
2010, 18 lutego, Havana, Lawton
w miejscu, gdzie znajduje się mężczyzna w zielonej koszulce, codziennie wysiadam z taksówki; wracam z centro hawana do domu; do barrio lawton; w panaderii Tosca kupuję pieczywo; chleb przypominający naszą dawną bułkę wrocławską, ale suchy, jak z waty, bez smaku; jednak ma tę zaletę, że nie na kartki; przy dobrych układach można po południu, odstawszy w ogonku dwa kwadranse, kupić działkę; nie można kupić dwóch, trzech, trzeba mieć trochę przyzwoitości, poza tym nie sprzedają więcej niż jeden; mimo że towar nie jest przydziałowy, umowny przydział wynosi jeden bochenkopodobny kawałek przesuszonej bułki;
po drugiej stronie, gdzie widać czerwony filar, skręcam w lewo i idę do domu, casa no 3 przy calle san francisco y 10 de octubre... nazewnictwo ulic w hawanie jest skomplikowane, jak wszystko na kubie, czasem wymienia się nazwę ulicy zasadniczej dla zainteresowanego i tej, przy której się znajduje posesja, więc calle san francisco y 10 de octubre, a czasem podaje się pomiędzy jakimi ulicami znajduje się właściwy adres, na przykład calle 21 entre B y C, co oznacza, że fragment ulicy, gdzie poszukujemy właściwego adresu, znajduje się między ulicami B i C, a nie między na przykład A i B lub C i D... inaczej po prostu nie trafisz... albo będziesz musiał iśc i iść aż zabolą nogi, havana jest ogromna; ulice tutaj to nie londyńskie metro, nic nie jest tu proste
mój chłopak mieszka w lawton, calle 9 entre B y pocito... czy to komuś coś mówi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz