stan irytacji nie jest wcale najgorszy - mnie zwykle prowadzi dalej i dalej, przez złość i wściekłość do niezwykle pozytywnych wyników :) wystarczy, że się wkurzę i natychmiast w moimi życiu pojawiają się pozytywne efekty; owszem, jestem wrażliwa na ludzką krzywdę, ale z każdym rokiem coraz mniej, jasne że potrafię kochać, ale dziś z pozycji obserwatora przyglądam się uważnie takiej sytuacji i wnioskuję: dostanę może w tyłek czy nie? jak się zanosi na nietrwałość i lipę - odchodzę nie czyniąc sobie krzywdy, niedokładne zakochana w dowolnym momencie mogę wrócić do swojej rzeczywistości. Patrząc z dystansu na zaręczynowy pierścionek, czuję że dobrze się stało, perspektywa pokazuje mi możliwości, które mam w dalszym ciągu i ograniczenia, którym mogłabym teraz podlegać, gdyby nie zdrowy rozsądek, który spowodował pogrzebanie miłości. Może ktoś powiedzieć, że to chore, może ktoś ubolewać, że "jestem sama", wolno mu, ale i mnie wolno, ba, mam obowiązek chronić się przed wykorzystaniem czy obłudą...
niezbyt wiele pracy przede mną, muszę wybrać nowy kierunek... to jest przynajmniej uczciwe, uczciwsze niż "kocham cię" czy jakiś chory ślub po to, żeby się zniewolić do reszty.... bzdet
nie muszę jeść tortu codziennie, bo od tego zaczyna mdlić :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz