poniedziałek, 20 lipca 2009

Tylko patrz




znalazłam kilka zdjęć pięknych - przy niewielkim wysiłku nadałam im nowy charakter... aż chce się patrzeć

niedziela, 19 lipca 2009

Pamięć

Moja Piękna


to chyba najbardziej uciążliwa cecha naszego umysłu; zwykle chcę pamiętać o najlepszym, o niekoniecznie dobrym chcę zapomnieć, ale to nie takie proste; nie lubię pielęgnować urazy, wolałabym wytrzeć gumką myszką to, co ktoś wobec mnie popełnił i odwrotnie; nie daję rady; czas bywa lekarzem, ale musi jednak upłynąć; najtrudniejsze są sytuacje, w których konieczne jest rozważenie jak urazy i przeciwwaga, czyli miłe postępki, mają się do siebie; teraz przyszła pora, by to przeanalizować; zebrałam więc na kartce plusy i minusy, by remanent się zgadzał; wyszło manko; jestem więc już dalej, gdzie indziej, rozwijam się, zamykam kolejny rozdział, pracuję dla siebie, nie mam zamiaru znosić dłużej tego, czego nie muszę, nie po to jestem, nie po to;

czwartek, 16 lipca 2009

Political correctness


czy cenzura? czy już tak ludzie ogłupieli, że niedługo nie będzie wolno powiedzieć żadnego słowa krytyki w żadnej sytuacji? bo liczy się szanowanie przeciwnika; piękne, ale mocno przesadzone i nieprawdziwe; kiedyś, jak ludzie się kłócili, to iskry rozsypywały się szerokim kręgiem; płonęło wszystko; emocje sięgały zenitu, z mebli zostawały drzazgi... było gorąco i prawdziwie; burze są w naturze konieczne; rozładowywanie napięć też; smutna poprawność polityczna wpędza nas w kolejny kanał stworzony po to, by założyć człowiekowi wędzidło i uzdę na mózg; od jakiegoś czasu wypowiadanie swojego zdania wiąże się głównie z tym, że trzeba rozglądać się pilnie wokół, by broń boże kogoś nie urazić; słowa ważyć, opanowywać emocje, ostrożnie wyrażać opinie; mamy ochotę powiedzieć, że ciocia jest wariatką, a musimy wyrazić to elegancko i bez urażania cioci - w tych trudnych czasach, w których żyjemy, nasza ciocia traci czasem kontakt z rzeczywistością, ale komuż z nas się to nie zdarzyło, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem... tulimy uszy po sobie i żółć z powodu cioci wsącza się jak jad do naszego jestestwa; po dwóch latach podobnych praktyk lądujemy pod skalpelem; ciocia nie jest co prawda naszym wrogiem i szacunek jej się należy, a że przeputała majątek rodzinny w grach hazardowych - żaden problem; kres tego ogłupiania daleki, ogłupionych całe masy, najciekawsze, że gawiedź wierzy, iż to prawidłowe i zgodne z naturą; proszę więc spojrzeć na któryś z filmów national geographic - można się wiele nauczyć; mam niejasne przekonanie, że jednak lepiej będzie mi się żyło, kiedy zaatakowana ugryzę, a zbliżającemu się przeciwnikowi pokażę obnażone kły.

niedziela, 12 lipca 2009

Piękno


Od niepamiętnych czasów cierpię na przypadłość w naszym bogobojnym społeczeństwie nie zalecaną, nieprzychylnie ocenianą, niepoprawną politycznie, potępianą z ambon wszelakiej maści. Jej nazwa brzmi inne zdanie. Miałam je na każdy niemal temat, widziałam i rozumiałam więcej niż chciano, rzadko zgadzał mi się bilans trzech wedyjskich cnót – myśli, mowy i uczynku. Obserwując otoczenie widziałam wyraźnie, że wszyscy jak jeden mąż mówią i robią co innego, a myślą jeszcze inaczej. Cóż, przez całe życie zalecano, bym myślała „nie” a mówiła „tak”, ale jakoś mi to przez gardło przejść nie mogło. Konsekwencje musiałam ponosić łykając gorzkie łzy. Kiedy przyjmuje się postawę pokornego cielęcia, które ssie dwie matki – a mądrości narodów wszak nie zawsze bywają mądre – człowiek zaczyna się dusić we własnym mózgu i zadaje sobie nieustannie pytanie, czy konformizm popłaca. Czy warto wykańczać metodycznie z faszystowską precyzją swój organizm, by zaspokoić oczekiwania społeczne. I któż to wreszcie jest społeczeństwo. Jakaś bliżej nieokreślona masa, składająca się z przeciętnych. Czy warto mieć w wieku trzydziestu lat wrzody żołądka, zawał, raka i cokolwiek tam jeszcze. Niestety, teoria o tym, że choroba ciała jest summą psychiki, znana nie od dziś i starannie lekceważona jak również wkładana między bajki, jest prawdziwa. Estetyka ciała i otoczenia, którą mozolnie wypracowujemy, by dać do zrozumienia światu, jacy jesteśmy piękni, ma za zadanie maskować nasz brak estetyki wewnętrznej. Piękne ciała, domy i auta czy trawniki, skrywają w swoich wnętrzach chorych ludzi, kłócących się, nienawidzących swoich szefów i swojej pracy, swoich sąsiadów, swoich rodzin, psów, kotów, chomików swoich sąsiadów i swoich rodzin. Pogoń za mieć gwałci być. Pozornie niedostrzegalne upomina się jednak coraz częściej o swoje prawa. Dopóki tego nie przyjmiemy do wiadomości, dopóty będziemy stadem pokornych cieląt prowadzonych na rzeź nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo przez kogo. Tragizm tkwi nie w tym, że na to pozwalamy, ale w tym, że nawet nie chcemy tego widzieć.

piątek, 10 lipca 2009

Jurek


nie ma przyjaciół? nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie; czasem są, chyba wtedy jak im wygodnie; zawsze się wściekam, kiedy w sytuacji równości, są mi narzucane nierówne prawa i obowiązki; obowiązki to być miłym, prawa to również być takim samym; a kiedy nie mam na to ochoty? co wtedy? - to samo; cóż, usiłuję się dostosować, ale nie zawsze mi się udaje; dziś patrzyłam na ludzi dość nieprzyjaźnie; jasne, to mój punkt widzenia, moja sprawa; ale czy aby na pewno? dlaczego mam się dostosowywać do płycizn, mielizn i posranego bon-tonu tylko dlatego, że tak należałoby? dlaczego mam nie krytykować kogoś siedzącego do mnie plecami, kogoś chorego tylko dla mnie, kto nagle ozdrowiał, kogoś kłamliwego, nie odpowiadającego na zadane pytanie; kiedy zaś sytuacja się odwróci i siedzący tyłem nawiąże rozmowę, ozdrowiały zechce się spotkać, kłamliwy zaproponuje spędzenie wspólnego dnia, co wtedy? mam zachowywać pozory? nie; już nie; po prostu powiem, co myślę; wolno mi; mam prawo; chcę i wisi mi, co o tym ludzie pomyślą; nie jestem głupia i nie rozumiem, dlaczego miałoby to tak właśnie wyglądać... pozdrawiam przyjaciół, którzy wybierają sobie miejsce i czas bycia przyjaciółmi i kłaniam się im z należnym obrzydzeniem, z nadzieją, że oni również doświadczą podobnej sytuacji; lepiej poczytać, napisać coś, nauczyć się 20 nowych słówek z japońskiego, pomalować paznokcie, obejrzeć film niż poświęcać czas ludziom, którzy na to nie zasługują: cnotliwej puszczalskiej, staremu piernikowi mającemu o sobie mniemanie, że jest lub był kimś, "florydzie" w za wysokich obcasach chodzącej jak kaczka i uznającej to za szczyt elegancji, pedziowi próbującemu udawać, że jest w dalszym ciągu moim dobrym kumplem... większość ludzi jest nieprawdziwa, taka jest prawda obiektywna; dziś spotkałam jednego, którego stać było na prawdę - pozdrawiam Jurka, który rozświetlił mi mrok.

niedziela, 28 czerwca 2009

Prawa Sahary


Prawa Sahary: Pustynia jest wieczna; Nie sposób jej pokonać – otoczona niesłusznie złą sławą, uznana za niebezpieczną, jest czuła jak kochanka dla tego, kto obdarzy ją prawdziwą miłością i troskliwa jak matka, która zabija zbyt słabe potomstwo; Jest groźna tylko wtedy, kiedy się je sprzeniewierzysz; Kiedy spojrzysz w lewo czy prawo, przed siebie lub wstecz, zawsze zobaczysz to samo i nie zobaczysz nic, usłyszysz pradawną mądrość, znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania - potem nie będziesz już taki sam; Cokolwiek czujesz, okazuj, że nie czujesz nic; Nigdy nie ucz swoich młodych, by były miłe, kiedy powinny warczeć; Nie uśmiechaj się kiedy masz przed sobą zagrożenie, skoncentruj się i przygotuj się do walki; Kiedy znajdziesz kamień mądrości, porzuć go na skraju drogi, by znalazł go ten, kto ma go znaleźć – nie dawaj go pierwszemu lepszemu bo spali cię na stosie; Nie otwieraj oczu tym, którzy nie chcą zobaczyć – zacisną powieki odsądzając cię od czci i wiary; Nie trać czasu na naprawianie cudzych błędów; Bądź przygotowany na to, że pustynia pokaże ci i piękne i straszne – wtedy patrz - nigdy nie odwracaj głowy; Zabijaj tylko w obronie własnej lub słabszych; Bądź zawsze wdzięczny, że możesz wędrować.

sobota, 27 czerwca 2009

Czas i pora deszczowa


w Polsce nastała pora deszczowa; huraganów brak, ale w ciągu całego czerwca było w moim mieście tylko kilka słonecznych dni; o ile przelotny deszcz czy burza stanowią dla tego miesiąca normę, o tyle 4 słoneczne dni to zdecydowanie przesada; codziennie niemal spada z nieba ściana wody; kolory są zgaszone i bure; choć szary pasuje do zielonego, pora deszczowa wprowadza mnie w jesienny nostalgiczny nastrój; kiedy rano zadzwoniła Maryś z pytaniem, czego potrzebuję, zaspana i półprzytomna odparłam zdecydowanie: - biletu na Kubę; wywołało to dźwięczny śmiech i zapewnienie, że właśnie przypadkiem ma i zaraz mi go przyniesie; oj, gdyby to była prawda... a serio, efektem burzowego czerwca są spore zniszczenia w domu; moja kochana łagodna i spokojna piesona, której nie zdarza się powiedzieć na co dzień złego słowa, ze strachu przed grzmotami i piorunami, dostała hyzia i pogryzła wszytko wokół; do strat zaliczam narzutę na kanapę - 1 szt., kołdrę, komplet pościeli, psie posłanie... ciekawe ile jeszcze; próbowałam wczoraj uratować coś z tego dobytku, ale się nie udało; piesona dostała więc nową kołdrę w niebieskiej powłoczce; kolejnym efektem jest mój nieustanny ból głowy, który przeszkadza mi myśleć i robić wiele pożytecznych rzeczy, jakich wszyscy wokół ode mnie oczekują; Maryś oczekuje właśnie genialnego projektu stronki www, moja szefowa oczekuje pięciu najcudowniejszych na świecie grafik, kolega z forum poezjaart, że prześlę mu świetny tekst do kwartalnika, moi klienci oczekują, że ich zlecenia będą zrealizowane w doskonale krótkim czasie, moi współpracownicy, że będę spokojna i miła, a jak jak moja piesona zaczynam warczeć, kiedy zbliża się nawałnica... w końcu ja też oczekuję od siebie, że wreszcie regularnie, codziennie albo od 4 do 7 albo od 20 do 23 będe pisać zaczętą trzy lata temu książkę, a nie tylko kilka wierszy raz na jakiś czas i niedawno rozpoczęty blog; taka sytuacja jest dość trudna w porze deszczowej, sprzyja codziennemu przeciekaniu czasu przez palce i negatywnej samoocenie; wszystko tłumaczę porą deszczowa i brakiem czasu, ale podejrzewam, że to tylko kwestia organizacji; jak mawiał ś.p. Kurt V., mój ulubiony prześmiewca "Nie ma powodu, by zło triumfowało częściej niż dobro. Triumf to kwestia organizacji. Jeżeli istnieje coś takiego jak zastępy anielskie, to mam nadzieję, że działają one według schematu organizacyjnego mafii" - on odnosił to do dobra i zła - ja rozszerzam na inne działania; chwilowo jednak boli mnie głowa i nie mam czasu a mózg zdecydowanie przechodzi fazę odkorowania; oboje czekamy więc na zmianę pogody