sobota, 13 marca 2010

policja, 4 marca, la habana, san lazaro


"słynny" dom z numerem 173 na san lazaro, policjant właśnie spisuje dane, ja palę i robię bezczelnie zdjęcie, nie mogę sfotografować policjanta przy pracy

podczas czekania na radiowóz udaje mi się jeszcze sfotografować powiewające z balkonu pranie w kolorze indygo

to, o czym piszę, dzieje się w czasie powstania tego zdjęcia
san lazaro
tego dnia, 4 marca, zostałam zatrzymana przez policję kiedy szłam z kubańskim przewodnikiem przez malecon i san lazaro.
przez prawie 2 godziny przeszliśmy przez ręce 10 policjantów, w radiowozie, na twardych czarnych siedzeniach "łady", czułam, że nie mogę oddychać. przewodnik mówił: "wszystko będzie dobrze". bardzo się bałam. byłam bezsilna jak zabawka wyrzucona w przestrzeń, która zawisła na drutach i sznurkach, której los jest nieznany (zdjęcie laleczki na drutach poniżej).
w rezultacie tego zdarzenia usłyszałam, już podczas rozmowy wyjaśniającej w komisariacie przy capitolu, że chodzenie z obcokrajowcem po ulicy nie jest dla kubańczyka przestępstwem (ale właśnie to było przyczyną zatrzymania) , dowód osobisty został zwrócony. mogliśmy wyjść na ulicę .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz