sobota, 19 maja 2012

Nie interesuje mnie... by ORIAH Mountain Dreaming

...

Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie
Chcę wiedzieć, co cię boli
I czy odważysz się marzyć o spotkaniu tęsknoty swego serca

Nie interesuje mnie, ile masz lat
Chcę wiedzieć czy zaryzykujesz
szukając jak szaleniec miłości,
swoich marzeń, przygody bycia żywym

Nie interesuje mnie, jakie planety są
kwadraturą twojego księżyca...
Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś
środka swego własnego smutku
czy otworzyłeś się na życiowe zdrady
lub stałeś się zaskorupiały i zamknięty
ze strachu przed dalszym bólem

Chcę wiedzieć, czy możesz wytrzymać z bólem,
moim lub twoim własnym, nie próbując go ukrywać,
gasić, naprawiać

Chcę wiedzieć
czy możesz żyć z radością, moją lub twoją własną
czy możesz tańczyć z dzikością
i pozwolić ekstazie wypełnić cię
od stóp do głów
nie upominając nas,
abyśmy byli ostrożni,
realistyczni,
abyśmy pamiętali o ograniczeniach
bycia człowiekiem

Nie interesuje mnie,
czy historia, którą mi opowiadasz jest prawdziwa
Chcę wiedzieć, czy możesz zawieść innych
i pozostać wiernym sobie
Czy możesz znieść oskarżenie o zdradę,
nie zdradzając własnej duszy
Chcę wiedzieć, czy możesz być niewierny
i dlatego godny zaufania

Chcę wiedzieć, czy możesz dostrzegać piękno,
nawet jeśli nie jest dość ładne na co dzień,
i czy jego obecność może być źródłem
twojego własnego życia

Chcę wiedzieć, czy możesz żyć z niepowodzeniem,
moim lub swoim własnym
i nadal, stojąc nad brzegiem jeziora,
krzyczeć do srebrnej pełni księżyca: TAK!

Nie interesuje mnie, gdzie mieszkasz
albo ile masz pieniędzy
Chcę wiedzieć, czy możesz wstać
po nocy pełnej bólu i rozpaczy
zmęczony i zdruzgotany do szpiku kości
i zrobić to, co należy zrobić
aby nakarmić swoje dzieci

Nie interesuje mnie, kogo znasz
ani jak się tu znalazłeś
Chcę wiedzieć,
czy staniesz ze mną w środku ognia
i nie wycofasz się

Nie interesuje mnie gdzie, czego i z kim się uczyłeś
Chcę wiedzieć, co dźwiga cię od wewnątrz,
gdy wszystko inne się rozpada
Chcę wiedzieć, czy możesz być z samym sobą
i czy naprawdę lubisz tego towarzysza
w momentach pustki

tłum. Ja

Zdjęcie Ja
---------------


It doesn’t interest me what you do for a living.
I want to know what you ache for
and if you dare to dream of meeting your heart’s longing.

It doesn’t interest me how old you are.
I want to know  if you will risk
looking like a fool for love for your dream
for the adventure of being alive.

It doesn’t interest me what planets are
squaring your moon...
I want to know if you have touched
the centre of your own sorrow
if you have been opened by life’s betrayals
or have become shrivelled and closed
from fear of further pain.

I want to know if you can sit with pain
mine or your own without moving to hide it
or fade it or fix it.

I want to know
if you can be with joy mine or your own
if you can dance with wildness
and let the ecstasy fill you
to the tips of your fingers and toes
without cautioning us
to be careful
to be realistic
to remember the limitations
of being human.

It doesn’t interest me if the story you are telling me
is true.
I want to know if you can disappoint another
to be true to yourself.
If you can bear the accusation of betrayal
and not betray your own soul.
If you can be faithless and therefore trustworthy.

I want to know if you can see Beauty
even when it is not pretty every day.
And if you can source your own life
from its presence.

I want to know if you can live with failure
yours and mine and still stand at the edge of the lake
and shout to the silver of the full moon,
“Yes.”

It doesn’t interest me to know where you live
or how much money you have.
I want to know if you can get up
after the night of grief and despair
weary and bruised to the bone
and do what needs to be done
to feed the children.

It doesn’t interest me who you know
or how you came to be here.
I want to know
if you will stand in the centre of the fire with me
and not shrink back.

It doesn’t interest me where or what or with whom
you have studied.
I want to know what sustains you from the inside
when all else falls away.
I want to know if you can be alone
with yourself and if you truly like the company you keep
in the empty moments.



By Oriah © Mountain Dreaming, from the book The Invitation
published by HarperONE, San Francisco, 1999 All rights reserved

sobota, 12 maja 2012

Być jak...

Codziennie budzić się nad morzem, patrzeć na lato i słońce, ale także na deszcz. Czuć zapach rozgrzanej skóry, słyszeć dźwięki conga i tańczyć. Kilka razy dziennie zmywać z ciała morską sól i pot, a potem chodzić z mokrymi włosami. Jeść proste jedzenie, pić sok z rosnących za domem owoców. Chodzić na kolację do nadmorskiej knajpy i śmiać się po kilku drinkach z kobietami. Przy ognisku na plaży śpiewać nostalgiczne piosenki. Siedzieć długo na nabrzeżu i wdychać słony zapach morza, rozkoszować się bryzą, czekając aż wszystkie gwiazdy spadną na moją głowę. Przytulać. O zmierzchu pić mocną i aromatyczną kawę słuchając stłumionego gwaru miasta. Wieczorami chodzić ulicami wdychając zapach perfum, kwiatów, tytoniu, czekolady, prażonych orzeszków, karmelu... Zadumać się na chwilę, zanucić stare bolero, przyglądać się ptakom i dzieciom bawiącym się w kałużach po deszczu. Zatopić się w błękicie oceanu, ukoić ramiona pozwalając się  unosić. Łowić ryby o świcie, a potem godzinami słuchać opowieści o zaginionych statkach, nieodkrytych lądach, wymarłych plemionach. Oddychać suchym i gorącym powietrzem, wsłuchiwać się w rozmowy przerzucanych podmuchami ziaren piasku, szelest palmowych liści.... Wyławiać z powietrza wilgoć zanim spadnie na ziemię pierwsza kropla tropikalnej ulewy. Zgęstnieć w szarości zmierzchu, z zielenią oleandrów zapaść w sen. Dotknąć.


zdjęcie Ja
--------------------------

Byli ostrożni jak człowiek przekraczający oblodzony strumień
Byli czujni jak wojownik na terytorium wroga
Uprzejmi jak gość z daleka
Płynni jak topniejący lód
Gotowi do przyjęcia nowego kształtu jak kawałek drewna
Otwarci jak dolina
Przejrzyści jak szklanka wody

Księga Tao, rozdz. XV, fragment, przekład Beata Pawlikowska

niedziela, 6 maja 2012

Brzuch to ocean, który jest

Jeśli się zgubisz, możesz się odnaleźć. Tak powiedziałaby... Nieważne, kto by tak powiedział. Odnalezienie jest możliwe, ale zwykle zabiera jakiś czas. Możliwe też, że wcale nie jest to kwestia czasu. Pierwiastek żeński skłania w takim przypadku do załamania rąk, a męski nakazuje działanie. Nie lubię załamywać rąk, a i działanie nie zawsze jest pożądane. Trzeba więc zaczekać. Lub cofnąć się o kilka kroków. Cały problem w tym, że nie umiem już tak myśleć. W niewyjaśniony sposób zniknęły wszystkie podziały i płaskie powierzchnie, nie ma też przed i po, nie ma również znaczenia werbalizowanie, zatrzymywanie, ustalanie... Wobec tego, jak to wyrazić? Szczerze mówiąc, nie wiem...
To tak, jakby naraz śniły się wszystkie sny, jak oglądanie filmu absolutnie trójwymiarowego, nie w żadnym oszukańczym 3D, kiedy można dowolnie manipulować dźwiękiem, obrazem, zdarzeniami i czasem. Czy ktoś może sobie wyobrazić, jak zaczyna się wariować? Jednak wariowanie jest słowem nieadekwatnym, bo przecież nie o to chodzi. To dzieje się od bardzo dawna, postępuje i nic nie może tego zatrzymać. Trochę się boję, bo w końcu eksperyment odbywa się na mnie, mam jednak nadzieję, że jego przebieg będzie pomyślny.
Nie słyszę już słów i zdań, nie mają ani sensu ani znaczenia, pojawiają się tylko obrazy, ale to też nie tak. Właściwie pojawia się pewna przestrzeń, niczym nie ograniczona, zrozumiała, o jasno wyrażonych ideach. Żywa, kolorowa, materialna, bezcielesna, przenikająca, wibrująca, impulsywna... Jeśli dostrzegam cokolwiek, nie jestem w stanie określić, czy pojawia się w chwili postrzegania, czy ja postrzegam w chwili pojawienia się... Wiem tylko że było, jest i będzie. Fantastyczne uczucie, pisać o podobnych doznaniach starymi słowami, stawiać przecinki i kropki. Cóż za staroświecka bzdura...
Świadomość, że nie jest to sen ani narkotyczna wizja naprawdę może wystraszyć. Dlatego chyba dzieje się  to tak powoli. To twarz Orlando, który staje się kobietą. Smugi porannego światła na jego-jej ciele, krople wody na piersiach i zdziwienie. Akceptacja nie jest już kwestią wyboru.
Gdyby powoli odsuwać się od ziemi i unosić nad nią, zaczęłaby maleć, maleć i maleć... Najpierw odjechałyby dachy domów, potem kraje, kontynenty, oceany, wreszcie ziemia stałaby się kropką kosmosu, potem oddaliłoby się wszystko inne... W nieskończoność. Gdyby tę podróż odwrócić, można by nieopatrznie stać się... Cóż, to tylko herezja.
Dlatego rozumiem, że istnieją dwugłowe węże, a woda może wcale nią nie być. Jest mężczyzną i kobietą, tym, które jest. A ja w takim stopniu jestem ścianą mojego pokoju jak bardzo ona jest mną....
Rzeczywistość? Rzeczywiste jest tylko to, że brzuch to ocean, który jest brzuchem. 
Zadawane więc od lat pytanie - Co wolisz, wodę, czy falę? - przestaje mieć sens.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Poświatowska



***
poprzez uśmiech
do mnie przyjdziesz
przygryzłszy wargi
gdy już spłoniesz
w zielonym ogniu książek

moje ręce
przytulą cię
okrytego
kurzem dróg których nie przeszedłeś

ciemne tajemnice istnień
wypijesz z moich ust

i na moim ramieniu
wyliczysz
ile jest nieskończoność mnożona przez wieczność

liczydłem znakomitym
będą niepoliczone włosy

piersi - złote połowy
ziemi która jest twoim domem
i ulice wszechświatów
po których idziesz lekko
moje nogi przed tobą

tak będziesz zgarniał wiedzę
nieprzebraną zamkniętą
w rytmie mojej tańczącej krwi

-----------

***
a través de una sonrisa
vendrás a mí
mordiendo los labios 
cuando vas a quemar
en el fuego verde de los libros


mis manos
te abrazan
cubierto de polvo de los caminos
las que no habías cruzado


oscuros secretos de la vida
beberás de mi boca


y en mi pecho contarás
cuánto es
el infinito
multiplicado por la eternidad


el ábaco excelente
seran el pelo innumerable 


los senos - las mitades del oro
de la tierra que es tu casa
y las calles del universo
a las cuales vas muy ligero
mis piernas delante de ti


asi aprenderás la sabiduria
inmensa y cerrada
al ritmo como baila mi sangre 

czwartek, 19 kwietnia 2012

Z zasady... Potworów c.d.

Z zasady lubię grubasów, ponieważ mają serca równie wielkie jak brzuchy, ale istnieje ich podgatunek, nazwany przeze mnie Karłowatymi Obleśnymi Pulpetami. KOP-ów należy unikać za wszelką cenę, bo jeśli nastąpisz im na odcisk, w rewanżu z rozkoszą spalą ci dom i zgwałcą psa. Tylko nieliczni z nich mierzą więcej niż metr pięćdziesiąt pięć (...), większość zaś ma sporo poniżej metra pięćdziesięciu. Uśmiech często gości na ich ustach, ale nigdy w oczach. Karłowate Obleśne Pulpety nienawidzą całego świata, szczególnie zaś tych, którzy stojąc są w stanie dojrzeć własne stopy. Stephen King, Worek kości 
Nie tylko. Nie tylko KOP-y. Jest więcej twarzy z przyklejonymi sztucznymi uśmiechami i pustymi oczami. Dodam drugą kategorię do Stephenowych Karłowatych Obleśnych Pulpetów - Małe Obrzydliwe Potworki.
MOP-y są nie do uniknięcia. Jeśli zdarzy ci się sprowokować MOP-a, nie licz na kulturę, czy choćby podstawy dobrego wychowania. MOP przyciśnie cię obcasem do podłogi i wdepcze w ziemię, nie zwracając uwagi na publiczność. A im będzie miał jej więcej, tym lepiej. MOP-y szczekają głośno i jazgotliwie z obawy że zostaną zadeptane lub niezauważone. Rzadko który MOP szczerze się uśmiecha, a jeśli już, na pewno ma dobry powód. Będzie przymilny tylko po to, żeby za chwilę skoczyć ci do gardła, a że nie dosięgnie, po drodze rozszarpie ci przynajmniej nogawkę. W kontakcie z MOP-em nie pozostaje ci nic innego, jak strząsnąć potwora z odzieży jak łupież. Ich małość nie ma nic wspólnego ze wzrostem czy posturą. MOP to monstrualne ego nie mieszczące się w niewielkiej szczelinie pozostałej po sercu. MOP-y chcą rządzić całym światem, szczególnie zaś tymi, którzy są Więksi. Ja, Piątek

wtorek, 17 kwietnia 2012

17

Dokładnie za miesiąc mój blog skończy 3 lata. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że urodził się tego samego dnia co ja, tylko 3 miesiące później. Jesteśmy więc pewnego rodzaju bliźniętami - ja i mój blog. 
Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o symbolice naszej liczby, czyli 17. Z jakiegoś powodu zawsze wydawała mi się ważna i nie ukrywam, że ją po prostu lubię.


Horus

Znaczenie 17 to... Zwycięstwo; występuje w Biblii 17 razy, jest 17 rzeczy, które nie mogą nas odłączyć od Miłości Bożej (Rz 8.35-39) i 17 różnic między Starym i Nowym przymierzem (Hbr 12).
17 literą w hebrajskim alfabecie jest Pe, litera Horusa. Pe oznacza „usta Boga”, narząd mowy, którym przemawia Logos (Słowo) Horus, Przywódca Tajemnic, zawartych we wszystkim. 17 jest też liczbą kwadratów, z których składa się Swastyka, zawiera w sobie Siłę i Ogień. Swastyka jest poczwórnym symbolem Logosu, wypowiadanym przez „usta Horusa”. Jest to Słowo jego Siły, najwyższe tchnienie jego Mocy, żywy Duch jego Potęgi i sekretna mowa jego Istoty.
http://thelema_et_agape.republika.pl/liczby_i_slowa.htm

Carl Friedrich Gauss udowodnił, że można przy użyciu cyrkla i linijki skonstruować wielokąt foremny o 17 kątach.
W symbolice Sklawinów i Skandów miała poczesne miejsce. W runicznych kalendarzach podkreślana podwójnie.
We Włoszech uważana za pechową na zasadzie: 17 = XVII = vixi = „żyłem” = „już nie żyję”.
Jedną z własności matematycznych tej liczby jest to, że stanowi ona sumę pierwszych czterech liczb pierwszych i sama jest liczba pierwszą: (2 + 3 + 5 + 7 = 17). Stanowi ona także sumę cyfr swojego sześcianu:  17 do potęgi 3 = 4913 - 4+9+1+3 = 17 :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/17_(liczba)

Od  czasów rzymskich Włosi uznają 17 za liczbę tajemniczą, pechową i złowróżbną. Wydaje się jednak, że tradycja ta sięga czasów wcześniejszych.
Już Plutarch pisał: Egipcjanie powiadają, że śmierć Ozyrysa zdarzyła się w siedemnastym dniu miesiąca, kiedy księżyc w pełni najwyraźniej zaczął ubywać. Przeto pitagorejczycy nazywają ten dzień „barierą” i żywią wstręt do tej liczby.
Innym wytłumaczeniem tej szczególnej niechęci może być zdarzenie z czasów panowania cesarza Augusta. W czasie wojny z plemionami germańskimi (9 r. n.e.) trzy pułki,  17., 18. i 19., zostały podstępnie zwabione na moczary przez wojska Arminiusza i doszczętnie wybite. Utraciły też swoje pułkowe orły. Kilka lat później Germanik odzyskał orły pułków 18. i 19., ale orła pułku 17. nie udało mu się odnaleźć. Nigdy nie sformowano nowego pułku o tym numerze.
Wiele lat później (w 1799 r.) Napoleon Bonaparte odłożył o jeden dzień zamach stanu planowany początkowo na piątek 17 brumaire’a (w kalendarzu gregoriańskim to 8 listopada), twierdząc, że „tylko głupcy wyzywają nieznane”.
Takiej irracjonalnej numerofobii poddają się nie tylko jednostki, ale i całe społeczeństwa, uwzględniają ją w działaniach marketingowych poważne międzynarodowe koncerny.
We Wrocławiu nie ma tramwaju nr 13.
W większości włoskich hoteli nie ma pokoju o numerze 17, nie ma też 17. piętra (a jeśli jest, to znajdują się tam wszystkie biura, przynajmniej dyrekcja hotelu może pokazać gościom, że nie jest przesądna)
W samolotach Alitalia żaden fotel nie ma numeru 17.
Model samochodu Renault 17 był sprzedawany Włochom jako model 177.
W języku szwedzkim słowo oznaczające 17 „sjutton” jest przekleństwem.
http://www.mmm.uni.wroc.pl/archiwum/mmm13/zabobony.pdf

W numerologii 17 to liczba niezredukowana. Oznacza intuicję, wyobraźnię, siłę kreatywną. Zainteresowania mistyczne i okultystyczne. Łatwość przyswajania „nauk tajemnych”. Rozumienie symbolicznego sensu świata.


Cóż, zrobiło się starożytnie, mistycznie i matematycznie... :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Umniejszanie wartości, czyli prywatny mobbing

                                                                                  ilustracja: internet

Mobbing to termin wywodzący się z języka angielskiego od wyrazu „mob”, co oznacza tłum, natłok, banda, hałastra, mafia, motłoch, pospólstwo oraz napastowanie i obleganie. Mobbing oznacza prześladowanie podwładnego lub współpracownika w miejscu pracy. Terminu mobbing w odniesieniu do zachowań występujących w grupach społecznych użył jako pierwszy szwedzki naukowiec Peter-Paul Heinemann. Mobbing zazwyczaj ma na celu lub skutkuje: poniżeniem, ośmieszeniem, zaniżeniem samooceny lub wyeliminowaniem albo odizolowaniem pracownika od współpracowników. Wiele form stosunków międzyludzkich ma dokładnie taki charakter i nie tylko w pracy. Umniejszacz to określenie spopularyzowane przez Jaya Cartera, autora książki pt. „Wredni ludzie”, jednak zamiast umniejszacz zastosuję nazwę mober, wydaje mi się właściwsza.
 Mober uderza przede wszystkim w samoocenę. Na pierwszym planie rzekomo uznaje zdolności, potencjał i osiągnięcia, a w rzeczywistości złośliwymi uwagami i irracjonalnymi zachowaniami wprowadza chaos we wzajemne stosunki. Jest wykwalifikowanym manipulantem, ponieważ ktoś wcześniej dał mu niezłą szkołę takiego zachowania. Mogli to być rodzice, inne osoby z bliskiego otoczenia lub nauczyciele.
Zachowanie mobera będzie z początku polegało na uwidacznianiu wad i minimalizowaniu zalet. Postara się zostać powiernikiem, nawet na długie lata, tylko po to żeby zodbyć nad kimś kontrolę. Mober jest zwykle postacią introwertyczną i na pozór spokojną, nawet zrównoważoną, co podkreśla wielokroć, rysując i utrwalając taki właśnie swój wizerunek, by ewentualne zarzuty pod jego adresem, kiedy otoczenie zauważy jego machinacje, nie miały żadnego punktu oparcia. Jest  Słońcem w Centrum i posiada władzę absolutną. Kiedy otoczenie słucha i potakuje podsycając uwielbienie biciem pokłonów, jest łaskawy, gdy ktoś mu się sprzeciwi, niszczy go niczym tornado. Zawsze jest osobowością dyssocjalną, najczęściej typu kalkulatywnego z upośledzeniem związków, w których relacje opierają się na przydatności innych do własnych celów, powierzchowności, ignorowaniu konwencji społecznych. Wyróżnia go zubożenie życia psychicznego kompensowane przez narcyzm.
Te skrzętnie ukrywane cechy wychodzą czasem na jaw, kiedy mober „się zapomina” i nasz „przemiły człowiek” zamienia się we wrzeszczącego maniaka, którego nie znamy. Obserwując sytuację, ton głosu, gestykulację, użyte słownictwo, możemy mieć naprawdę wątpliwości, że to nasz przyjaciel. Przez chwilę staramy się to zbagatelizować, ale wątpliwości, kiedy już się pojawią, mają to do siebie, że nie wystarczy „przepraszam”, czy gumka, która wytrze niesmak. Zaczynają kiełkować, a wtedy przyglądamy się postaci mobera znacznie uważniej. Nie wierzymy jeszcze, lecz już wiemy, że coś jest nie tak. Zapaliła się ostrzegawcza lampka, zadzwonił dzwonek. To przyglądanie się może potrwać. W trakcie zbierzemy jednak kolejne „dowody”.  Przestaniemy więc słuchać mobera i ufać mu, a lekceważące traktowanie zacznie być na tyle uciążliwe, że stracimy ochotę na wzajemne kontakty. Nie damy się też więcej uwieść demagogicznym argumetom w stylu: „Przecież wiesz, że cię lubię”, bo bez przerwy powtarzane: „Mylisz się! Mylisz się! Mylisz się!” przestanie być intro do dyskusji i wymiany zdań, a stanie się oświadczeniem: „Mam cię gdzieś”.
Normalny czlowiek jest świadomy, że inni ludzie mają swoje poglądy i sądy i potrafi to zaakceptować. Przyjmuje więc, że czasami ktoś inny ma rację, a on sam może się mylić, ale nie mober. Jeśli zdarzy się, że ktoś mu dokuczy, uzna to za błahostkę, oświadczy, że nie przywiązuje do tego wagi, natomiast osobę, którą takie zachowanie słusznie oburzy, obarczy winą za „zbytnie branie do siebie”.
 Prawa i obowiązki mobera są zawsze inne niż prawa i obowiązki zwykłego śmiertelnika.
Narzędzia stosowane przez mobera to argumentowanie wybiórcze i względne, dostosowane do własnych potrzeb i tresowanie polegające na zachowywaniu równowagi pomiędzy kijem a marchewką, by to pierwsze nie wydawało się zbyt bolesne, a to drugie wystarczająco słodkie w minimalizowaniu skutków jego działań.
Pozorne lekarstwa na mobera
Humor, szacunek, sympatia, profesjonalizm, uznanie, dyplomacja, cierpliwość, dyskrecja, stanowczość  w przypadku osobowości niereformowalnej są niestety tylko chwilowymi przystankami w pogarszaniu relacji, po przejściu których dochodzimy do sedna i przestajemy się z moberem cackać a zaczynamy stosować gorzkie pigułki. Umniejszenie wartości mobera, zachowania manipulacyjne żywcem wyjęte z jego przeszłości, używanie tych samych wyrażeń w dyskusji, obrażanie prowadzi jedynie do eskalacji i frustracji a w rezultacie do zerwania stosunków. Posługiwanie się jego bronią jest równie nieskuteczne, bo na ten typ osobowości nie ma żadnego lekarstwa.
Mober zawsze będzie dla zwykłego śmiertelnika obciążeniem, typem nieodpowiedzialnym, mającym prawo zamknąć dyskusję bez argumetacji stwierdzeniem „Nie chce mi się”. Oczernia on postawy pozytywne, stwarząjc wokół siebie aurę moralisty z wyższej półki. Jego wola jest ostateczna i bezdyskusyjna. W efekcie jest podstępnym niszczycielem degradującym innych, kwintesencją zła, czystej wody EGOmaniakiem bez sumienia, posługującym się mechanizmami kontroli otoczenia. Mober stanowi najgroźniejszy z archetypów, którego odsłanianie daje szansę, aby się przed nim uchronić. Jest energetycznym wysysaczem, mordercą duszy.
Mechanizmy mobera
Projekcja – przenoszenie odpowiedzialności za swoje wlasne uczucia na kogoś innego
„Myślę, ze mnie nie lubisz.”
Oskarżyciel obciąża cię odpowiedzialnością za to, za co absolutnie nie odpowiadasz = KONTROLA. Gdy ktoś aatakuje cię za coś, czego nie zrobiłeś, projektuje swoje emocje na ciebie jak na ekran kinowy, bo to właśnie on cię nie lubi.
Osąd
„Jesteś zawzięty”
Ja mober tak uważam więc cała reszta bez wątpienia zgodzi się ze mną. Powoduje to przygnębienie osądzanego, jest krzywdzące i zaniża jego samoocenę, budząc też sprzeciw. Najważniejsze jest jednak to, że osądzany czuje się odpowiedzialny za udowodnienie, że nie jest tak jak twierdzo mober = KONTROLA.
Manipulacja
„Deszcz pada”
„Uważasz, że jest brzydka pogoda?”
Charakterystyczny dialog, kiedy mober wykorzystuje myśl zawartą w wypowiedzi do włożenia w czyjeś usta i umysł tego, czego ta osoba nie powiedziała, ani nie pomyślała, a co jest niezbędne, by wykazać, że jest ona negatywnie usposobiona = KONTROLA.
Niejawny atak
„Chyba się na mnie nie obrazisz ... ?” spyta mober z troską w głosie, używając słodkich słów i wyjaśnień, pod którymi ukryje niechęć i pogardę, okazując swoją wyższość, że tak sprawnie może powiedzieć ci coś nieprzyjemnego. Obrazisz się? = KONTROLA.
Zakaz
„Nie waż się tak do mnie mówić”!
W przyjacielskiej rozmowie takie wykrzyknienie jest nie do pomyślenia, ale mober zastosuje je w przypadku, kiedy zawiodą inne jego metody i logika. Zrezygnuje wtedy z manipulowania i zastosuje gwałtowny zakaz. Osoba, na której dokonuje się eksperyment, poczuje się jak pięciolatek = KONTROLA.
Sprzeczne sygnały
„To, że jesteśmy przyjaciółmi, nie upoważnia mnie do ciągłego kadzenia” powie mober, dając ci do zrozumienia, że darzy cię sympatią ale... W jego mniemaniu przyjaźń to wytykanie, oczywiście z troski i sympatii. Pozornie przekazuje ci pozytywne informacje, a realnie obezwładnia podsuwaniem ci pod nos i wyolbrzymianiem tego, co uważa za twoje wady. Jeśli mu uwierzysz = KONTROLA.
Podpuszczanie z przerywaniem
„A co tam u... ?” zadaje pytanie mober, pozornie odwracając uwagę i od ciebie i od siebie. Kieruje rozmowę na inne tory, by po chwili przerwać pytaniem uzupełniającym w stylu: „A więc w dalszym ciągu się kłócicie?”. Przedstawia cię celowo w złym świetle, żeby za chwilę zmienić temat, potem powtarza sytuację, wracając do pierwotnego pytania. Działa szybko, dla zmylenia twojej uwagi i pozostawia cię z natłokiem nie wypowiedzianych myśli = KONTROLA.
Podbudowywanie i spychanie w dół
Taktyka komplementu i krytyki polega na uśpieniu czujności.
„Świetne buty” powie mober, by po krótkiej wymianie opinii spytać: „Byłeś u lekarza?” Negatywna odpowiedź jest tym, na co czeka. Skrytykuje twoją opieszałość w trosce o twoje zdrowie, nawiązując po drodze do innych niezrealizowanych przez ciebie planów, i nie zdziw się, jak usłyszysz o czymś sprzed wielu lat. W ten sposób ściągnie cię w dół = KONTROLA.
Sytuacja bez wyjścia
Podła i podstępna sztuczka mobera polega na tworzeniu sytuacji bez wyjścia. Postawi cię na pozycji, w której będzie źle, jeśli coś zrobisz, i również będzie źle, jeśli tego nie zrobisz. Sowoduje to twoją bezradność = KONTROLA.
Dobra rada
„Myślę, że powinieneś utrzymywać dobre stosunki z ludźmi, bo możesz potrzebować ich pomocy”.
Kiedy usiłujesz wyjaśnić, że nie po to utrzymujesz dobre stosunki z ludźmi, aby ich w przyszłości do czegokolwiek wykorzystać, mober obrazi się, ponieważ poczuje, że odkryłeś jego sposób postępowania. Głośno temu zaprzeczy, jakoby tak właśnie działał i uzna, że nie jesteś wart  jego przyjaźni, ponieważ masz o nim TAK złe zdanie.
Toksyczność
Jeśli coś osiągniesz, nauczysz się języka, zmienisz z powodzeniem zawód, ludzie docenią twoje umiejętności i wiedzę, mober podkreśli twoje słabości, wypomni dawne błędy i uzna, że nareszcie dla odmiany udało ci się przypadkiem coś pozytywnego, ale nie jest to aż TAK istotne. Zazdrość o te dokonania spowoduje, że publicznie zastosuje mechanizm deprecjacji twierdząc, iż „wymądrzasz się” albo „robisz wykłady”.
 -----------------
Uzna również, że nie byłbyś dobrym psychologiem, ponieważ jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że masz świadomość wszystkich jego zachowań.

Tekst oparty na książce Jaya Cartera pt. „Wredni ludzie” i własnych doświadczeniach