sobota, 27 czerwca 2009

Czas i pora deszczowa


w Polsce nastała pora deszczowa; huraganów brak, ale w ciągu całego czerwca było w moim mieście tylko kilka słonecznych dni; o ile przelotny deszcz czy burza stanowią dla tego miesiąca normę, o tyle 4 słoneczne dni to zdecydowanie przesada; codziennie niemal spada z nieba ściana wody; kolory są zgaszone i bure; choć szary pasuje do zielonego, pora deszczowa wprowadza mnie w jesienny nostalgiczny nastrój; kiedy rano zadzwoniła Maryś z pytaniem, czego potrzebuję, zaspana i półprzytomna odparłam zdecydowanie: - biletu na Kubę; wywołało to dźwięczny śmiech i zapewnienie, że właśnie przypadkiem ma i zaraz mi go przyniesie; oj, gdyby to była prawda... a serio, efektem burzowego czerwca są spore zniszczenia w domu; moja kochana łagodna i spokojna piesona, której nie zdarza się powiedzieć na co dzień złego słowa, ze strachu przed grzmotami i piorunami, dostała hyzia i pogryzła wszytko wokół; do strat zaliczam narzutę na kanapę - 1 szt., kołdrę, komplet pościeli, psie posłanie... ciekawe ile jeszcze; próbowałam wczoraj uratować coś z tego dobytku, ale się nie udało; piesona dostała więc nową kołdrę w niebieskiej powłoczce; kolejnym efektem jest mój nieustanny ból głowy, który przeszkadza mi myśleć i robić wiele pożytecznych rzeczy, jakich wszyscy wokół ode mnie oczekują; Maryś oczekuje właśnie genialnego projektu stronki www, moja szefowa oczekuje pięciu najcudowniejszych na świecie grafik, kolega z forum poezjaart, że prześlę mu świetny tekst do kwartalnika, moi klienci oczekują, że ich zlecenia będą zrealizowane w doskonale krótkim czasie, moi współpracownicy, że będę spokojna i miła, a jak jak moja piesona zaczynam warczeć, kiedy zbliża się nawałnica... w końcu ja też oczekuję od siebie, że wreszcie regularnie, codziennie albo od 4 do 7 albo od 20 do 23 będe pisać zaczętą trzy lata temu książkę, a nie tylko kilka wierszy raz na jakiś czas i niedawno rozpoczęty blog; taka sytuacja jest dość trudna w porze deszczowej, sprzyja codziennemu przeciekaniu czasu przez palce i negatywnej samoocenie; wszystko tłumaczę porą deszczowa i brakiem czasu, ale podejrzewam, że to tylko kwestia organizacji; jak mawiał ś.p. Kurt V., mój ulubiony prześmiewca "Nie ma powodu, by zło triumfowało częściej niż dobro. Triumf to kwestia organizacji. Jeżeli istnieje coś takiego jak zastępy anielskie, to mam nadzieję, że działają one według schematu organizacyjnego mafii" - on odnosił to do dobra i zła - ja rozszerzam na inne działania; chwilowo jednak boli mnie głowa i nie mam czasu a mózg zdecydowanie przechodzi fazę odkorowania; oboje czekamy więc na zmianę pogody

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz