piątek, 16 września 2011

Que viva Pinokio!

Żródło: http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Plik:PINOKIO.jpg

Zanim zedrę stary naskórek ze stóp, zanim spiłuję i polakieruję paznokcie, pora pogadać z panem P.J.G. Zawsze to lubiłam. Jego czasami trywialna, a czasami głęboko intelektualna przewrotna „doble cara” zawsze sprawiała, że przestawałam się przejmować tym, co niezmienialne... Może teraz też będzie tak samo? Jestem zmęczona, a właściwie zmordowana. Czuję, że brakuje sił, by mierzyć się z tym, co mnie spotyka. Dzisiejszy poranek przypłaciłam krwiożerczym bólem głowy, który skrywany latami, dał o sobie znać z siłą świetlnego miecza i rozerwał mi głowę. Po kilkugodzinnej terapii ból ustąpił i pojawiła się refleksja. Obojętne czy potrzebna, czy nie, nieważne. Założę więc te swoje wyczesane włoski, cienie na powieki i czarne kreski, wybłyszczkuję usta, paznokcie będą lśnić niczym bomki na choince, a ostateczny szlif perfum ukryje wreszcie to, co nikomu niepotrzebne – moją prawdziwą twarz. Nie, nie mam na myśli realnego ukrywania, wcale nie. Mam na myśli pewną prowokację. Z tej prowokacji codziennie część zdaje sobie sprawę, inna część bierze ją za dobrą monetę. Błąd. To tylko prowokacja. Zaczyna się od życzeń miłego dnia. To przecież takie wspaniałe, pozytywne i przyjemne, życzyć komuś miłego dnia, miłego weekendu... ble, ble, ble. Tak, pod warunkiem, że wypowiadając te życzenia nie mamy w kieszeni otwartego scyzoryka i mówimy szczerą prawdę, której dzisiaj próżno szukać choćby ze świecą. Inaczej to bełkot, full botoks i pełny lifting plus liposukcja, czyli kłamstwo, fałszerwsto, najgorsza wreda i badziew niewart grama naszego zianteresowania. Sztuczny uśmiech zatrzymany w kadrze jadu kiełbasianego z zastygłymi wargami wykrzywionymi w udawanym grymasie, który ma za zadanie oszukać każdego. - Patrz, jaka jestem miła i przyjazna – szepcze twarz. - Patrz, uśmiecham się, nie mogę przecież z takim uśmiechem i wyglądem mieć złych zamiarów, prawda? No fakt, nie możesz, ale oczyma paranoi można dostrzec twój fałsz, posmakować jadu, który kapie po tylnych zębach, i właśnie wypala dziurę w eleganckiej bluzeczce... No a potem sakramentalne proszę, przepraszam i dziękuję. Tysiąckrotnie wypowiadane przy i bez okazji. Nauka nie poszła w las. Słuchamy i jesteśmy zdziwieni, że nas proszą, przepraszają i dziękują, a potem ostrym nożem między żebra i kraksa gotowa. Nagle siedzimy na asfalcie, wokół głowy obraca nam się aureola disneyowskich gwiazdek, pod nami morka plama i nie wiemy, skąd padł cios. Ano właśnie. Padł z tego samego miejsca, z którego przedtem oklaski, prawda? Nietrudno poskładać te puzzle, chyba że się jest kompletnym idiotą. Stosunki międzyludzkie wymagają nie gorszej kondycji, refleksu i umiejętności niż ćwiczenia marines. A kule latają gęsto i przy tym ściele się trup. Nasz własny, bo znowu nie uważaliśmy, z kim idziemy do łóżka, w tym przypadku, jedynie metaforycznie. W ciągu dalszym hasła i slogany z użyciem słów, które zmieniły znaczenie: rzetelny = uwaga ja mogę cię wy*, ale ty mnie nie, bo nie zauważyłeś tej małej gwiazdki na dole umowy, w akapicie, gdzie czcionka jest mniejsza od najmniejszej czytelnej; okazja = przeleć mnie cztery razy, a ja ciebie wcale, jeśli jesteś łatwowierny, zasłużyłeś na to; promocja = nabieram cie kolejny raz, a ty nie zauważyłeś więc wyskakuj z kasy ciemna maso, bo jakoś muszę się pozbyć tego chłamu, który zagraca mi magazyn, pomoc = pomogę ci za 50% odsetek plus 40% kosztów manipulacyjnych (wreszcie jakieś miłe słowo)... I tak bez końca. To, co prezentuje rynek, przenosi się na codzienność, na nasze szare popieprzone życie, wessane w machinę praw, na przykład ekonomii, które nie zależą od nas, które nie my stworzyliśmy i do których musimy się dostosować, bo inaczej wylądujemy w brzuchu wieloryba bez nadziei, że nas kiedykolwiek wypluje. Reguły są tu bardzo proste, ty nie możesz nic, z tobą mogą wszystko! Orzeczenie domyślne.
Oczywiście nie zalecam plucia wężami i jaszczurkami na każdego, bo to marna satysfakcja i niczego raczej nie rozwiąże, a zdanie sobie sprawy z tych kilku drobiazgów jest już i tak wystarczająco męczące, jedyna więc zasadna postawa jaka przychodzi mi na myśl, to postawa Pinokia. Jeśli nos nam się gwałtownie wydłuży, żaden problem, przy dzisiejszym poziomie chirurgii plastycznej zrobią nam w try miga nowy, króciutki i tak piękny, że okłamiemy każdego, bez najmniejszego wysiłku, i jakichkolwiek podejrzeń.
Do dzieła rzesze Pinokiów, w końcu jakoś trzeba tu przetrwać...

sobota, 27 sierpnia 2011

La mierda totalitaria

Somos un rebaño de ovejas. Todos en este mundo. Pertencemos a este rebaño y vamos de oca cada uno detras de anterior. Nada veremos, nada oimos, solo un culo de nuestro antecesor. Es muy comodo, porque no preguntamos nada y tambien nada que deseamos. Un dia nos enseñan de este comportamiento. En las escuelas llevamos la misma ropa, escribimos las mismas frases, estamos pensando de la misma manera. Quien es diferente, por ejemplo, quiere rapar su cabello, es malo! Cualquier diferencia de los primeros años escolares es exterminada como cucarachas. Y gracias a esto, crecemos como ovejas. Sólo podemos gemir, comer, cagar, nos contentamos con las necesidades fisiológicas y fingimos que todo es bien. Pero nada es bien. Toda la vida la misma mierda. Compramos las mismas coches, de la misma manera adornamos nuestras vivendas, rezamos a los mismos dioses, sólo aquellas palabras que sabemos. La mierda verdadera. ¿Pero qué sucede cuando ya sabemos de todo esto? Cuando nos damos cuenta de que todo esto es una farsa en el teatro que no pertence a nosotros? Ah, es un momento maravilloso, con el corazon puro podemos cometer suicidio y dejar de perder del tiempo para crear, escribir, pintar, componer, educar a los niños ... Pero... como ovejas nunca cometemos un suicidio porque siempre nos parecerá, que aún espera a nosostros algo bueno. Esto es la mentira más grande del universo. Fin. 
Mi escritor preferido, es decir Pedro Juan Gutierrez, cuyo apellido no se pronuncia en voz alta en Cuba, dijó:
„Un hornbre puede cometer muchos errores pequeños. Y no tiene importancia. Pero si los errores son grandes y pesan sobre su vida, lo único que puede hacer es no tomarse en serio. Sólo así evita sufrir. El sufrimiento prolongado puede ser mortal.”

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Irene...


W niedzielę pojawiło się ostrzeżenie. Tropikalna burza Irene przemieściła się w kierunku północno-zachodnim do Puerto Rico. Irene o świcie uzyskała większą intensywność i osiągnęła status huraganu, stając się pierwszym huraganem w tym sezonie. Maksymalna prędkość wiatru 120 kilometrów na godzinę, ciśnienie spadło do 987 hPa, zakwalifikowana jako huragan kategorii 1 w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona. Utrzymuje kierunek na północny zachód. O szóstej rano w niedzielę centrum huraganu zlokalizowano na 18,5 stopnia szerokości geograficznej północnej i 66,6 stopnia długości geograficznej zachodniej, co sytuuje ją  około 65 mil na zachód od San Juan, Puerto Rico i około 445 km na wschód od Puerto Plata na Dominikanie. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych 24 do 48 godzin Irene przemieści się w tym samym kierunku, z niewielkimi zmianami a jej szybkość może się zintensyfikować. Do północnej części Haiti dotrze we wczesnych godzinach porannych we wtorek.
Centrum Prognoz Instytutu Meteorologii monitoruje rozwój i trajektorię huraganu Irene, ze względu na skutki, które mogą wystąpić we wschodniej części Kuby od wtorku, głównie z powodu deszczy.
Dzisiaj o 8 rano cyklon tropikalny Irene był w odległości około 210 km na południowy wschód od Puerto Plata, na północnym wybrzeżu Dominikany, około 280 km na południowy wschód od Wysp Turks i Caicos.
Szeroki obszar niskiego ciśnienia nadal generuje chmury i deszcz. Na pozostałej powierzchni Oceanu Atlantyckiego, Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej nie ma zagrożenia rozwojem tropikalnego cyklonu w ciągu najbliższych 24 do 48 godzin.

Dzisiaj więc na Kubie leje, wiatry od 25 do 30 km na godzinę.... Chwała Bogu. Mam nadzieję że wredna Irene ominie Hawanę, jak wynika z mapy, około środy i czwartku odleci w kierunku Bahamów.
Zawsze boję się o Moje Miasto, kiedy czytam takie informacje. Boję się mocnych uderzeń fal w nabrzeże, boję się o domy stojące przy Malecón, o ludzi, którzy mogą stracić ściany i sufit nad głową, o biedną karaibską staruszkę. Kto tylko czytał, jak wygląda cyklon, nie ma pojęcia, co dzieje się wtedy naprawdę...

Zwyczajna burza w sezonie wygląda tak: dzień jest jakby zastygły i nieruchomy, żar, który leje się z nieba nie do wytrzymania, słońce parzy skórę, która, ma się wrażenie, za chwilę napuchnie bąblami jak po przyłożeniu do rozgrzanej patelni. Piasek jest tak gorący, że nie ma możliwości iść po plaży bez butów, powietrze otacza szczelnie, jakby stanowiło formę przygotowaną do odlewu ciała. Pot płynie strużkami po plecach, szyi, głowie, twarzy, a wycieranie nic nie daje. Mokre ubranie przylega do ciała tworząc niemal drugą skórę... Niebieskie niebo w kilkanaście sekund zmienia się w czarne niskie, skłębione tuż nad głową. Światło żółknie, wilgotność wzrasta do ponad stu procent. Zanim spadnie deszcz, na skórę opadają krople wilgoci i nagle zaczyna lać. Ściana wody wali gwałtownie z nieba, otacza zewsząd, widoczność spada do kilku metrów, przypomina gęstą mgłę w szarym półmroku świtu. Przez chwilę można mieć wrażenie, że jest się w ciasnej dusznej piwnicy, wokół jest tylko nieprzejrzysta gruba szyba, niczym dno od butelki albo luksfer. Grzmi, błyska się, wyje, dudni, huczy i szumi, wszystko w zwielokrotnionym natężeniu, a człowiek wewnątrz tego wodospadu jest nieporadny i bezbronny. Liście palm w podmuchach wiatru układają się wtedy poziomo, a drobne nie zabezpieczone przedmioty odlatują bezpowrotnie w siną dal... 
Morze atakuje wściekle, wkurwione jak nigdy. Bez przerwy zapowiadam, że Yemayá zażąda tego roku wiele krwi, wedrze się na ląd, by oczyścić się, umyć swoje wstydliwe członki. Fale tworzą wodną zasłonę, zakrywając słabe światło. Miasto tonie w słonym morskim powietrzu, wiatr ryczy wściekle, jak zła siła, wyrywając żaluzje, a nawet całe okna, anteny telewizyjne wzlatują w niebo, raniąc chmury oksydowanymi ostrzami.
/Z. Valdés, Oddałam ci całe życie/
fot: PAP/ EP
Zniszczenia dokonane przez huragan Ike na Kubie w 2008 roku...

środa, 10 sierpnia 2011

Amir Valle

Nie mieszkam na Kubie: Kuba mieszka we mnie.

 Amir Valle
Zacząłem pisać w zamkniętej toalecie nad łazienką mojego domu.
Nie miałem innego miejsca, aby to robić, Hawana 1997

zdjęcia z galerii na stronie pisarza www
fragment książki Hawana Babilonia

piątek, 5 sierpnia 2011

Ziemia - Woda - Powietrze, czyli o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy

Ta charakterystyka trzech organizmów płci damskiej, oparta w dużej mierze na długoletnich obserwacjach i psychologii podwórkowej, jest próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy mogą one koegzystować na płaszczyźnie ogólnoludzkiej.

wytrwale dąży do tego, co sobie zaplanowała, nastawiona pokojowo do świata, nie ma natury wojowniczki, wyznaje zasadę małych kroków, kocha naturę i życie rodzinne, tylko tam czuje się dobrze i bezpiecznie; nie znosi żadnych zmian, nawet gdyby miały ułatwić jej życie i pomóc rozwiązać problemy,jest konserwatystką i tradycjonalistką; woli paść ze zmęczenia, ale nie odmówi sobie idealnie przygotowanych świąt, potem nie ma już na nic siły; całe dnie spędza w zaciszu swojego domu, nie lubi przebywać wśród ludzi, nadaje się na żonę i matkę jeśli właśnie nie krzyczy na męża i dzieci, którzy nie znoszą jej wiecznego jazgotania i zawodzenia, jak bardzo jest zmęczona, a także przypominania, co dla nich poświęca; uwielbia spać i nie przepracowywać się, wręcz nie znosi pracować; nie lubi jak pada, jak sypie śnieg i jak musi rano wstać; pomaga swoim bliskim i przyjaciołom uszczęśliwiając na siłę, a kiedy jej potrzebują, wtedy akurat odmawia, bo nie ma ochoty i uznaje to za najwłaściwsze na świecie wyjaśnienie; do obcych podchodzi z dystansem i rezerwą, nie kocha sztuki, nie interesuje jej muzyka, lubi wieść spokojne życie na wsi, a nie w chaosie miasta; nie dba o siebie i jest wiecznie niezadowolona; lubi wysługiwać się innymi w myśl zasady "od tego kowal ma kleszcze, żeby sobie rąk nie sparzył"; przykłada zbyt dużą wagę do pozorów, przyłapana na kłamstwie, czego bardzo nie lubi, czuje się zawstydzona i skonsternowana tłumaczy się kolejnym kłamstwem...


---

lubi wszystko robić sama, bo uważa, że robi najlepiej i choć się często myli, nie odpuszcza bycia zosią-samosią; ma wokół siebie porządek, ale taki, który sama ustaliła, jest pedantyczna, może zemdleć, ale wykona to, co zaplanowała; często wprowadza chaos do swoich działań, co wpływa destrukcyjnie na otoczenie, ale nigdy się do tego nie przyzna; nie znosi, gdy ktoś narzuca jej inne zasady niż jej własne, pozornie rozumie innych, ale w gruncie rzeczy tylko sprawia wrażenie zainteresowanej, co wynika z „dobrego wychowania”; ma dużo werwy, entuzjazmu i siły życiowej; wszystko co robi, robi z pasją i od początku do końca z pełnym zaangażowaniem, ale nie pracuje dla idei; umie cenić swoją pracę, dla innych zaś zostawia  zdawkowe komplementy; spełnia każdą swoją zachciankę i widzimisię, nawet jeśli rani bliskich; nie liczy się z ich opinią; w życiu prywatnym ma niewielu znajomych, w pracy ledwo co z nią wytrzymują; jest narwana i wybuchowa, często, gdy coś jej nie wychodzi, reaguje agresywnie, co stara się skrzętnie ukrywać, gdy zaś to się jej nie uda, jest wkurzona po trzykroć; ze względu na swój ciężki charakter, trudno jej zachować dobre relacje z partnerem; oskarża go o swoje negatywne cechy, żeby lepiej wypaść w rankingu; skrzętnie ukrywa prawdziwe oblicze, preferując zachowanie dobrych manier i pokerowej twarzy; czasem lepiej czekać na autobus przez pół godziny podczas zawiei niż przebywać z nią pięć minut w jednym pomieszczeniu...


---

bardzo samodzielna, niechętnie przyjmuje pomoc, wszystko, co nowe musi przetestować sama, choćby mówiono, że poniesie klęskę; kieruje swoim życiem tak, aby napotkać na drodze jak najwięcej przeszkód, nie idzie na łatwiznę; jest szczęśliwa wtedy, gdy czuje się potrzebna; nie znosi blichtru i bogactwa, w dużej willi ze służbą czułaby się nieswojo; nie lubi monotonii, w jej życiu cały czas musi się coś dziać; lubi spędzać czas aktywnie, podróżowac, ciągle czegoś się uczy; nie interesują jej babskie rozmówki, uważa że to strata czasu i energii; nie ma dla niej złej pogody, a lenistwo fizyczne i umysłowe uznaje za grzech przeciwko sobie; jest ambitna i odpowiedzialna, nie ucieka przed wyzwaniami i nigdy się nie poddaje; działania, których się podejmuje są wykonane na najwyższym poziomie; jest pełna wigoru, entuzjazmu i pasji; można powiedzieć, że dzięki temu pozostaje wiecznie młoda; nie nadaje się na babcię, nie dla niej rola starszej pani w fotelu bujanym, wstaje wcześnie i nie pozwala sobie na marudzenie czy narzekanie; nigdy nie zwalnia, pracuje na pełnych obrotach; kocha ludzi, każdego napotkanego traktuje niczym skarb; w miłości jest stała - tego, który odwzajemni jej uczucie, kocha przez całe życie; nie znosi życia dla pozorów i kłamstwa, ale zawsze daje drugą szansę, a rezygnuje tylko wtedy, kiedy dostrzega brak szacunku i manipulację jej uczuciami; w jej domu nigdy niczego nie zabraknie...


---

Możliwe odpowiedzi na  zawarte w tekście pytanie:
a) nie
b) tak
c) mogą, ale po co?

Jeśli miałabym analizować problem z takiego punktu widzenia, że stosunki międzyludzkie powinny pomagać i rozwijać a nie wkurzać, to odpowiedź c) jest jak najbardziej prawidłowa; a) byłaby zbyt jednostronna, natomiast b) mogłaby spowodować trwałe urazy i jak mówi stare przysłowie: „rodziny się nie wybiera”, ale przyjaciół TAK!

czwartek, 28 lipca 2011

Dystans

Wydawałoby się, że go posiadam i jestem raczej nieczuła na różnego rodzaju manipulacje, o których mam niejakie pojęcie, które rozpoznaję; ale co z tymi, których nie rozpoznaję i nie mam o nich żadnego pojęcia? Wtedy pewnie jestem manipulowana aż się kurzy; państwo wybaczą kolokwializmy, lubię je z pewnych powodów; otóż, są dosadne, nie występują na salonach, pozwalają także zachować właśnie to, o czym piszę. Sztywniactwo nie używa tego rodzaju wyrażeń, zabrudziłoby sobie ust maliny, przez które mogą tylko cedzić takie słowa jak: doskonały, atrakcyjny, kreatywny, elastyczny, fantastyczny, ekskluzywny, wymagający, egzotyczny, wyśmienity, sukces... Pewna grupa ludzi przestała już nawet mówić normalnie, w ich wypowiedziach roi się od frazesów, podczas ich spotkań wypada lub nie wypada wysuwają się na czoło(bitność). Kiedy patrzę na tego rodzaju ekwilibrystyki, ogarnia mnie przerażenie i zastanawiam się, czy jestem już taka sama...Taki styl lansują media, głównie nasza telelelewizja (w tym słowie nie ma błędu). Cóż, pozostaje tylko dokonać wyboru. Mój jest taki: nie będę rozmawiała o tryndach w modzie, bo mnie to wkurza i uważam to za stratę czasu, nie będę wyrażała się w sposób nowomowowy, czyli wyżej przedstawiony, w stylu pełnym anglizmów, słów bez treści, nie będę naśmiewała się z ludzi, którzy żyją jeszcze spokojnie i normalnie, tylko dlatego, że nie zrobili żadnego biznesu i nie spędza im snu z powiek rysa na lśniącej karoserii... Na początek wystarczy, a resztę tego, czego nie będę, można sobie domyśleć. Co zatem będę? Będę podtrzymywała swój punkt widzenia, który sięga dalej niż tylko czubek mojego nosa, będę interesowała się innymi ludźmi z ciekawości i chęci ich poznania, nauczenia się od nich czegoś, będę obstawała przy swoim, że inny jest dokładnie taki jak ja, bez względu na przykład na kolor skóry (vide eksperyment zatytułowany "Niebieskoocy" - film dostępny na youtube), będę starała się zrozumieć inność. Wiem, że by to osiągnąć, będę się uczyć, uczyć i uczyć... I wcale się tego nie wstydzę, nie przeraża mnie to. A po co? Żeby z czystym sumieniem, schodząc z tego padołu, zamknąć oczyska i westchnąwszy po raz ostatni powiedzieć sobie w głębi gasnącego ducha: moje życie było trudne i piękne, jestem spełniona. Bo tylko tak można tego dokonać, wejść na Mount Everest? Proszę bardzo, wchodzę, ale to wyłącznie mój Mount Everest,  prywatny, własny, a jeśli go zdobędę, nikt się o tym nie dowie. Żadna telelelewizja nie zrobi ze mną wywiadu, żadna gazeta o mnie nie napisze... Czy to ma znaczenie? Otóż właśnie, nie ma! :) A świat, wypełniony wykształconymi ignorantami, po mnie jeszcze się trochę pokręci... To też bez znaczenia, i dla mnie i dla niego.