i się pojawił. nowy. jak zwykle po kolejnych 365 dniach i... nic nowego się nie wydarzyło. mówiąc szczerze, nie mam pojęcia, dlaczego wszyscy czekamy na tę chwilę, robimy sałatki i kupujemy szampana, żeby świętować to, co nie jest tak naprawdę ani nowe, ani lepsze, tylko kolejne... świętujemy więc nadzieję, beznadziejną zresztą, na poprawę, oczekujemy lepszego, być może szczęśliwszego, a tu klops - pogoda taka sam jak wczoraj, stan zdrowia nadal kiepski, brak zmian i nawet mój aniołek zaprotestował - spadł z niewielkiej wysokości, odłupała mu się aureola i nie jest już święty, więc nowy rok to jakieś kosmiczne nieporozumienie, zresztą co kraj to obyczaj, nasz nowy rok to nie jest nowy rok dla innych itepe, szmira i oszustwo, małe dzieci są tylko przyszłymi dorosłymi, i to nie jest paradoks tylko groteska.
więcej nie mam nic do powiedzenia na ten temat, obserwacje ostatnich kilkudziesięciu lat skłaniają mnie do wysnucia wniosków że jednak wszystkiemu winni są cykliści... jajajajajajajajajajaja...
2010, 29 lutego, godz. 10:50, Havana, Vedado....
kiedy przyglądam się budynkowi Wielkiej Loży Masońskiej w Havanie, który już podobno nie jest budynkiem WLM, zastanawiam się, do czego służy, co symbole ozdabiające budynek (kula ziemska, o którą oparty jest cyrkiel i węgielnica plus litera G - symbol gnozy) mówi coś dzisiaj kubańczykom, czy to, że rodzina Castro podobno należy do WLM, jest normalne, czy idee nie zostały wypaczone lub użyte do złych celów? zapewne tak, podobno dzisiaj na kubie każdy niemal jest jednocześnie santero, masonem i chrześcijaninem... multiosobowość etyczna jest więc przystosowaniem do warunków zewnętrznych. skoro władcy narodu, rewolucjoniści z bożej łaski miłościwie panujący, są jednocześnie komunistami i wolnomularzami.... lud stosuje się do zasad. boże, chroń lud.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vedado. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vedado. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 stycznia 2011
czwartek, 11 marca 2010
komentarz - gra w jojo


pomnik don kichote w vedado
ekspresja tego pomnika (don kichote, vedado, la habana, cuba) doskonale oddaje klimat i sytuację kubańskiego społeczeństwa. żeby zrozumieć, co się tu dzieje, trzeba wyjąć swój cały dotychczasowy zasób wiedzy i doświadczeń, zmielić w maszynce do mięsa i wetknąć z powrotem w miejsce pod twardą skorupą czaszki, do tego można dołożyć elektrowstrząsy, lobotomia nie jest wskazana gdyż powoduje całkowitą utratę zdolności rozumienia.
mój podziw graniczy z reakcją dziecka, które pierwszy raz w życiu widzi kolorową plażową piłkę. jestem zadziwiona i przemierzam ulice kuby z otwartą buzią.
sytuacja przypomina surrealistyczny obraz. widzisz naraz mnóstwo nie związanych z sobą rzeczy, które tworzą całość. kiedy zastanawiasz się, co mają z sobą wspólnego, przychodzi ci na myśl jedyne rozwiązanie, dochodzisz do wniosku, że przyczyną istnienia dzieła może być jedynie szaleństwo i nie istnieją żadne kryteria, na których możesz się oprzeć.
masz wrażenie, że bez biletu zabrano cię do innego wymiaru albo złego snu. bardzo chcesz wrócić i nie możesz. nie pozostaje nic innego jak zrezygnować z prób i poddać się.
zrozumienie zresztą nie jest konieczne, nie daje również gwarancji akceptacji.
zrozumienie nie jest nawet możliwe.
jedyna różnica między kubą a wytworem fantazji salvadore to ta, że surrealistyczne dzieło może obronić się nazwiskiem artysty, którego uznano za geniusza lub wewnętrzną potencją odbiorcy zdolnego rozpoznać zawarte w nim przesłanie. surrealizm realny nie ma takiej możliwości. jest mnożeniem pytań bez odpowiedzi, brak mu logiki i kosmicznego pierwiastka uzasadnienia. wymyka się pojmowaniu jak węgorz z siatki. jest śliski, ciemny, nieopisany, bez przyczyny i o straszliwych skutkach. tak dziewiczy jak wnętrze ziemi albo katolicyzm. wszelkie przesłanki trzeba przyjąć na wiarę.
ziemia jest płaska.
cytaty z kuby: "skomplikowane", "jest jak jest i nic nie możemy zrobić"
skojarzenia: "niewygodnie"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
