poniedziałek, 5 kwietnia 2010

koń by się uśmiał

można się uśmiać, zirytować, stracić cierpliwość, kiedy widzi się ekwilibrystyki różnych ludzi, którzy pragną koniecznie wmanipulować cię w swoje plany albo wymigać się od wcześniej podjętych zobowiązań... i w dodatku zgrabnie próbują udawać, że wszystko jest okej, uznając cię tym samym za ślepca, który zgodny i spolegliwy nie widzi ich wyczynów. uprzejmie donoszę, nie anonimowo, na siebie samą, że ślepa nie jestem, wzrok mam bardzo dobry, myśleć potrafię, fakty kojarzę i... nie mam ochoty udawać dłużej. nie zaproszę nikogo na weekend po 10 minutach rozmowy, to decyzja ostateczna, a kiedy słyszę, że ktoś mnie zaprasza do domu w święta, na obiad na przykład, a potem zmienia plany, lawirując wśród dziwnego słowotoku, nie mając odwagi powiedzieć wprost, ogarnia mnie rodzaj politowania. wzruszam ramionami mówiąc do siebie: a nie mówiłam... jak się kłapie dziobem, to trzeba mieć odwagę potem to odkłapać... niestety, lepiej się wykręcić. no cóż, nie ma sprawiedliwych, brak lojalnych, pozostaje mieć to gdzieś. więc mam. nie przyjmuję półśrodków, nie wystarczy mi obiecywać, nie zadowalają mnie ochłapki, nawet swojemu psu ich nie daję. chcę tylko smacznych kęsków. oczywiście mocno zakręciłam tę opowieść, ale... dla tych z otwartymi głowami będzie zrozumiała
głupota = pycha, niski samokrytycyzm, niezdolność do zdziwienia - ogólnie niedostatek rozumu - wiki
a na obiad było to... mniam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz