i starannie lekceważona jak również wkładana między bajki, jest prawdziwa. Estetyka ciała i otoczenia, którą mozolnie wypracowujemy, by dać do zrozumienia światu, jacy jesteśmy piękni, ma za zadanie maskować nasz brak estetyki wewnętrznej. Piękne ciała, domy i auta czy trawniki, skrywają w swoich wnętrzach chorych ludzi, kłócących się, nienawidzących swoich szefów i swojej pracy, swoich sąsiadów, swoich rodzin, psów, kotów, chomików swoich sąsiadów i swoich rodzin. Pogoń za mieć gwałci być. Pozornie niedostrzegalne upomina się jednak coraz częściej o swoje prawa. Dopóki tego nie przyjmiemy do wiadomości, dopóty będziemy stadem pokornych cieląt prowadzonych na rzeź nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo przez kogo. Tragizm tkwi nie w tym, że na to pozwalamy, ale w tym, że nawet nie chcemy tego widzieć.

piątek, 10 lipca 2009

Jurek


nie ma przyjaciół? nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie; czasem są, chyba wtedy jak im wygodnie; zawsze się wściekam, kiedy w sytuacji równości, są mi narzucane nierówne prawa i obowiązki; obowiązki to być miłym, prawa to również być takim samym; a kiedy nie mam na to ochoty? co wtedy? - to samo; cóż, usiłuję się dostosować, ale nie zawsze mi się udaje; dziś patrzyłam na ludzi dość nieprzyjaźnie; jasne, to mój punkt widzenia, moja sprawa; ale czy aby na pewno? dlaczego mam się dostosowywać do płycizn, mielizn i posranego bon-tonu tylko dlatego, że tak należałoby? dlaczego mam nie krytykować kogoś siedzącego do mnie plecami, kogoś chorego tylko dla mnie, kto nagle ozdrowiał, kogoś kłamliwego, nie odpowiadającego na zadane pytanie; kiedy zaś sytuacja się odwróci i siedzący tyłem nawiąże rozmowę, ozdrowiały zechce się spotkać, kłamliwy zaproponuje spędzenie wspólnego dnia, co wtedy? mam zachowywać pozory? nie; już nie; po prostu powiem, co myślę; wolno mi; mam prawo; chcę i wisi mi, co o tym ludzie pomyślą; nie jestem głupia i nie rozumiem, dlaczego miałoby to tak właśnie wyglądać... pozdrawiam przyjaciół, którzy wybierają sobie miejsce i czas bycia przyjaciółmi i kłaniam się im z należnym obrzydzeniem, z nadzieją, że oni również doświadczą podobnej sytuacji; lepiej poczytać, napisać coś, nauczyć się 20 nowych słówek z japońskiego, pomalować paznokcie, obejrzeć film niż poświęcać czas ludziom, którzy na to nie zasługują: cnotliwej puszczalskiej, staremu piernikowi mającemu o sobie mniemanie, że jest lub był kimś, "florydzie" w za wysokich obcasach chodzącej jak kaczka i uznającej to za szczyt elegancji, pedziowi próbującemu udawać, że jest w dalszym ciągu moim dobrym kumplem... większość ludzi jest nieprawdziwa, taka jest prawda obiektywna; dziś spotkałam jednego, którego stać było na prawdę - pozdrawiam Jurka, który rozświetlił mi mrok.