jakby to był skarb? tak, cały czas gonię, za czym? za niedoścignionym. nie zależy mi tylko na niej samej, zależy mi na przeżyciu, doznaniu, zasmakowaniu, poczuciu jej wewnątrz, jak by to było światło tysiąca słońc; zanim wszystko zszarzeje, zanim się domknie, zanim zasnę... nie chodzi o wypicie kieliszka wina, chcę mieć całą winnicę, od samego początku, kiedy w ziemi nie ma jeszcze ani jednego nasiona, pielęgnować, sycić oczy zielonymi liśćmi, potem się zatracić w bachanaliach owoców, potem wreszcie odpocząć upijając się winem, zanurzyć się w jego zapachu i smaku; nie wystarczy mi liść, pragnę drzew, nie chcę jednej kropli ale oceanu, nie majowy deszczyk ale gwałtowna burza, jeśli chłód, to taki, od którego wszystko zamarznie, a jeśli ogień to nie płomyk świecy... śmiać się kolcami róż, cierpieć z powodu czerwieni ich płatków, płakać sukniami tancerek flamenco, z miłością wmieszaną w krew, czując w żyłach jej rwący nurt;
ściany pokoju powinny jednak być niebieskie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Miło.., ooo, :(, :), ?, 0%:, @... und so weite
Miłość nie polega na nieustannym forsowaniu swoich racji i zmuszniu partnera do śmierci za życia, pac i mucha nie żyje, nie bzyczy, nie prowokuje myśli o tym, gdzie przedtem była; nie jest również wieczną kłótnią, po której strony rzucają się sobie w ramiona i przepraszają oferując dozgonne uczucie; kocham cię więc, ale dwie minuty temu wylałem/łam na ciebie dwa wiadra brudnej wody. To nie miłość. Nie możemy również mówić o niej wtedy, kiedy rozglądamy się nieustannie po okolicy, żeby znaleźć sobie jakieś ciepłe miejsce, do którego wskoczymy zawsze wtedy, kiedy zapragniemy; tylko nie w sobotę, Boże Narodzenie, sylwestra czy wakacje... No, wtedy zostajemy w domu, bo przecież kochamy naszego partnera, prawda? Kochamy go tak bardzo, że nie możemy oprzeć się pokusie uciekania co jakiś czas w inne ramiona, inny zapach, do innego głosu... Miłość nie jest również ciągłym oczekiwaniem na spełnienie naszych oczekiwań; to nie gwiazdka z nieba, złota rybka albo wygrany kupon lotto czy szczęśliwy sms; oczekujemy przeważnie tego, czego „nasza miłość” nam nie daje. Ciągłego głaskania, wielokrotnego mantrowania „kocham cię”, wpatrywania sie w nas jak w obraz i zaspokajania; niezniszczalności, świeżości, wieczności... Wyimaginowana przez media, literaturę czy inną sztukę stała się zbyt piękna, idealna i współcześnie niemal nieosiągalna; stoi na piedestale przypominając Matkę Boską – część z nas ma nieodparte przeczucie, że jest fikcją, a reszta zastanawia się, jak to możliwe, że jednak są tacy, którzy w nią wierzą.
Przez całe życie byłam kochana na „nie”, na „tak” nie wystarczyło ani miejsca, ani czasu. Jak mogę mieć inne zdanie o miłości? Byłam kochana w sposób arogancki, odgórny, nie znoszący sprzeciwu, zimny. Dla mojego dobra ci, którzy kochali, byli gotowi połamać mi nogi, żebym nie szła, zamknąć mnie w wieży, żebym nikogo nie spotkała, kazać leżeć krzyżem, żeby wybić mi z głowy zwyczajne pragnienia o czułości, oddaniu, wzajemności czy tej niezwykłej chwili, kiedy ludzie spotykają się, żeby położyc głowę na czyimś ramieniu i zapamiętać to na całe życie; taki własny bezcenny obraz ogrzewający ducha i ciało w długie listopadowe wieczory, grudniowe zamiecie, styczniowe wichury, lutowe zaspy, marcowe roztopy... Okupiłam moją miłość przeświadczeniem, że jest zła, niepotrzebna, fałszywa i kłamliwa. Pod skórą czułam, że uczono mnie nieprawdy, ale jakaś mała cząstka, może kwant mnie, został przekonany, że nauki mogą być prawdziwe. Ambiwalencja zasiała ziarno. Choć nie pielęgnowane, jakimś sposobem urosło, przekształciło się w suchy kłujący badyl, wyrywany wielokrotnie z korzeniami i ciągle odnawiający swój cykl. Perz mojej miłości. Chwast wiary, nadziei, zaufania. Error.
Przez całe życie byłam kochana na „nie”, na „tak” nie wystarczyło ani miejsca, ani czasu. Jak mogę mieć inne zdanie o miłości? Byłam kochana w sposób arogancki, odgórny, nie znoszący sprzeciwu, zimny. Dla mojego dobra ci, którzy kochali, byli gotowi połamać mi nogi, żebym nie szła, zamknąć mnie w wieży, żebym nikogo nie spotkała, kazać leżeć krzyżem, żeby wybić mi z głowy zwyczajne pragnienia o czułości, oddaniu, wzajemności czy tej niezwykłej chwili, kiedy ludzie spotykają się, żeby położyc głowę na czyimś ramieniu i zapamiętać to na całe życie; taki własny bezcenny obraz ogrzewający ducha i ciało w długie listopadowe wieczory, grudniowe zamiecie, styczniowe wichury, lutowe zaspy, marcowe roztopy... Okupiłam moją miłość przeświadczeniem, że jest zła, niepotrzebna, fałszywa i kłamliwa. Pod skórą czułam, że uczono mnie nieprawdy, ale jakaś mała cząstka, może kwant mnie, został przekonany, że nauki mogą być prawdziwe. Ambiwalencja zasiała ziarno. Choć nie pielęgnowane, jakimś sposobem urosło, przekształciło się w suchy kłujący badyl, wyrywany wielokrotnie z korzeniami i ciągle odnawiający swój cykl. Perz mojej miłości. Chwast wiary, nadziei, zaufania. Error.
piątek, 8 kwietnia 2011
Ty
więc marzę o tym, żebyś miał ciało; niezbyt muskularne, raczej smukłe, gładkie. kiedy na ciebie spojrzę, chcę zobaczyć jak światło gubi się w załamaniach ud, pach czy brzucha; będzie dobrze kiedy przywłaszczysz sobie kolor kawy; długo palona ciemnieje z czasem i doprawdy staje się czarna; uszy powinieneś mieć kształtne, średnie, nie małe; martwią mnie małe uszy, mógłbyś mnie nie usłyszeć; szyja niezbyt długa, schodząca łagodnie do pleców, tutaj tatuaż; słońce między łopatkami dodaje ci sił, oznacza, że możesz stać się potężny; ramiona proporcjonalne, w których mnie zmieścisz, pierś nieco umięśniona, tylko tyle, żebym czuła jej opór, możliwe, że leciutko widoczne żebra i małe wgłębienie pod mostkiem; koniecznie; talia szczupła, zwarta, brzuch lekko zapadnięty, kiedy leżysz i można ci się przyglądać bez zwracania uwagi na to, jak długo to trwa; uda nazbyt krępe, nogi długie, w końcu znakomicie biegasz; łydki i kostki szlachetnie szczupłe; stopy zbyt jasne od spodu, palce godne najczulszych pieszczot; oczy; oczy musisz mieć migdałowe, proporcjonalne, z nieco wschodnią powieką, wpływem mieszania ras; w przeciwieństwie do ust; te zaś miej najpiękniejsze; półotwarte w oddechu, szeptach i pragnieniu wypowiedzenia tylko jednego słowa: jeszcze; górna warga nieco większa i grubsza od dolnej, jakby wydęta w dziecinnym grymasie; usta nieregularne, na które patrząc mogłabym wyobrazić sobie dreszcz pocałunków czy perwersji; skłonne i skłaniające, umieszczone w twojej twarzy tylko z jednego powodu, żebym mogla przyłożyć do nich swoje i trwać tak bez oddechu albo oddychając tobą; pośladki zwarte z zagłębieniami po bokach; powinnam, przylegając do nich ciasno i idealnie jak kamień do kamienia, pływać bezpiecznie po tych oceanach, o których nikt nie słyszał albo uchylając rąbka tajemnicy nurkować jak poszukiwacz skarbów w szczelinach i jaskiniach; dłonie o palcach długich i delikatnych, nie takie jak dłonie dzieci, inne; łagodnie przebiegające po klawiszach, żeby wydobyć z instrumentu nieznane brzmienie czy drażniące napięte struny do momentu pęknięcia; chwytliwe, wirtuozerskie, nie dające zasnąć; rozdzierające; pępek nieco wypukły, skarbiec propozycji ukrytych przejść i ścieżek, z których nic nie sprowadzi mnie na inne drogi; kompas twojego ciała do drzewa życia; penis prosty i gładki; afrykański wojownik z ksiąg podróżniczych; dumny zdobywca i zdobywany, którego siła tkwi w przebudzeniu; protoplasta tajemnych inicjacji, trochę zbyt bolesny z powodu rozmiaru, ale łagodnie perswadujący, by zrealizować uzurpatorskie zamierzenia; władca niewybieralny, samozwańczy dyplomata łagodnych posunięć i gwałtownych taktycznych zmian; nos szerszy niż wskazują na to inne dane, prosty; chrapy tylko trochę rozdęte, możliwe, że oczekujące nowych zapachów, doznań z nieznanych obszarów, przygotowany na wszelkie poznanie; kiedy sie śmiejesz, wiele obiecujący;
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Pustka - modlitwa o inną miłość
proszę o wypełnienie pustki - jest we mnie ogromna i bezkresna jak step, jest we mnie naga i zimna jak grób, jest we mnie śliska i mokra jak deszcz, jest we mnie czarna i niewidzialna jak noc
nie umiem z nią współistnieć, jest mi obca, odbiera uczucia, krzyżuje plany, powoduje, że chcę ich nie mieć, zabiera powietrze, zatrzymuje wpół schodów, u-nie-ru-cha-mia
splątuje włosy jak wodorosty, spycha na morze sargaassowe, wyjście staje się niemożliwe a ucieczka mało realna; zamyka więc oczy, uszy zasypuje piaskiem, zakleja usta, brakuje powietrza nawet na powierzchni...
śpiew syren mnie dogania, nie chcę go słyszeć i nie chcę wiedzieć o czym śpiewają, nie! nie pojade kolejny raz, chciałam, ale nie widzę sensu
proszę więc o wypełnienie pustki
inną miłością
nie umiem z nią współistnieć, jest mi obca, odbiera uczucia, krzyżuje plany, powoduje, że chcę ich nie mieć, zabiera powietrze, zatrzymuje wpół schodów, u-nie-ru-cha-mia
splątuje włosy jak wodorosty, spycha na morze sargaassowe, wyjście staje się niemożliwe a ucieczka mało realna; zamyka więc oczy, uszy zasypuje piaskiem, zakleja usta, brakuje powietrza nawet na powierzchni...
śpiew syren mnie dogania, nie chcę go słyszeć i nie chcę wiedzieć o czym śpiewają, nie! nie pojade kolejny raz, chciałam, ale nie widzę sensu
proszę więc o wypełnienie pustki
inną miłością
piątek, 1 kwietnia 2011
Irytacja
stan irytacji nie jest wcale najgorszy - mnie zwykle prowadzi dalej i dalej, przez złość i wściekłość do niezwykle pozytywnych wyników :) wystarczy, że się wkurzę i natychmiast w moimi życiu pojawiają się pozytywne efekty; owszem, jestem wrażliwa na ludzką krzywdę, ale z każdym rokiem coraz mniej, jasne że potrafię kochać, ale dziś z pozycji obserwatora przyglądam się uważnie takiej sytuacji i wnioskuję: dostanę może w tyłek czy nie? jak się zanosi na nietrwałość i lipę - odchodzę nie czyniąc sobie krzywdy, niedokładne zakochana w dowolnym momencie mogę wrócić do swojej rzeczywistości. Patrząc z dystansu na zaręczynowy pierścionek, czuję że dobrze się stało, perspektywa pokazuje mi możliwości, które mam w dalszym ciągu i ograniczenia, którym mogłabym teraz podlegać, gdyby nie zdrowy rozsądek, który spowodował pogrzebanie miłości. Może ktoś powiedzieć, że to chore, może ktoś ubolewać, że "jestem sama", wolno mu, ale i mnie wolno, ba, mam obowiązek chronić się przed wykorzystaniem czy obłudą...
niezbyt wiele pracy przede mną, muszę wybrać nowy kierunek... to jest przynajmniej uczciwe, uczciwsze niż "kocham cię" czy jakiś chory ślub po to, żeby się zniewolić do reszty.... bzdet
nie muszę jeść tortu codziennie, bo od tego zaczyna mdlić :)
niezbyt wiele pracy przede mną, muszę wybrać nowy kierunek... to jest przynajmniej uczciwe, uczciwsze niż "kocham cię" czy jakiś chory ślub po to, żeby się zniewolić do reszty.... bzdet
nie muszę jeść tortu codziennie, bo od tego zaczyna mdlić :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




