
Ponad dwumilionowa stolica Kuby, to wiadomo, Wikipedia udostępnia też inne podstawowe informacje. Dla mnie jednak nie to jest najważniejsze. Kiedy zamykam oczy i wracam na jej ulice, czuję dotyk skrzydeł motyla na policzku. W uszach brzmi też jej koncert. Nieustanny szum miasta podsycany przez szum morza i chlupot fal rozbijających się o Malecon. Ukradła mi serce. W jakiejkolwiek chwili szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego, nie znajduję. Bo dlaczego nie Rzym, Paryż, Wiedeń.... Tylko królowa Karaibów, La Habana? Zainteresowała mnie sobą od pierwszego spojrzenia, jej dźwięczna nazwa i miłość jaką obdarzają ją mieszkańcy, jej oddech i bicie jej serca. Którejś niedzieli po południu postawiłam stopę na jej ulicach i.... poczułam, że jestem w domu. Mały Kolumb na nieznanym lądzie. Tylko ja wiem, że się nie pomyliłam.
Zmusiła mnie w ciągu ostatnich dwóch lat do wielu dziwnych rzeczy.... Zresztą to "zmuszenie" nie jest wcale nieprzyjemne. Od tamtej chwili żyję nieustannie śniąc o niej i rozmawiając jakby była najwierniejszą przyjaciółką. Nie ma dla mnie żadnej konkurencji, nie istnieje inna taka jak ona, żadna nie jest tak piękna i tak mądra. To nic, że nie rozumiem jeszcze wszystkiego, co do mnie mówi, wiem, że się nauczę, nauczę się jej słuchać i rozumieć. Chciałabym ją ocalić.... Może zresztą moja pomoc jest zbędna, silne kobiety jej nie potrzebują to one są światłem, przed którym ucieka mrok.
Już niebawem się spotkamy....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz