postanawiam dzisiaj .... nie dać się więcej i z całego serca, codziennie, będę dotrzymywać tej obietnicy. hmm, samotność może być całkiem przyjemna, jeśli się ją lubi. ja lubię.
poniedziałek, 8 lutego 2010
zaufanie
jednak ponarzekam, powiem tu, mogę powiedzieć właściwie tylko w tym miejscu z radością, że nikt nie przeczyta. a jak przeczyta? hmmm, nie moja sprawa. zaufanie to rodzaj ekshibicjonizmu wewnętrznego, polegającego na oddaniu tej części siebie, która jest przeznaczona tylko dla nas, drugiemu człowiekowi. oddajemy więc i ufamy, że.... nas nie wyrolują, nie wystawią do wiatru, nie przyprawią rogów, dotrzymają złożonych przyrzeczeń.... zwierzamy się z tajemnic nie wytrzymując ciśnienia, można za pieniądze, można za darmo, sęk w tym, że za pieniądze nas nikt nie słucha a jak za darmo, możemy się spodziewać, że na pewno dowie się o tym pół miasta.... może czasem podświadomie chcemy, by ktoś się dowiedział i dlatego się zwierzamy. w każdym razie ufność to słowo, które powinno zniknąć ze słownika, za pomocą wszechmocnej gumki "myszki". przyrzeczenia nie są dotrzymywane, wystawianie do wiatru nikogo nie dziwi, rogi rosną wyższe niż mount everest.... takie jest życie. i co najciekawsze w każdej z tych sytuacji człek, który zaufał winien jest, iż zaufał właśnie... hahahahahahaha co najmniej jak dziewczyna w krótkiej sukience latem, zgwałcona, bo społeczność uzna za podszeptem sprawiedliwego, że prowokowała. jeśli więc ufamy, kusimy los, wredny i zbereźny. a los się śmieje i pokazuje po raz setny i pierwszy, że nie powinniśmy. wyrolowani liżemy swoje rany samotnie, przysięgając, że już nigdy, z nadzieją w kąciku serca, że kiedyś spotkamy kogoś, kto nie zawiedzie. i dupa. oj tak, ona boli po kolejnych razach. ale niech tam, warto próbować? a może latem zamiast sukienek w kwiatki zakładać kombinezony narciarskie, może nie prowokować i zerwać wszelkie kontakty międzyludzkie? no bo, po co je mieć, jeśli założymy z góry stuprocentową nieufność?
niedziela, 24 stycznia 2010
codzienność

codzienność hawany to niezliczone przeciwieństwa bez końca. życie koncentruje się na ulicy. gdyby w hawanie w ogóle nie było domów, wszystko wyglądałoby jak zwykle.... zresztą brak domów jest bliski, po ike'u sporo się zawaliło, nie można sobie pozwolić na odbudowywanie czy remonty, nie ma czym, choćby chęć do tego była jak najlepsza. więc ulica to dom i szkoła, dla wielu praca. hawańczycy są dalecy od przedstawianego w mediach mitu ludzi uśmiechniętych i zadowolonych, którzy marzą o słońcu, spacerach brzegiem morza i tańcu. to ludzie dość smutni, zadumani... pochłonięci własnymi myślami. słońce, o którym marzę w dwudziestostopniowy mróz, mają na co dzień, morze, którego mnie, góralce niskopiennej, tak bardzo brakuje, niszczy rokrocznie ich życie, pochłaniając rzeczy i w dalszym ciągu ludzi, salsa, tak egzotyczna i radosna dla mnie, jest produktem, który można sprzedać... a 98-procentowa wilgotność powietrza i pora deszczowa od listopada do marca, kiedy nie ma się w co ubrać i zmarznięty przemyka ulicami, nie jest pożądana przez kogokolwiek. zresztą co tam wiatr czy cyklon, najgorszy jest brak nadziei. spotkani tu ludzie są życzliwi i przyjacielscy, na pytanie o samopoczucie zwykle odpowiadają, że czują się dobrze i są szczęśliwi. można w to wątpić lub nie...
list
witaj przyjaciółko
jesteś jak ja, jestem jak ty...
jak skrzypce bez strun, gitara bez gryfu jak ciało w gorącze, zapach kwiatów w ogrodzie i uryny w ulicznym rynsztoku, z sercem nagim, pod rajską palmą, uwięziona
aj, paloma, zagraj mi na trąbce, weź za rękę, jeśli nie można dalej iść, trzeba skoczyć
łzy
wzrusza mnie poparzony pies; przecież to nieprawda, poparzony pies wywołuje we mnie wściekły ryk; muszę wykrzyczeć to poparzenie, pewnej niedzieli na ulicy w havanie; żywy organizm, ledwie oddycha; wzruszać mogą małe kotki na urodzinowej pocztówce, którą przysłała mi gerda; ach, gerda i jej kocia miłość; nie, to mnie nie wzrusza;
więc dlaczego płaczesz, kiedy patrzę ci w oczy?
bo widzisz, jesteś kawałkiem poparzonej mnie;
czuję jak słońce pali strupy, jak śmierdzi zaropiała rana, jak drażnią pchły i głód, jak nadchodzi obłęd... nie oczekuję niczego chcę tylko wyć; w pustą przestrzeń przed nami, rozedrzeć dźwiękiem eleganckie frazy konwencji, roztrzaskać chiński mur, zatopić titanica;
nie obchodzą mnie kursy walut, nie obchodzą mnie rewolucje, tylko twoje oczy i krew z twoich łap;
powoli zbieramy się do odjazdu, sztorm przybiera na sile. w tydzień po naszym wyjeździe Ike zmiecie prawie jedną trzecią Wyspy do morza. 195 km/godz., trójka w pięciostopniowej skali Saffira-Simsona.
havana

Ponad dwumilionowa stolica Kuby, to wiadomo, Wikipedia udostępnia też inne podstawowe informacje. Dla mnie jednak nie to jest najważniejsze. Kiedy zamykam oczy i wracam na jej ulice, czuję dotyk skrzydeł motyla na policzku. W uszach brzmi też jej koncert. Nieustanny szum miasta podsycany przez szum morza i chlupot fal rozbijających się o Malecon. Ukradła mi serce. W jakiejkolwiek chwili szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego, nie znajduję. Bo dlaczego nie Rzym, Paryż, Wiedeń.... Tylko królowa Karaibów, La Habana? Zainteresowała mnie sobą od pierwszego spojrzenia, jej dźwięczna nazwa i miłość jaką obdarzają ją mieszkańcy, jej oddech i bicie jej serca. Którejś niedzieli po południu postawiłam stopę na jej ulicach i.... poczułam, że jestem w domu. Mały Kolumb na nieznanym lądzie. Tylko ja wiem, że się nie pomyliłam.
Zmusiła mnie w ciągu ostatnich dwóch lat do wielu dziwnych rzeczy.... Zresztą to "zmuszenie" nie jest wcale nieprzyjemne. Od tamtej chwili żyję nieustannie śniąc o niej i rozmawiając jakby była najwierniejszą przyjaciółką. Nie ma dla mnie żadnej konkurencji, nie istnieje inna taka jak ona, żadna nie jest tak piękna i tak mądra. To nic, że nie rozumiem jeszcze wszystkiego, co do mnie mówi, wiem, że się nauczę, nauczę się jej słuchać i rozumieć. Chciałabym ją ocalić.... Może zresztą moja pomoc jest zbędna, silne kobiety jej nie potrzebują to one są światłem, przed którym ucieka mrok.
Już niebawem się spotkamy....
niedziela, 17 stycznia 2010
wierzenia
Santeria wywodzi się z tradycyjnych wierzeń plemienia Yoruba. Jej nazwa pochodzi od słowa 'santo' - święty. Poza Brazylią, w której występuje kult zwany Candomble, istnieje jedynie na Kubie. Największymi ośrodkami santerii są Hawana, Matanzas i Santiago. W Hawanie skupia się głównie w dzielnicach Regla, Lawton, Guanabacoa i Marianao. Opiera się na wierze w jednego boga Olofi, którego upostaciowaną formą są Orishas czczeni tu na ziemi. Istnieje wielu Orishas, odpowiedzialnych za różne przejawy natury i dziedziny życia. Santeria nie posiada żadnych budynków, świątyń czy kapliczek, wszystkie obrzędy odbywają się w domach. Jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, towarzyszą jej wróżbiarstwo i magia. Zajmuje się tym babalawo – szaman, pośrednik w kontaktach z Orishas, który działa w imieniu Orisha Orula, boga odpowiedzialnego za przepowiednie.
Uroczystości Santerii odbywają się z wielu powodów, może to być przyjęcie nowego członka do społeczności santeros, nadanie patronatu Orisha, przyjęcie święceń, dni Orisha. W miejscu ceremonii buduje się ołtarz, gdzie składane są dary. Podczas tańca i śpiewów, które są jednym ze sposobów oddawania czci Orishas, przy dźwiękach poświęconych bata (charakterystyczny dwumembranowy bęben) osoby biorące udział w spotkaniu niejednokrotnie wpadają w trans, który traktowany jest jako stan błogosławiony. Santeros wierzą, że we wnętrzach bata zamieszkuje przejaw boskiej energii.
W santerii istnieje wiele symboli, tancerze wykonują określone gesty, ich mimika związana jest z Orisha, którego przedstawiają, podobnie kolory i krój strojów, atrybuty bóstwa, jak również pantomima, którą wyrażają mitologię danego Orisha.
Każdego roku 817-osobowa Rada Kapłanów Starszych Yoruba odczytuje, zgodnie z wielowiekową tradycją, Pismo Ifa, zawierające przepowiednie i zalecenia na dany rok. Jest to przekazywany z pokolenia na pokolenie niezwykle zawiły system interpretacji znaków i symboli, spisany w Świętej Księdze Ifa, zwanej też Dziełem Oddun.

Elegguá
Odpowiedzialny za początek i koniec, jest pośrednikiem, umożliwiającym komunikację z innymi Orishas, zaliczany jest do wojowników, przedstawiany jako dziecko w biało-czarnym lub czerwnono-czarnym ubraniu i słomkowym kapeluszu z zakrzywionym patykiem o nazwie garabato.

Oggún
Pan gór, metalu i kowalstwa. Ubrany w przepaskę z liści palmowych, z maczetą w kolorystyce zielono-czarnej

Ochosi
Pan lasu i łowiectwa, nie przypisuje mu się konkretnych kolorów, występuje z łukiem i strzałami porusza się konno.

Ochún
Władczyni słodkiej wody bogini słodyczy, piękna, miłości i pieniędzy. Jej kolorem jest złoty lub żółty, atrybuty to lustro, wachlarz lub dzban miodu.

Yemayá
Władczyni mórz i oceanów, symbolizują ją kolory niebieski i biały, przypisano jej liczbę siedem.

Changó
Najsilniejszy wśród Orishas, pan ognia i burzy, władca piorunów, bębnów, muzyki i zabawy, uosabia męską atrakcyjność i siłę, odpowiadaja mu kolory - czerwony i biały oraz miecz i dwustronny topór.

Oyá
Władczyni wiatru zamieszkująca cmentarze, nie jest jednak boginią zmarłych, trzyma w dłoni ciemny koński ogon - iruke, a symboliczne kolory to zestawienie białego, pomarańczowego, czerwonego, niebieskiego i zielonego lub jedynie kolor liliowy czy karmelowy.

Babalu Ayé
Odpowiedzialny za wszelkie choroby i chorych, uzdrawianie, często nazywany San Lazaro, przedstawiany jako schorowany starzec o kulach z trzcinową miotełką, która oczyszcza chorych.

Obatalá
Jeden z najważniejszych Orishas, przyjmuje się, że jest stwórcą ludzi i wszystkich Orishas, a santeros nazywają go władcą głów, czasem jest kobietą, czasem mężczyzną, ubrany na biało, spokojny i poważny z białym końskim ogonem - iruke.

Osaín
Włada kolorami i mocą ziół, bez lewej nogi i prawego ramienia, z jednym uchem większym, dzięki czemu wszystko słyszy, przypisano mu tęczowe kolory.

Los Ibeyis
To para bliźniąt, złączonych pępowiną, są opiekunami dzieci, odpowiadają za szczęście i fortunę, uważani za patronów hazardu.
Romeo

naprawdę nazywa się Aditya "Romeo" Dev, ma 21 lat i mieszka w Pendżabie, 80 cm wzrostu, 9 kg wagi.... jest niezwykły. kiedy się urodził ważył 700 g. rodzina była przekonana, że to klątwa. jego matka nie wiedziała jak się nim zająć. rósł powoli i był pośmiewiskiem. żeby go chronić rodzina zatrzymywała go w domu. Siedział w pokoju i oglądał telewizję. postanowił nauczyć się tańczyć, zaczął ćwiczyć w siłowni. nie przejął się "normalnymi" którzy go wyszydzali. z pogodą ducha i wewnętrznym przekonaniem dążył do celu. wkrótce zaczął zarabiać dwukrotnie więcej niż jego ojciec - nauczyciel. rodzina mówi, że jest skarbem i że są szczęśliwi, że jest z nimi. jest pogodnym, radosnym człowiekiem, który łatwo nawiązuje kontakty, wzbudza sympatię i pragnie zostać tancerzem - tyle z fimu dokumentalnego na tvp2 17 stycznia 2010
od siebie dodam, że wygląda na pogodnego człowieka, robi ogromne wrażenie, jestem pełna podziwu, bo ja potrafię tylko biadolić nad swoją normalnością, muszę zrewidować swoje JA, a najlepiej byłoby się go pozbyć....
piątek, 15 stycznia 2010
równowaga

to, co tracisz, odzyskasz, czasem tylko działa z opóźnieniem
dzisiaj dostałam bardzo dużo, choć nie spodziewałam się jakichkolwiek prezentów.... pozostaje podziękować i iść dalej
dziękuję więc, dziękuję, dziękuję
jestem wdzięczna, że mogłam sprawić komuś przyjemność i przyjąć jego podarunek
możliwe więc, że wszystko układa się lepiej niż sobie to wyobrażam i że nie jest tak szare jak wygląda na pierwszy rzut oka
dziś pomyślałam, że w gruncie rzeczy wszystko jest tak jak ma być, nie jet kwestią do rozstrzygania czy dobrze czy źle, to wartościowanie nie ma sensu
Subskrybuj:
Posty (Atom)
