czwartek, 8 lipca 2010

Dziwny jest ten świat

odkrycie nie moje, zasługuje na nobla
i nawet nie chce mi się pisać... skończę jutro albo nie, pojutrze :)
didaskalia [uśmiech przychodzi jej z trudem]

wtorek, 6 lipca 2010

Pracuj, kiedy nie musisz


kiedy praca jest hobby, granice tego, co robisz zacierają się... wygląda to tak, że nie wiesz, czy kręgosłup wysiada ci z powodu harówy, czy z powodu przyjemności :) 14 godzin przy komputerze, łokcie w powietrzu, oczy w słup , ze łzami w oczach, papieros za papierosem... a i tak doba wydaje się za krótka i zaczynasz się modlić, żeby twój sprzęt działał tak jak ty; ale to dobrze, bo choć czasem przychodzi lęk, nie jest tak groźny. przyjdzie, popatrzy, przetrze oczy ze zdziwienia i wycofa się chyłkiem, żeby nie przeszkadzać. można chwilę dla odprężenia porozmawiać, można posłuchać łagodzącej muzyki, można się polansować, znaleźć coś fajnego do poczytania, odpisać na mail, zrobić zdjęcie, czy napisać kawałek bloga... gdzie tu czas na pracę? dzisiaj nie po raz pierwszy zamyśliłam się czy to już, czy jeszcze jestem poza granicami, skoro moja klawiatura jest przedłużeniem mnie w kosmos... naprawdę nie wiem. ale wiem, że potrzebuję oprócz wielu innych rzeczy miłego ciepłego miejsca w dwóch kolorach, błękitnym i żółtym. jak nie będzie zielonego, nie problem. ale w takich miejscach zawsze jest...

poniedziałek, 5 lipca 2010

Nie udało się


wiedziałam, że się nie uda :) i dobrze. nie jestem tak silna, żeby o Niej zapomnieć. kiedy przykładasz muszlę do ucha, musisz usłyszeć szum, kiedy z tego szumu wyłowisz głos syren, nic cię już nie zadowoli, zawsze będziesz za nim podążać. ludowe przypowieści ostrzegają, że na swoją zgubę. ale to morał dla tych, którzy boją się fal. w pewnym sensie i ja się ich boję, nie ma recept, żadne trzymanie się zasad nie gwarantuje, że nie zamoczysz głowy i nie zachłyśniesz się wodą. kto sądzi, że jest inaczej, nie ma wystarczającej wyobraźni. owszem niewychodzenie poza schemat zabezpiecza pewną przestrzeń, w której odnajdujemy prawdopodobieństwo nikłych zmian, ale świadczy też o lęku i pozbawianiu się istotnej możliwości odkrywania nieznanych lądów. a przecież każda chwila jest stawianiem stopy na obcej ziemi, oswajaniem gruntu pod nogami i poznawaniem tego, co ukryte za drzewami, nieskończonym wsłuchiwaniem się w obce języki i dostrajaniem się do krajobrazu. intrygujące, że można w tym brać udział, zostawiać swoje ślady, czerpać pełnymi garściami z zastanego porządku i przyczyniać się do jego wzbogacania. mnie to pasuje.
Witaj Siostrzyczko :)

niedziela, 27 czerwca 2010

Mam dosyć


niestety, kończą się miłości i związki, kończy się też coś w człowieku, pęka, trzeba pozamiatać i wywalić skorupy do śmieci... zdecydować się na powrót, choćby jak nie wiem co nie chciało się wracać. miałam wiele planów i możliwości ich zrealizowania, już nie mam, ktoś mi to odebrał, może ja sama, żeby marzenia się nie spełniły i w przyszłości nie skomplikowały jeszcze bardziej tego, co jest. nie wiadomo. ale wiadomo że mam dość kuby, havany, ruin i biedy, polityki, kłótni, książek, w których ciągle to samo - ostry seks, walące się ściany, smród, gówna, sperma, pot, głód, bieda, upał, wilgoć, łzy i polityka... mam dość hiszpańskiego i tego, że codziennie słyszę to samo, te same puste słowa i frazesy, te same sformułowania i zlepki, nawet pisane tak samo.... nie chcę mi się już jej kochać, zdradziła mnie, więc muszę ją potraktować równie nieludzko. zapomnieć. to chyba wystarczy. wiem że wrócę do tematu, zrealizuję go, ale z perspektywy, najpierw muszę przetrawić to, co w tej chwili jest niezwykle ciężkostrawne.
zostawiam tylko kilka wątków hispanojęzycznych i havańskich, wystarczy
żegnaj... laleczko

Wielkie porządki


zabrzmiało jak... wielka ucieczka, ale nią nie jest :) wręcz przeciwnie. porządki zapowiadają nową erę, nie upiorę już starego koca bo go nie ma, nie znalazłam jeszcze palm, pomiędzy którymi rozwieszę hamak, tak mi się przez chwilę wydawało, ale to było złudzenie, fatamorgana. teraz pora na wielkie życiowe sprzątanie.
odkurzyć stare kąty, żeby zaświeciło w nich słońce, a obmierzła wilgoć lęków i upokorzeń nie pokrywała każdego ranka swoją szarą smugą nowego dnia
wyciągnąć z szaf wszystkie trupy nieudanych związków, żeby przestały straszyć, wywalić je z hukiem na śmietnik, wpuścić świeżą bryzę
wytrzepać dywany przeszłości, raz na zawsze powiedzieć roztoczom we wszystkich zakamarkach umysłu: "nie"!
wyprać wspomnienia, rozwiesić je na sznurach w ciepłym słonecznym poranku, potem zebrać pachnące w południe i poskładać w listeczki jak świeże poszewki i prześcieradła do magla...
tak, to konieczne i zawsze przynosi świetne efekty, szkoda że trwa zwykle... jakiś czas
i nie bać się, nie bać się, nie bać, mimo że się jest... jedynie... małą dziewczynką
wznieść oczy do nieba wypatrując wsparcia, które oby nadeszło

środa, 23 czerwca 2010

Prekognicja





w parapsychologii prekognicją określa się zjawisko paranormalne polegające na umiejętności przewidywania zdarzeń, które dopiero będą miały miejsce w przyszłości.
każdy w miarę doświadczony człowiek, może przewidzieć, opierając się na analizie faktów, nic nowego pod słońcem. ważne są też przeczucia czy tzw szósty zmysł, zsumowane dają prawie pewność uzyskanego obrazu.
moja prekognicja
poznałam kogoś, kto na chwilę mnie zauroczył, na chwilę trwająca rok. zdałam sobie dość prędko sprawę z tego, że kłamie i że mu nie ufam. szóstym zmysłem, a może zmysłem dojrzałej kobiety, wyczuwałam nieprawdziwość wyznań i deklaracji. pytania drążące temat przynosiły odpowiedzi przeczące i zapewnienia o tym, że nie mam racji. ufałam jednak swoim przeczuciom i tak jasno jak na ekranie tv widziałam zdradę, kłamstwo i inną kobietę. z natury jestem spokojna i pozwalam na wykazanie się, trochę to trwało, moja prekognicja dała świadectwo wczoraj :) zobaczyłam napisane czarno na białym: kocham inną. uśmiechnęłam się wtedy dziękując za zdolność przewidywania i widzenia spraw takimi, jakie są. bez tej zdolności mogłam także wyraźnie zobaczyć perspektywę związku z niedołęgą, leniem, pasożytem, czyhającym na mnie jak na pozbawiony pinu bankomat i matczyną opiekę w zamian za ozdabianie mojego salonu wątpliwej jakości dziełem w jego własnej postaci. zachowując dystans, uchroniłam się przed losem gorszym niż to wczorajsze wyznanie. przed trudnymi dniami samotności podczas obecności w moim życiu kogoś, kto na to absolutnie nie zasługuje. jestem o rok starsza i bogatsza o wiedzę, którą zdobyłam. dziękuję za ochronę, dziękuję, że siła wyższa nie zezwoliła na realizację bzdurnego planu 'zawsze będę cię kochał'. szczęśliwa dziś, chętnie podejmę nowe wyzwanie. zbuduję dom.

piątek, 18 czerwca 2010

już czerwiec... niebieski


to nic, że bez świateł... sama znajdę drogę, jak zwykle...
a mnie się wszystko sypie, od pierwszego, jakby specjalnie na 'dzień dziecka', dostałam bonusy ujemne... nie wiem czy śmiać się, czy płakać. miałam dokładnie zaplanowany rok do końca ze szczególnym uwzględnieniem października, i daty kluczowej 21 :), potem mniej więcej do połowy następny... i szlag trafił plany, które staram się gwałtownie przebudować; gwałtowność niestety nie przynosi efektów, powoduje zamęt i panikę większą niż jest to dopuszczalne i potrzebne; jestem poważnie wkurzona, życie mi udowodniło, co ja ciągle powtarzam, że kontrola nad nim jest niemożliwa. szkoda gadać, muszę pozmieniać plany, ale nie wszystkie... nie dam się, nie dam się, nie poddam się, żywej mnie nie dostaniecie! i już!
postanowienia: 1. październik dojdzie do skutku w zaplanowanym terminie, 2. wolność przede wszystkim - ubezwłasnowolnienie nie wchodzi w grę, 3. planowane zakupy: la lente y el tripode - muszą się udać!, 4. niech żyje freelance!!!
to tyle w kwestii życzeń do Góry i bardzo proszę Górę o nieprowokowanie sytuacji, w których będę musiała udowadniać, że nie jestem wielbłądem, nie jestem, to widać z daleka, ciągłe udowadnianie, że jest inaczej to strata czasu i energii. dziękuję i polecam się na przyszłość, oczywiście jak najbardziej pozytywną.