czwartek, 25 czerwca 2009

dla galapagos, cz. 1

cz. 1
tak, galapagos, twoja tęsknota jest odczuwalna, jest przejmująca, nie odbieram ci tego, a wyjaśnienia, których mi udzieliłaś, za co ci bardzo dziękuję, zmieniają nieco moją perspektywę; ja też mam swoją ulicę z dzieciństwa, swoich przyjaciół stamtąd, dokąd nie mogę wrócić, babcię w pachnącym fartuchu i mądrego dziadka... cóż że oni byli zwyczajnymi ludźmi, o złych rzeczach nasza pamięć nie chce lub nie lubi pamiętać; może masz rację, trzeba wydobywać z pokładów wspomnień to najlepsze i wcale nie musi to świadczyć o zakłamaniu; po prostu, kiedy czytałam twoją Kubę, uśmiechniętą, rozleniwioną dominem i słońcem, miłością kochanków spowitych w czułych szeptach na Malecon... wtedy skonfrontowałam te obrazy z opowieściami Yoani i innych kubańskich bloggerów, z obrazami znalezionymi u Pedro Juana Gutierreza... jak to mówią każdy medal ma dwie strony; piszesz, że Kubańczycy sobie radzą, pewnie są i tacy, którzy sobie nie radzą – w każdym społeczeńśtwie jest ta dwoistość, która nie zależy od granic geograficznych; kajdany, które założył na Kubę komunizm, bardziej właściwe byłoby castryzm, są absurdalne, kapitalizm, kolonializm... (tu mam ochtę wtrącić ble, ble, ble) też; czy jest z tego jakieś wyjście? na Kubie komunizm triumfuje zrujnowaną Havaną, bo domy, które widziałam, są prawdziwe, w Polsce drapieżny młody kapitalizm spycha zwykłych ludzi na margines społeczeństwa, które tworzą omnipotentni 30-latkowie z doświadczeniem pięćdziesięciolatków po Harvardzie... twoja Francja, o której nic nie wiem, też nie taka... i na tym właśnie świecie żyjemy; ten wspaniały świat pełen wojen, walki o władzę, kultu pieniądza i stanowisk, pogoni za „stylem” życia produkuje ułomne społeczeństwa, wynaturzone niewiedzą, zachłannością w biciu rekordów, które prowadzą donikąd; dziecku, które za krótką chwilę stanie się dorosłym, potrzebni są rodzice i ich czas – kto ma czas dla dzieci? jeśli zbulwersowani rodzice oburzą się, bo syn czy córka odda ich do domu opieki albo porzuci w szpitalu, niech przypomną sobie, kiedy sami zapominali odebrać dzieciaka ze szkoły lub gubili go na zakupach w centrum handlowym, niech z ręką na sercu przyznają się, ile razy szli do pubu zamiast do dziecinnego łóżeczka z książką, ile razy ważniejsze było wszystko inne, tylko nie ich własne dzieci; a społeczeństwa tak naprawdę składają się z tych, którzy kiedyś byli dziećmi... podobno akcja wywołuje rekację – z tym się akurat zgadzam i to proste prawo działa; jeśli więc świat jest jaki jest, winę za to ponosimy osobiście; za nieprzemakalny komunizm na Kubie ci, którzy się na niego tak długo zgadzali, lub uważali, że jest właściwy, za imperialną tyranię ci, którzy przyjmowali fałszywe miedziaki i siedzieli cicho w wygodnych fotelach... galapagos, napisałaś w odpowiedzi, że koloryzujesz; wolno ci wprowadzać do własnego bloga, to co chcesz, ale czy to sensowne? czy właściwe? czy potrzebne, a jeśli tak, czemu miałoby służyć; ktoś to potem przeczyta i uwierzy, potem zaprzeczy, jakoby było inaczej; pięknie piszesz, ale nie zgadzam się z zaproponowaną przez ciebie formułą; jeśli ten ktoś przyjmie twój obraz za prawdę, ty poniesiesz za to odpowiedzialność;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz