wtorek, 26 kwietnia 2011

Dzień cytatów

Multa renascentur, quae iam cecidere cadentque, Quae nunc sunt in honore. - Horacy
Wiele z tego, co jest ukryte, powstanie, i wiele zapadnie się z tego, co dzisiaj czcimy.

Nauka jest sztuką tworzenia zręcznych iluzji; głupcy w nie wierzą lub polemizują z nimi, mądry człowiek zaś napawa się ich pieknem i pomysłowością, zdając sobie jednocześnie sprawę, że są to stworzone przez ludzi zasłony, za którymi kryje się mroczna otchłań nieznanego. - Carl Gustav Jung

Nowe poglądy naukowe nie triumfują poprzez pokonanie oponentów, którzy nagle dostrzegają światło, lecz raczej dzięki temu, że owi oponenci w końcu umierają, a w ich miejsce wyrasta nowe pokolenie, z tą prawdą już oswojone. - Max Plank

Istnieje zasada, odporna na wszelkie dane, odporna na wszelkie argumenty, która niezawodnie utrzymuje człowieka w wiecznej ignorancji. Tą zasadą jest potępienie, zanim przystąpi się do badania. - Herbert Spencer

Z najlepszymi życzeniami dla tych, którzy nauczyli się mówić tylko: - Cześć, jak leci? i zadowalają się odpowiedzią: - W porządku. sądząc, że to, w czym biorą udział jest prawdziwe, sensowne, mądre i nieszkodliwe...

sobota, 23 kwietnia 2011

W poszukiwaniu

jakby to był skarb? tak, cały czas gonię, za czym? za niedoścignionym. nie zależy mi tylko na niej samej, zależy mi na przeżyciu, doznaniu, zasmakowaniu, poczuciu jej wewnątrz, jak by to było światło tysiąca słońc; zanim wszystko zszarzeje, zanim się domknie, zanim zasnę... nie chodzi o wypicie kieliszka wina, chcę mieć całą winnicę, od samego początku, kiedy w ziemi nie ma jeszcze ani jednego nasiona, pielęgnować, sycić oczy zielonymi liśćmi, potem się zatracić w bachanaliach owoców, potem wreszcie odpocząć upijając się winem, zanurzyć się w jego zapachu i smaku; nie wystarczy mi liść, pragnę drzew, nie chcę jednej kropli ale oceanu, nie majowy deszczyk ale gwałtowna burza, jeśli chłód, to taki, od którego wszystko zamarznie, a jeśli ogień to nie płomyk świecy... śmiać się kolcami róż, cierpieć z powodu czerwieni ich płatków, płakać sukniami tancerek flamenco, z miłością wmieszaną w krew, czując w żyłach jej rwący nurt;


ściany pokoju powinny jednak być niebieskie...

czwartek, 14 kwietnia 2011

Oczekując...

w pierwszej modlitwie wyczekujesz
błogosławieństw
szaleństwo nadchodzi niezapowiedziane
kiedy nie możesz go znieść musisz upaść
by nie pragnąć już młodych piersi
w spokoju stając się starą kobietą
/tum. z kirundi/

obcinam włosy bo się siebie nie wstydzę, golę czaszkę... stan bezpieczeństwa odmierzam liczbą rolek papieru toaletowego tkwiących w szafce w łazience. kobieta jest gatunkiem zagrożonym - oddzielana od siebie wysokim murem, traci twórcze możliwości, więc cały czas muszą zachowywać czujność, inaczej skończę w szambie. splądrowana, spalona, zrównana z ziemią. podporządkowana prawom wykreowanym dla zadowolenia innych. kiedy przylepiono mi na czole kartkę z napisem „zła”, bo za wszelką cenę chciałam uciec od reguł obowiązujących i niezdarnych, od sztywnych głupich przekonań i od trupiego smrodu ludzi w nie wierzących, stałam się taka naprawdę. widziałam ten film, czytałam tę książkę, płakałam nad obrazem i wtedy, kiedy słyszalam dźwięki muzyki. nie, nie na zewnątrz. w środku. pewne rzeczy są dla mnie bardziej niż oczywiste, nie mogę ci ich wyjasnić, skoro słyszysz o nich pierwszy raz...




poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Miło.., ooo, :(, :), ?, 0%:, @... und so weite

Miłość nie polega na nieustannym forsowaniu swoich racji i zmuszniu partnera do śmierci za życia, pac i mucha nie żyje, nie bzyczy, nie prowokuje myśli o tym, gdzie przedtem była; nie jest również wieczną kłótnią, po której strony rzucają się sobie w ramiona i przepraszają oferując dozgonne uczucie; kocham cię więc, ale dwie minuty temu wylałem/łam na ciebie dwa wiadra brudnej wody. To nie miłość. Nie możemy również mówić o niej wtedy, kiedy rozglądamy się nieustannie po okolicy, żeby znaleźć sobie jakieś ciepłe miejsce, do którego wskoczymy zawsze wtedy, kiedy zapragniemy; tylko nie w sobotę, Boże Narodzenie, sylwestra czy wakacje... No, wtedy zostajemy w domu, bo przecież kochamy naszego partnera, prawda? Kochamy go tak bardzo, że nie możemy oprzeć się pokusie uciekania co jakiś czas w inne ramiona, inny zapach, do innego głosu... Miłość nie jest również ciągłym oczekiwaniem na spełnienie naszych oczekiwań; to nie gwiazdka z nieba, złota rybka albo wygrany kupon lotto czy szczęśliwy sms; oczekujemy przeważnie tego, czego „nasza miłość” nam nie daje. Ciągłego głaskania, wielokrotnego mantrowania „kocham cię”, wpatrywania sie w nas jak w obraz i zaspokajania; niezniszczalności, świeżości, wieczności... Wyimaginowana przez media, literaturę czy inną sztukę stała się zbyt piękna, idealna i współcześnie niemal nieosiągalna; stoi na piedestale przypominając  Matkę Boską – część z nas ma nieodparte przeczucie, że jest fikcją, a reszta zastanawia się, jak to możliwe, że jednak są tacy, którzy w nią wierzą.
Przez całe życie byłam kochana na „nie”, na „tak” nie wystarczyło ani miejsca, ani czasu. Jak mogę mieć inne zdanie o miłości? Byłam kochana w sposób arogancki, odgórny, nie znoszący sprzeciwu, zimny. Dla mojego dobra ci, którzy kochali, byli gotowi połamać mi nogi, żebym nie szła, zamknąć mnie w wieży, żebym nikogo nie spotkała, kazać leżeć krzyżem, żeby wybić mi z głowy zwyczajne pragnienia o czułości, oddaniu, wzajemności czy tej niezwykłej chwili, kiedy ludzie spotykają się, żeby położyc głowę na czyimś ramieniu i zapamiętać to na całe życie; taki własny bezcenny obraz ogrzewający ducha i ciało w długie listopadowe wieczory, grudniowe zamiecie, styczniowe wichury, lutowe zaspy, marcowe roztopy...  Okupiłam moją miłość przeświadczeniem, że jest zła, niepotrzebna, fałszywa i kłamliwa. Pod skórą czułam, że uczono mnie nieprawdy, ale jakaś mała cząstka, może kwant mnie, został przekonany, że nauki mogą być prawdziwe. Ambiwalencja zasiała ziarno. Choć nie pielęgnowane, jakimś sposobem urosło, przekształciło się w suchy kłujący badyl, wyrywany wielokrotnie z korzeniami i ciągle odnawiający swój cykl. Perz mojej miłości. Chwast wiary,  nadziei, zaufania. Error.


piątek, 8 kwietnia 2011

Ty

więc marzę o tym, żebyś miał ciało; niezbyt muskularne, raczej smukłe, gładkie. kiedy na ciebie spojrzę, chcę zobaczyć jak światło gubi się w załamaniach ud, pach czy brzucha; będzie dobrze kiedy przywłaszczysz sobie kolor kawy; długo palona ciemnieje z czasem i doprawdy staje się czarna; uszy powinieneś mieć kształtne, średnie, nie małe; martwią mnie małe uszy, mógłbyś mnie nie usłyszeć; szyja niezbyt długa, schodząca łagodnie do pleców, tutaj tatuaż; słońce między łopatkami dodaje ci sił, oznacza, że możesz stać się potężny; ramiona proporcjonalne, w których mnie zmieścisz, pierś nieco umięśniona, tylko tyle, żebym czuła jej opór, możliwe, że leciutko widoczne żebra i małe wgłębienie pod mostkiem; koniecznie; talia szczupła, zwarta, brzuch lekko zapadnięty, kiedy leżysz i można ci się przyglądać bez zwracania uwagi na to, jak długo to trwa; uda nazbyt krępe, nogi długie, w końcu znakomicie biegasz; łydki i kostki szlachetnie szczupłe; stopy zbyt jasne od spodu, palce godne najczulszych pieszczot; oczy; oczy musisz mieć migdałowe, proporcjonalne, z nieco wschodnią powieką, wpływem mieszania ras; w przeciwieństwie do ust; te zaś miej najpiękniejsze; półotwarte w oddechu, szeptach i pragnieniu wypowiedzenia tylko jednego słowa: jeszcze; górna warga nieco większa i grubsza od dolnej, jakby wydęta w dziecinnym grymasie; usta nieregularne, na które patrząc mogłabym wyobrazić sobie dreszcz pocałunków czy perwersji; skłonne i skłaniające, umieszczone w twojej twarzy tylko z jednego powodu,  żebym mogla przyłożyć do nich swoje i trwać tak bez oddechu albo oddychając tobą; pośladki zwarte z zagłębieniami po bokach; powinnam,  przylegając do nich ciasno i idealnie jak kamień do kamienia, pływać bezpiecznie po tych oceanach, o których nikt nie słyszał albo uchylając rąbka tajemnicy nurkować jak poszukiwacz skarbów w szczelinach i jaskiniach; dłonie o palcach długich i delikatnych, nie takie jak dłonie dzieci, inne; łagodnie przebiegające po klawiszach, żeby wydobyć z instrumentu nieznane brzmienie czy drażniące napięte struny do momentu pęknięcia; chwytliwe, wirtuozerskie, nie dające zasnąć; rozdzierające; pępek nieco wypukły, skarbiec propozycji ukrytych przejść i ścieżek, z których nic nie sprowadzi mnie na inne drogi; kompas twojego ciała do drzewa życia; penis prosty i gładki; afrykański wojownik z ksiąg podróżniczych; dumny zdobywca i zdobywany, którego siła tkwi w przebudzeniu; protoplasta tajemnych inicjacji, trochę zbyt bolesny z powodu rozmiaru, ale łagodnie perswadujący, by zrealizować uzurpatorskie zamierzenia; władca niewybieralny, samozwańczy dyplomata łagodnych posunięć i gwałtownych taktycznych zmian; nos szerszy niż wskazują na to inne dane, prosty; chrapy tylko trochę rozdęte, możliwe, że oczekujące nowych zapachów, doznań z nieznanych obszarów, przygotowany na wszelkie poznanie; kiedy sie śmiejesz, wiele obiecujący; 


czwartek, 7 kwietnia 2011

Na Wewe - Ty też (Kirundi)

W upadającym społeczeństwie, sztuka, jeśli jest autentyczna, musi również odzwierciedlać upadek, i o ile nie chce zatracić swej funkcji społecznej, sztuka musi pokazywać, że świat jest zmienny. I pomagać go zmieniać.
Ernst Fisher
Zawsze zastanawiałam się po co sztuka ma mieć funkcję społeczną? Uważałam, że wystarczy jak "mam ciary" i już. Teraz mnie to nie satysfakcjonuje. Całkowicie, panie Fisher, się z panem zgadzam. Nie interesuje mnie wytwór artystyczny jeśli nie zawiera płaczu, krzyku, wściekłości, wstydu, zrywania paznokci... Może się zestarzałam i potrzebuję większego kopa niż kiedyś, może już nie wystarczają mi tylko kolory i pragnę kształtu; szkieletu, który w miarę wzrastania procesu twórczego zaczynają oplatać mięśnie, który wreszcie pokrywa skóra... To dość dziwaczne, ale skonstatowałam, że nic mi nie idzie w kwestii tworzenia, kiedy nie cierpię... A tak, jak jest dobrze, przestaje mnie pchać do działania, cofam się, spokojnieję, w głowie pusto, buja mną jak na ogromnym morzu kisielu, w którym się nie utopię i którego nie przepłynę... A wtedy zaczynam kląć, przeklinać, wyrzucam z siebie jaszczurki i węże; z sykiem spadają na podłogę i zapełniają mój świat jak w horrorze, rozpuszczają się gdzieś pod podłogą zapładniając mnie impotencją... jak by były zesłane;
I w takich momentach znajduję coś co mną wstrząsa. Hotel Rwanda, Lord of War, Beyond Borders albo Na Wewe...Znowu zaczynam kląć...




Kto jest Hutu, a kto jest Tutsi?