poniedziałek, 3 stycznia 2011

Odrobina prywatności


jezu, jaka ja byłam tam szczęśliwa...

znowu jestem na kubie, w havanie, rozmawiam po hiszpańsku, wraca mi nadzieja i energia, ale to nie wszystko, jest jeszcze wiele do zrobienia. kurczę, dlaczego ja? dlaczego zawsze ja mam pod górę? czwarte bez windy, wyluzowane kolano i spuchnięta kostka tej samej nogi, ledwie chodzę.... zalewają mnie siódme poty z niewiadomych powodów, o zmierzchu pojawiają się jakieś stwory i koniecznie chcą uwijać gniazda w mojej głowie, a precz tałatajstwo. dopadła mnie nieznośna lekkość bytu do spółki z dopustem bożym. no dlaczego? czy ja się skarżę? wolałabym tego uniknąć, a do tego wszystkiego pies czeka na opiekę i wystawia swoje piękne ślepia, wgapia się we mnie czule, łapami zadziera odzież, merda, podskakuje i upomina się o czułość, którą jak raz mi gdzieś wywiało... no i oczywiście czeka plan noworoczny do zrealizowania. ale dzisiaj się nim nie zajmę, za dużo mam na głowie. plan się też wyszczerza, ale musi poczekać, na razie się zarysował, uszczegółowienie nastąpi nieco później. spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz