niedziela, 24 stycznia 2010

list

witaj przyjaciółko
jesteś jak ja, jestem jak ty...
jak skrzypce bez strun, gitara bez gryfu jak ciało w gorącze, zapach kwiatów w ogrodzie i uryny w ulicznym rynsztoku, z sercem nagim, pod rajską palmą, uwięziona
aj, paloma, zagraj mi na trąbce, weź za rękę, jeśli nie można dalej iść, trzeba skoczyć
łzy
wzrusza mnie poparzony pies; przecież to nieprawda, poparzony pies wywołuje we mnie wściekły ryk; muszę wykrzyczeć to poparzenie, pewnej niedzieli na ulicy w havanie; żywy organizm, ledwie oddycha; wzruszać mogą małe kotki na urodzinowej pocztówce, którą przysłała mi gerda; ach, gerda i jej kocia miłość; nie, to mnie nie wzrusza;
więc dlaczego płaczesz, kiedy patrzę ci w oczy?
bo widzisz, jesteś kawałkiem poparzonej mnie;
czuję jak słońce pali strupy, jak śmierdzi zaropiała rana, jak drażnią pchły i głód, jak nadchodzi obłęd... nie oczekuję niczego chcę tylko wyć; w pustą przestrzeń przed nami, rozedrzeć dźwiękiem eleganckie frazy konwencji, roztrzaskać chiński mur, zatopić titanica;
nie obchodzą mnie kursy walut, nie obchodzą mnie rewolucje, tylko twoje oczy i krew z twoich łap;
powoli zbieramy się do odjazdu, sztorm przybiera na sile. w tydzień po naszym wyjeździe Ike zmiecie prawie jedną trzecią Wyspy do morza. 195 km/godz., trójka w pięciostopniowej skali Saffira-Simsona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz