poniedziałek, 29 maja 2017

Gołąb i jastrząb, czyli relacje międzyludzkie

Są ludzie, których należy unikać. Trzeba unikać, by zachować status quo i zdrowie psychiczne. Istnieje konieczność ich unikania w obawie przed utratą rozumu.  I nawet jeżeli  łączą nas z nimi relacje przyjacielskie, a szczególnie typu gołąb - jastrząb :)
Niestety  w spoleczeństwie każdy jest czyimś gołębiem w takim samym stopniu jak jastrzębiem. Problem tylko w tym, że jastrzębie to osoby z „ciemnymi” cechami osobowości. Stanowią dla innych spore zagrożenie i z pewnością nie powinniśmy obdarzać ich zaufaniem.
I nie oskarżaj jastrzębia, że jest jastrzębiem, po prostu odejdź, bo źle skończysz.
Amen






piątek, 26 czerwca 2015

Dwa lata w miejscu

Nie napisać przez prawie dwa lata ani słowa? A fe!
Dobrze, że można wrócić. nie ustalono jeszcze, po co wracać i czy istnieje możliwość powrotu, ale może...

Kiedy szalone kobiety muszą udawać normalne, potrzebują siły. Wróć. Kiedy jedna szalona kobieta udaje normalną, też potrzebuje siły.
Ona nie jest słaba i nigdy nie była. Jest tylko bezsilna. Możliwe, że jest zniszczona, zrujnowana i nie ma nadziei na to, że cokolwiek odbuduje.


Nie chce i nie lubi:
spotykać się
rozmawiać
przytulać
cieszyć się.
Nie umie:
cieszyć się
słuchać muzyki
tańczyć.
Chciałaby:
wrócić.
Wie:
że nie ma powrotu.

Jedno może obiecać (wyłącznie sobie) - będzie tu wracać i zostawiać ślady -  dopóki będzie.
Może nawet napisze o tych prawie dwóch latach, kiedy była gdzie indziej. Choć nie na pewno. Ma ogromne trudności z komunikacją.
Teraz jest... sama nie za bardzo wie gdzie.

niedziela, 13 października 2013

Jeśli kogoś swędzi, drapią go wszyscy, czyli walka z depresją


Poszukiwanie spokoju przypomina poszukiwanie żółwia z wąsami. Nie uda ci się go znaleźć. Ale kiedy twoje serce będzie gotowe, on sam przyjdzie i znajdzie ciebie. /Ajahn Chah/


1. „Zobacz, masz 40, 50 lat, czym ty się zajmujesz? Jesteś jakimś… robisz hamburgery w McDonald's, jesteś porażką, nieudacznikiem.”
Grzech główny – wytykanie WAD. My wytykamy wady innym, inni wytykają je nam.

To jest ssące [It sucks] :) Taka postawa wysysa całą radość i szczęście. Więc skąd ten cały negatywizm i wytykanie błędów się bierze? Otóż nasze mózgi tak zostały zaprogramowane od dzieciństwa, od szkoły i podwórka. Społeczeństwo jest tak wyprane, że ludzie naprawdę zaczynają wierzyć, w ten cały negatywny strumień wciskany siłą do ich mózgów. „Nie jestem wystarczająco piękna”. „Nie jestem wystarczająco atrakcyjna”. „Nie jestem wystarczająco inteligentny”. „Nie jestem wystarczająco..”, „Jestem gorszy..”. Ostatecznie wierzymy w to i kończy się to depresją, z tego powodu, że nie jesteśmy „wystarczająco” dobrzy.

2. Kiedy zrozumiesz, czym jest pożądanie, nie pożądaj tego, czego świat nie może ci dać. Trzymaj swoje pożądanie w granicach praktyczności, na miarę swoich możliwości. Bądź ostrożny, nie przeginaj z ambicjami. Kiedy to robisz, jest druga strona medalu, równie silna, jest nią frustracja, ale ponieważ mottem naszego społeczeństwa jest „możesz wszystko”, w większości przypadków okazuje się że nie jesteś zbyt dobry, nie starasz się zbyt mocno, idź na wykład Anthony'ego Robinsa, tak, ty też możesz być bogaty! TY możesz zdobyć partnera swoich marzeń, po prostu wbij sobie to do głowy, myśl o tym, wizualizuj sobie to i nigdy się nie poddawaj, musisz mieć wiarę w swoje marzenia i je osiągać! Matko, co za bzdury. Bądźmy szczerzy. Jaja sobie robię, ale w rzeczywistości naprawdę niebezpiecznie jest w takie coś uwierzyć, ponieważ kiedy coś się nie udaje, ludzie próbują mocniej. Stają się sfrustrowani, próbują jeszcze mocniej. A potem się wkurzają. Zbyt dużo gniewu na tym świecie.

3. Jeśli postawiłeś ścianę z 1000 cegieł i 2 są krzywo, a ty myślisz tylko o tych dwóch, a nie o 998 prostych – dostajesz depresji. Jeśli chcesz wyleczyć depresję myśl o 998 prostych cegłach. Tak więc depresję leczy się sposobem, w jaki patrzymy na rzeczy. Wiele samobójstw ma miejsce tylko z tego powodu, że ci ludzie widzą tylko dwie krzywe cegły, chcesz się zabić? Spójrz na 998 prostych cegieł.

4. Kiedy widzisz, jak sam postępujesz, rozumiesz, skąd się bierze depresja, ludzie przyciągają negatywne rzeczy, negatywne wspomnienia, wady, błędy i kolekcjonują to. Zapominamy o rzeczach pięknych, wartościowych i fajnych.

5. Było dwóch hodowców kur, jeden z nich poszedł do szopy, żeby zebrać produkty z ubiegłej nocy. Wziął koszyk i zebrał wszystkie kurze gówna, a jajka zostawił w szopie, żeby zgniły i przyniósł ten koszyk pełen gówna prosto do domu, zasmrodził cały dom, był bardzo głupim hodowcą kur. Ta historia ma sens więc słuchajcie dalej :). Drugi hodowca wziął koszyk, zebrał wszystkie jajka. Kupy zostawił, żeby wykorzystać je w przyszłości jako nawóz. Zrobił na śniadanie omlet z jajek dla swojej rodziny, a resztę sprzedał na targu. Sprytny hodowca kur tak właśnie powinien postąpić. Morał tej historii, jest taki, (opowiedział mi ją Ajahn Chah) jeżeli zbierasz wszystkie gówna ze swojej przeszłości i nosisz je wszędzie ze sobą, to co tak naprawdę nosisz? Jeśli zbierasz to co zrobiłeś wczoraj, czy dzisiaj, to co przynosisz do domu? Jesteś zbieraczem gówna czy zbieraczem jajek?.

6. Jeśli spotkasz kogoś z depresją zaopiekuj się nim, wiem, że działa to, że ktoś się tobą opiekuje.

7. Jeśli coś dobrze wykonasz, zasługujesz na pochwałę, masz ją wtedy odebrać i powiedzieć: „Dziękuję, to prawda, zrobiła(e)m to bardzo dobrze. Zasłużyłam na pochwałę!” Odmawiamy przyjmowania pochwał, tak zostaliśmy nauczeni. Jeśli kogoś chwalisz, musisz to robić co najmniej przez 15 sekund, żeby to do człowieka dotarło. Piętnaście pełnych sekund, zanim jego umysł to w ogóle odbierze. A krytyka? 1 sekunda wystarczy i już mamy reakcję. Stąd bierze się depresja. Nie odbierasz pochwał, tylko krytykę, ona wchodzi najszybciej. Więc jeśli chcemy zatrzymać depresję, zawsze kiedy ktoś mówi ci komplement, daje ci medal, odbierz go natychmiast.

8. Cierpienie jest pragnieniem, żeby być gdzie indziej niż się jest. Jeśli chcesz być gdzieś indziej niż jesteś, to się nazywa cierpienie i jak chcesz przezwyciężyć ten problem? Próby dotarcia gdzieś indziej są nieskończone, więc spędzasz całe życie, zmierzając dokądś zamiast bycia sobą tu i teraz. Koniec cierpienia jest wtedy, kiedy jestem tam, gdzie chcę być. Jeżeli chcesz, żeby coś było inne, cierpisz. Medytacja polega na tym, żeby po prostu pozwolić rzeczom być, takimi jakie są.

9. Gdy medytujesz twój umysł dostaje więcej energii, otępienie, przygnębienie znika. Dostajesz tyle energii, że depresja nie na prawa, NIE MA PRAWA bytu. Wiedz, że jasność, doskonałość, szczęście, zawsze idzie w parze z energią, zdajesz sobie sprawę, że źródłem depresji jest przepracowanie, przegrzanie mózgu, do tego stopnia, że nie ma tam już żadnej energii.

10. Nigdy nie pozwól wiedzy, aby przesłoniła ci prawdę i mądrość. Wiedza jest martwą koncepcją, tym co „powinieneś” zrobić, tym, co jest napisane w książce i jak zostałeś przeszkolony, a prawda jest tym, co stoi przed tobą TU I TERAZ w tej konkretnej sytuacji. To olbrzymia różnica.

11. Jeżeli mówisz komuś „weź się w garść” , ludzie czują się jeszcze bardziej winni i zaczynają się starać, ich stan się pogarsza i w efekcie czują się jeszcze gorzej.

12. TO MINIE – WSZYSTKO MINIE

Na podstawie transkrypcji wykładu Ajahn Brahm – Depresja

A medytować możesz.... WSZĘDZIE


piątek, 13 września 2013

Potrzeba Ciszy

Czasami potrzeba ciszy, żeby to, co z natury nieporządkowalne, samo się ułożyło...
Potrzeba nie siły do zmagań, tylko lekkości ptasiego puchu, by móc osiąść bezpiecznie na gałęzi
Potrzeba nie zgiełku miasta tylko szumu morza, szemrania ocierających się o siebie ziaren piasku

i Innego Człowieka

po to tylko

żeby

BYŁ


piątek, 9 sierpnia 2013

Być sobą

Nie jesteś nikim innym niż sobą

jeśli więc ktokolwiek traktuje cię źle lub niegrzecznie, nie dawaj mu satysfakcji, nie bądź NIM, pozostań SOBĄ - potraktuj Go DOBRZE

jeśli z jakiegokolwiek powodu Ktokolwiek będzie cię deprecjonował, ze wszystkich sił błogosław Mu

jeśli Kogoś naprawdę lubisz, życz mu ze szczerego serca wszystkiego najlepszego tak długo, aż przyniesie to realny efekt

Nie jesteś nikim innym niż sobą
i
tylko w ten sposób staniesz się WOLNY 



                                                                                                      Zdjęcie Internet

środa, 24 lipca 2013

El dolor



Ma wiele twarzy i wiele znaczeń... Choćby się było jak Usain Bolt, nie da rady przed nim uciec. I nie chodzi tylko o to, żeby.... wyprzedzić. A zawrócić? Gdybym zawróciła i tak znowu Go spotkam, a ja chcę, żeby odszedł.

Na ZAWSZE

Kiedyś pomagała zwykła kąpiel, zmywanie, szorowanie, odpuszczanie, porządkowanie... Teraz nawet największy wysiłek na tym polu daje mało widoczne rezultaty.
Kiedyś pomagało jedzenie. Coś smakowitego, ładnego i starannie przygotowanego. Teraz na myśl o jedzeniu robi się niedobrze, w gardle jest gruby węzeł a w żołądku kamień. Smaku brak.
Kiedyś można było złagodzić objawy alkoholem. Przynosił ukojenie, przyjemnie szumiał w głowie, jak sosny na wietrze i pozwalał odczuwać ulgę...
Kiedyś różowe lub niebieskie pigułki zaspokajały jego żarłoczność i działały jak płatki śniegu otulające zmęczoną czuwaniem ziemię.
Kiedyś seks, zmęczenie, działanie, praca...

Teraz - „serce w gipsie”

Ponieważ nie zawrócę ani nie wyminę i nie wyprzedzę, nadeszła pora, by.... porozmawiać.

Posłuchaj więc i zapoznaj się dokładnie z każdym słowem. Dowiedz się, jak bardzo Cię nie pragnę. Nie potrzebuję, nie chcę więcej czuć Twojej obecności. Nie mam dłużej ani czasu ani ochoty ulegać twoim zachciankom i chodzić na jakiekolwiek kompromisy. Drobne lub większe. Jest mi niezmiernie miło poinformować Cię, że to KONIEC.
Nie próbuj skradać się skrycie i podstępnie, nocą lub o świcie, czy za dnia, a także o zmierzchu. Nie przychodź, nie dzwoń, nie pisz sms ani maili, nie zawracaj sobie głowy kwiatami. Nie dołączaj bilecików w stylu: „Dobrze byłoby znowu cię spotkać”. Nie nabiorę się już na twoje wątpliwe znaczenie w moim życiu, na to, że gdziekolwiek się w nim pojawisz, koniecznie muszę poznać przyczynę, zbadać zależności i wysnuć wnioski.
Nie chcę z Tobą rozmawiać ani o przeszłości, ani o przyszłości. Jesteś podejrzanym terapeutą, dlatego masz oficjalny ZAKAZ WSTĘPU

Ogarnia mnie wesołość, kiedy patrzę, jak rozpływasz się w powietrzu, tracisz swoją fizyczność, nikniesz... Gwałtowne powstrzymywanie tego procesu, machanie rękami i udawanie tonącego na nic ci się już nie przyda. Nie ma dla ciebie ratunku, ponieważ zostałeś unicestwiony. Wieloletnia i nierówna walka pomiędzy nami właśnie dzisiaj się zakończyła.

PS. Szkoda, że tak długo wierzyłam, że by się ciebie pozbyć, muszę cię zaakceptować. Nic bardziej błędnego.  

wtorek, 9 lipca 2013

Los senderos sinuosos...


Przyjemność obcowania z żywymi ludźmi zaczyna być powoli nie do zniesienia. Pewnego dnia przychodzi bowiem konkluzja, że do tej pory byliśmy ślepi i nie dostrzegaliśmy rzeczy oczywistych.

Twoje przekonania stają się twoimi myślami
Twoje myśli stają się twoimi słowami
Twoje słowa stają się twoimi czynami
Twoje czyny stają się twoimi zwyczajami
Twoje zwyczaje stają się twoimi wartościami
A twoje wartości stają się twoim przeznaczeniem
/Gandhi/


Kiedy powstaje przekonanie, że nasz sposób życia jest jedynie prawdziwy i słuszny, słowa oddadzą to umniejszając innych, którzy mają inne przekonania, czyny wyrażą dezaprobatę dla innych, zwyczajem stanie się pouczanie, wartość powstanie z porównywania „moje” vs. „twoje”, gdzie „mam więcej” będzie znaczyło „mam lepiej”, a w rezultacie „jestem lepszy” i jedyne przeznaczenie jest już tylko takie, że konieczna wydaje się i lodówka z w której zamrażalniku woda przekształca się w lód jak i maszyna do robienia lodu.

Wartością przestaje być sama woda, staje się nią tylko fala. Trudno jednak złapać falę i się nie zamoczyć. Przecież nie można w dalszym ciągu jeść tylko zalewajki, skoro szwagier napycha się sushi i sashimi. Dlaczego na miłość boską zalewajka ma być gorsza? Przekonanie Japończyka, by otworzył w Tokio garkuchnię z zalewajką lub polskim żurem to dopiero byłoby coś, ale pochwała surowej ryby w kraju nad Wisłą zakrawa na infantylny idiotyzm.

Niech więc mnie żałują z jakiegokolwiek istotnego dla siebie powodu. Zdaję sobie sprawę, że jestem dla Nich tylko Innym Nikim. Pokraką i chwastem nie przystającym do równo przyciętego trawnika.
Ale proszę, by również zapamiętali, że nie chcę być dłużej protekcjonalnie poklepywana po plecach i obwiniana o to, że coś jednak mam.
Ładniejsze usta, mniejszy tyłek, albo inny sposób myślenia...

To, co myślą o mnie ci ludzie, to TYLKO ich sprawa.



Odchodzę do poezji lub prozy, pięknej muzyki, obrazów przedstawiających twarze z mądrymi oczami, do lasów deszczowych i krętych tropików, do kolorowych papug, kolibrów i tukanów, na zakurzone ścieżki, podążanie którymi interesuje już niewielu ... Cokolwiek tam spotkam, jest cenniejsze.

Na pewno.



wtorek, 2 lipca 2013

Santuario

Victor Crisostomo Gomez
artysta współczesny, Quechua, Lima, Perú 

dotyka ciała, oczu i twarzy, maluje zwątpienie i nadzieję, pamięć i doświadzczenie
prośbę, żeby nie zapominać
tworzy sekretny język, zrozumiały dla dzieci, papug i kolibrów...
tatuaże kobiet i mężczyzn przenikają przez skórę
splatają się z przedwieczną tkanką
to co było przedtem jest teraz
to co jest teraz było zawsze 





  












*  AZC -  Co skłoniło Cię, do rozpoczęcia pracy jako artysta?
Victor - Nasze cudowne istnienie, wolność wyboru nieskończonych możliwości, takich jakie daje wszechświat, pełen dróg, którymi możemy podążać.
* AZC -  Co cię inspiruje i jakiego tworzywa używasz w procesie powstawania twoich prac?
Victor - Natura jako śpiew życia i nadziei, każdy kawałek naszej Świętej Matki Ziemi, wszystkie ulotne chwile od świtu do nieskończonej nocy pełnej gwiazd. Pomysły czasami przychodzą same, z tego co mamy w naszej podświadomości, coś nabiera kształtu i przeobraża się w coś konkretnego, to może być twórczość artystyczna. Pomysł rodzi się z obserwacji tego wszystkiego, co jest wokół nas, przyrody; z głębi, jest kreatywnym spojrzeniem z lotu ptaka, spojrzeniem wolnym. Inspiracją jest to, co sprawia, że farba nie pytając mnie dlaczego, ani w jaki sposób, osiada na białym płótnie z pewnością, że wkrótce stanie się dziełem.
Rysunek zawsze jest pierwszym krokiem do stworzenia obrazu, przy wielu okazjach mieszam różne techniki, takie jak olej na akrylu. Poza tym w ogóle stosuję wiele warstw w różnych wibrujących  kolorach, które tworzą ostateczny kolor. Tworzenie każdego mojego obrazu to proces eksperymentalny.
* AZC  -  Jak określiłbyś swoją sztukę?
Victor - Między etniczną, dziedzictwem i nowoczesną. Nazwałbym to współczesnym ruchem proindiańskim.
* AZC - Czy podzielisz się sekretem o swojej sztuce, który  identyfikuje i wyróżnia  twoją twórczość?
Victor - Moje prace powstają z życia, które dzieje się wokół  mnie. Życie/obraz dzieje się z nieuchronną determinacją. Moim zamiarem, kiedy wyobrażam sobie tworzenie, jest to, żeby dzianie się było w ścisłej i płynnej relacji pomiędzy podstawą a kształtem. Mam na myśli relację pomiędzy „co” i „jak”?  To wyjątkowy akt bez sekwencyjności myślenia o uczuciu i odczuwania myślenia. Moja praca jest wahaniem rozumu i emocji. Drugim źródłem, z którego wypływa inspiracja,  jest twórczy impuls, może to być najbardziej niesamowita i niespodziewana rzecz, którą czasami można rozpoznać na pierwszy rzut oka, ale w niektórych przypadkach pozostaje ukryta i należy do tajemnicy życia. Czasami nawet sam autor nie wie, lub nie zdaje sobie sprawy z tego, kiedy dzieje się akt twórczy. Jestem malarzem, poświęciłem się studiowaniu różnych języków relacji emocjonalnych, kolorów, kształtów, rozmiarów, itp. Kreatywność przychodzi, gdy pojawiają się nowe znaczenia, kształty, kolory i inne, i to wszystko ma swoje własne życie związane z tworzeniem nowego świata, to wibruje  i wnika w nas, sprawia, że czujemy tę prawdę, która nami wstrząsa, to jest to, co sprawia sztuka.
* AZC - Co jest najśmieszniejszą rzeczą, jak kiedykolwiek ci się przydarzyła podczas obserwowania swojej pracy lub prezentowania jej?
Victor - Nie czuję wzruszenia, gdy widzę moje prace na wystawie. Prawdziwe emocje odczuwam w moim studio w  trakcie powstawania pracy, gdy istnieje zbieżność  między tym, czego ona wymaga, aby powstać,  a tym, co czuję wyrażając to.
* AZC - Jakie rady dałbyś komuś, kto dopiero zaczyna w  twoim zawodzie?
Victor - Najważniejsze i najbardziej cenne są  powołanie, cierpliwość, poświęcenie, i niepoddawanie  się przeszkodom. Uznanie przychodzi i nie można zapominać, że w każdej pracy wysyła się wiadomości  wiary, oczekiwania, nigdy nie można przestać marzyć,  nie można też pozwolić wpływać na siebie, ulegać naciskom z zewnątrz, należy myśleć o pozytywnych ideach, że można osiągnąć  pewnego dnia to, co chcesz, a ludzie docenią cię jako artystę i twoje prace znajdą się w galeriach sztuki.
* AZC - Co jest najtrudniejsze, co próbowałeś zrobić w  twoim zawodzie?
Victor - W tym globalnym świecie nic nie wydaje się trudne poza pojawianiem się wciąż nowych wyzwań.  Wierzę w to, że mogę wejść na rynek, który jest najbardziej konkurencyjny, nie tylko w sztuce, ale w  każdej dziedzinie, aby podzielić się i pokazać naszą  pracę. Mam nadzieję, że pewnego dnia Ameryka Łacińska i świat uświadomią sobie wielkie artystyczne  dziedzictwo, które zostawili nam nasi przodkowie.
* AZC - Co jest twoim największym osiągnięciem?
Victor - Posiadanie różnorodnego ducha bez flag,  granic, dotarcie do ludzkich serc i przynależność do nich.
* AZC - Gdzie i kiedy możemy zobaczyć twoje prace i rozwój twojej twórczości?
Victor - Moje prace są pokazywane na mojej stronie internetowej i w różnych wirtualnych galeriach,  Obecnie niektóre z moich ostatnich prac są pokazywane na Ekspozycji Sztuki Międzynarodowej w Arizona City.
* AZC - Chcesz coś jeszcze powiedzieć światu?
Victor - Każdy rodzaj ekspresji, w jakiejkolwiek formie, stawia nas w kontakcie z naszym wewnętrznym  istnieniem. Podzielmy się więc tą życiową energią z  innymi, jest to sposób, aby ją rozprzestrzeniać i  komunikować się, który czasami otwiera nieoczekiwane drzwi. Sztuka musi być dla wszystkich i musi być w zasięgu każdego.




poniedziałek, 1 lipca 2013

Zabawne...

...czy smutne?

Sama nie wiem. W końcu ja też wierzyłam... Kiedyś. Ale moja wiara wyczerpała się już dawno niczym bestialsko eksploatowane zasoby naturalne Trzeciego Świata. Obiektywnie, z punktu widzenia realisty, fizycznie pojmującego świat, uznaję: morza i lądy, skład chemiczny powietrza, rośliny i zwierzęta... Poza tym względność, względność... i jeszcze raz to samo.
Względnie uważna obserwacja różnorodnych zjawisk, wspierana przez proces analitycznego myślenia, poparta umiejętnością łączenia faktów w nieco innej niż standardowa perspektywie, pozwoliły mi zrozumieć, że właśnie perspektywa jest pojęciem zasadniczym.
Istotą perspektywy jest rzutowanie wszystkich punktów przestrzeni na płaszczyznę lub inną powierzchnię, względem pewnego punktu zwanego środkiem perspektywy. (...) Perspektywa jest najczęściej używanym i najbardziej naturalnym dla człowieka sposobem odwzorowania przestrzeni na płaskiej powierzchni. /wiki/
To bardzo klarowne wyjaśnienie. Sięgnijmy jednak do definicji słownikowej. Perspektywa to:
1. rozległy widok
2. to, co się daje przewidywać w przyszłości

3. odległość w czasie umożliwiająca właściwą ocenę zdarzeń
4. punkt widzenia, z jakiego coś jest przedstawiane lub oceniane

5. przedstawienie trójwymiarowych przedmiotów na płaszczyźnie, tak aby patrzący na rysunek miał wrażenie głębi
6. metoda odwzorowania figury geometrycznej na płaszczyźnie za pomocą prostych rzutujących o wspólnym wierzchołku /sjp/
Mnie interesują najbardziej punkty 3 i 4. Brak perspektywy w tym ujęciu lub jej 'nadmiar' sprawiają mi bowiem spory problem. Głównie w zwykłych, codziennych sprawach.

Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że perspektywa sześciolatka jest inna niż profesora uniwersytetu, niemniej perspektywy wielu różnych sześciolatków i wielu różnych profesorów także będą różne. Dlatego niepomiernie mnie dziwi, że w społeczeństwach unifikuje się perspektywę, tworząc wspólne dla grup punkty odniesienia i punkty widzenia. A co na to społeczeństwa? Ano nic. 

W wersji zunifikowanej mamy do czynienia z wyraźnym ograniczeniem perspektywy. Jeśli uwierzymy w jakąkolwiek tezę, np., że jednak pochodzimy od małpy i zaakceptujemy ten fakt, pozbawimy się możliwości dalszych dociekań, ale nasze życie stanie się leniwe, spokojne i bezpieczne. Rozległy widok nie będzie więc możliwy, a ocena zdarzeń zostanie zaburzona przez nałożony filtr.

W wersji indywidualnej natomiast istnieje niemal nieograniczona możliwość docierania do szczegółów, z których wnioski, nawet przerażające, będą stanowić jednak o rozwoju jednostki i staną się bazą do podejmowania właściwych decyzji w przyszłości.
Rozległy widok ma więc znaczenie niebagatelne. Nie tylko pozwala dostrzec więcej, ale też właściwie ocenić sytuację.

Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy przyjmują za pewnik to, co „się” powszechnie uznaje. Z perspektywy „dorożkarskiej szkapy” z klapkami na oczach widać naprawdę niewiele, ale... może to wygodniejsze? A na pewno łatwiejsze. Nie wysilać się, z rozleniwieniem ślizgać się po powierzchni i lawirować. Wygoda i lenistwo zdają się tu odgrywać decydującą rolę. Niechęć do uczenia się i poznawania to jednak zjawisko szkodliwe i groźne. Ignorancja, wytyczająca tylko jedną, dobrze znaną ścieżkę, po której poruszanie się jest bezpieczne. Czasem jednak prowadzi ona przed zamknięte drzwi, a brak klucza sprawia, że nie jesteśmy w stanie ich otworzyć.





  

wtorek, 15 stycznia 2013

Dime Dios si lo escuchaste...



Balsero que inmenso es el mar
Y que inmenso tu sueño no cabe en tu bote
Balsero había que renunciar
A ese tramo de tierra no te dieron tregua
Hermano no hay miedo a morir
Porque la libertad brilla en el horizonte
Hermano este tiempo feroz
Que nos tocó vivir no apagó tu sonrisa
No hay pasaporte en el mundo
Que premie a algún moribundo
Y qué pasó con los otros
Que no llegaron al muro
Quién pagará por tu vida
Balsero que no llegaste
Dime Dios si lo escuchaste
Llorar en la noche fría
Balsero es un tramo de sal
Que te puede tragar al final de este día
Balsero pero hay que llegar
Aunque el inmenso mar no te dé garantías
Hermano no pueden matar
El derecho a soñar tiene que haber salida
Hermano una sola es la vida
Y vivirla con miedo qué sentido tendría
No hay pasaporte en el mundo
Que premie a algún moribundo
Y qué pasó con los otros
Que no llegaron al muro
Quién pagará por tu vida
Balsero que no llegaste
Dime Dios si lo escuchaste
Llorar en la noche fría
Dime Dios si lo escuchaste
Llorar en la noche fría
BALSERO Amaury Gutierrez 
------------------
Balsero*, jak bezmierne jest morze
I jak bezmierne twoje marzenie, które nie mieści się w łódce
Balsero musiał zrezygnować
z tej cząstki ziemi, na której nie dano mu wytchnienia
Bracie, nie obawiaj się śmierci
Ponieważ wolność lśni na horyzoncie
Bracie, ten okrutny czas
Który nas dotknął nie zgasił twojego uśmiechu 

Nie ma na świecie paszportu 
który wynagradzałby jakiekolwiek umieranie
A co stało się z innymi
Którzy nie dotarli do muru
Kto zapłaci za twoje życie
Balsero, który nie dotarłeś do celu
Powiedz mi, Boże, czy go słyszałeś
Płaczącego zimną nocą 

Balsero jest ziarenkiem soli
którą możesz połknąć pod koniec dnia
Ale balsero musi dotrzeć
Chociaż bezmierne morze nie daje gwarancji
Bracie, nie mogą zabić
Prawa do marzeń musi być jakieś wyjście
Bracie, życie jest tylko jedno
A żyć ze strachem, jaki miałoby sens 

Nie ma na świecie paszportu 
który wynagradzałby jakiekolwiek umieranie
A co stało się z innymi
Którzy nie dotarli do muru
Kto zapłaci za twoje życie
Balsero, który nie dotarłeś do celu
Powiedz mi, Boże, czy go słyszałeś
Płaczącego zimną nocą
Powiedz mi, Boże, czy go słyszałeś
Płaczącego zimną nocą
* Balsero - termin ten jest używany w odniesieniu do Kubańczyków, którzy próbują dotrzeć do wybrzeży Stanów Zjednoczonych, przekraczając w domowej konstrukcji łodziach, na dętkach czy tratwach Cieśninę Florydzką w poszukiwaniu lepszych warunków życia.

la balsa (hiszp.) - tratwa

poniedziałek, 7 stycznia 2013

NOnkonformistyczne Status Quo

NOnkonformistyczne Status Quo, które pozwala unikać przykrych sytuacji jak m.in. ta z dowcipu o 'pożyczaniu kosiarki'
Dowcip o pożyczaniu kosiarki
Pewien facet chciał pożyczyć od sąsiada kosiarkę. W jego wyobraźni pojawiły się scenki, w których przewidywał możliwe odpowiedzi, wyobrażając sobie reakcję sąsiada na swoją prośbę: „Niestety, właśnie zamierzam w tej chwili skosić trawnik”, „Oh, jak mi przykro, właśnie się zepsuła” czy „Ja nigdy nie miałem kosiarki”. Kiedy więc zadzwonił do drzwi, przygotowany na odmowę, bez chwili zastanowienia wypalił: „A kosiarkę to se możesz w dupę wsadzić!”.
Nie wiemy, jaka była reakcja sąsiada i co zdarzyło się później, ale z żartu wynika co najmniej kilka wniosków  Po pierwsze - to, co nam 'się wydaje', wcale nie musi być prawdą, po drugie - zawsze można się pomylić w ocenie sytuacji lub osoby i po trzecie - najlepiej mieć własną sprawną kosiarkę. 

Czasami wydaje się nam, że ktoś jest JAKIŚ. Taki miły, kulturalny, towarzyski... ZONK Pan Kulturalny z naszego osiedla właśnie jest w wiadomościach jako psychopata lejący do nieprzytomności swoją żonę i dzieci, a z kolei Ten Mruk, co wygląda jak bandyta, może w rezultacie być nie tylko kulturalny czy inteligentny, ale nawet Bardzo Miły!
Ktoś Inny traktuje nas uprzejmie i po przyjacielsku, nawiązuje się nić porozumienia, wkraczamy w poufałość i znowu ZONK. Jeden nieuważny krok i spadamy w przepaść ostracyzmu, bo mamy inne majtki *.
* Pewien Japończyk popełnił samobójstwo z powodu tej właśnie społecznej przypadłości, jako że posiadał inne gacie! Historia opisana w książce „Pracowałem dla cesarza” Krzysztofa J.M. Czerkawskiego - polecam!
Pozory więc mylą i bardzo dobrze o tym wiemy, ale jak małe dzieci dajemy się wciąż nabierać. Wróć, nie, Małe Dzieci wcale nie dają się nabierać, mają silny instynkt samozachowawczy i swoimi małymi noskami wyczuwają oszustwo na milę. I to nasze społeczne normy zabijają ten instynkt, ucząc Małe Dzieci, żeby wierzyły pozorom, bo przecież ten Miły Pan nie może być pedofilem! Obawiać należy się hipisa, długowłosego, kloszarda, w skrócie - INNEGO... choćby był najuczciwszym i najmilszym człowiekiem na Ziemi.
Nie bez kozery sekty stosują werbunkową taktykę 'najbardziej przyjaznych ludzi na świecie, którzy wprowadzają cię do najserdeczniejszej grupy, jaką możesz sobie tylko wyobrazić'...
Ponieważ Małe Dzieci chcą być kochane przez bliskich i zasługiwać na wszystko, co najlepsze, są pilnymi uczniami, ba - zostają nawet prymusami w przyjmowaniu obiegowych poglądów i wyrastają na 'wyuczonych' wiecznie mylących się w ocenie innych. Przychodzi jednak moment, kiedy zauważają, że coś jest nie tak, bo może okazać się na przykład, że Śliczna Mamusia jest niezłą zdzirą, a ta uznana powszechnie przez wszystkich za Zdzirę, ma czułe serce, potrafi przytulić, nakarmić i chronić. Ot, życie...

1. Nie ufaj nikomu poza sobą samym
    Najmniej ufaj PROFESJONALISTOM, którzy mogą na tobie zarobić
2. Nie oceniaj ludzi według własnych kryteriów - ONI są na pewno INNI niż TY
3. Nie wierz w to, co niektórzy * ludzie mówią o sobie dobrego
    ZAPAMIĘTAJ: żaden Dyskretny Dżentelmen nigdy nie powie, że Jest  Dyskretnym Dżentelmenem
4. Nie przyjmuj niezobowiązującej pomocy ani prezentów od niektórych ludzi - to CYROGRAF!
5. Nie zwierzaj się niektórym ludziom - kiedy stosunki się zepsują (a pamiętaj, że psują się ZAWSZE)
    twoje 'złe' strony zostaną wykorzystane przeciwko tobie; jeśli chcesz zachować pozory, opowiadaj
    ostatni odcinek któregokolwiek serialu, zmieniając imię głównego bohatera na swoje własne.
6. Zawsze ustal własną cenę, którą możesz zapłacić za określoną relację z niektórymi ludźmi. Nie pozwalaj
    ponieść się fantazji, to najprostsza droga do PIEKŁA!
7. Nie zdradzaj swoich planów! 
8. Nie przyjmuj od niektórych ludzi Dobrych Rad - to co dobre dla nich, nie musi być dobre dla Ciebie.
9. Nie pozwól mówić, że jesteś GŁUPI! Oprotestuj z góry wszystkie negatywne komentarze
   na swój temat, NIKOMU nie wolno deprecjonować twojej niezaprzeczalnej WARTOŚCI!
10. Nigdy nie przejmuj się tym, co mówią o tobie INNI, ich opinia to Tylko Twoja Reputacja - możesz ją
    tracić i odzyskiwać, możesz mieć dobrą lub złą, możesz o nią dbać, ale i tak zawsze ktoś może ją
    zszargać. REPUTACJA jest ulotna, zmienna i nigdy nie zależy od Ciebie 

Życie to nie Partnerski Brydż, ale Gra w Szachy, niestety z przeciwnikiem!

I tak wszystkim nie zrobisz dobrze, prawda?

* niektórzy - słowo klucz; łatwo ich zidentyfikować, są bardzo szkodliwi.

                                                                                                                                            zdjęcie: internet

niedziela, 30 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku?

Już po sylwestrze. Po wybuchach, fajerwerkach, pijaństwach. Wreszcie cisza i spokój. Cała ta zadyma w końcu roku jest nie na moje nerwy. Wydawałoby się, sensowni umysłowo ludzie, jak zahipnotyzowani akurat tego wieczoru dostają małpiego rozumu i szaleją do upadłego przy okazji nierzadko zalewając się w trupa... Ale... dzięki bogu już środa i wracamy grzecznie do pracy, co oznacza również, że i do normalności. Po nocy sylwestrowej zostały bajzel na ulicach i wspomnienie kasy puszczonej z dymem... Niestety, bardzo smutne jest to, że tylko przez 362 dni. Potem, aż do końca świata, cały ten cyrk powtórzy się jeszcze po wielokroć. 
Nie cierpię sylwestra równie mocno jak innych podobnych okazji, co do których zostaliśmy przekonani, że musimy robić coś wtedy i tylko wtedy, kiedy wszyscy inni to robią, a nie wtedy kiedy nam się chce!
I jeszcze nie rozumiem, dlaczego większość w ogóle wierzy w jakiś Nowy Rok i w te wszystkie śmieszne rytuały...

                                                                                                                              Sydney, zdjęcie: Internet

                                                                                               Tajwan, zdjęcie: Internet

piątek, 21 grudnia 2012

W dniu końca świata...

...narysowałam choinkę, trzykrotnie wyszłam z psem, posprzątałam szafki, zrobiłam zakupy, zjadłam śniadanie i kolację, wypiłam drinka i przegadałam z M. cały wieczór... pogoda nie była nadzwyczajna, śniegu mało, mrozu sporo, za to chodzić po ulicach można normalnie; słuchałam ulubionej muzyki, chwilę myślałam o Hitchcocku, potem o Kowloon Walled City... usłyszałam kilka komplementów o swojej pracy (zdecydowanie zasłużonych);
wysłałam jednak kartki świąteczne, odebrałam także życzenia, wspominałam J. i jego pastorałkę sprzed lat, ale nie mogłam przypomnieć sobie słów;
namoczyłam śledzie, a jutro je przyrządzę, zrobię też kilka innych przysmaków;
najmocniej przepraszam, jeśli kogoś rozczarowałam, zwłaszcza tych, którzy kupili bilety na Arkę (nie chodzi o klub piłkarski Arka Gdynia)
pozdrawiam wszystkich, którzy czekali na Apokalipsę i... się nie doczekali
może następnym razem...

                                                                                                                                            zdjęcie: internet

piątek, 14 grudnia 2012

Trudności, czyli... Wesołych Świąt?


Dlaczego zwykle z końcem roku przychodzi taki czas, że wszystko jest trudne, albo nawet trudniejsze... Kiedy kończy się Stary a zaczyna Nowy, zawsze tylko po to, żeby znowu stać się Starym, czuję się oszukana.
Znowu nie sprzyja pogoda, znowu po ulicach nie da się chodzić... Widoczność maleje, przyczepność do podłoża spada, a wszyscy odpowiedzialni nagle zapominają, że spadnie śnieg, jakby cały rok żyli na równiku a nie w strefie umiarkowanej. Za to przygotowują zgoła odmienne atrakcje. Do kupienia za 'złotówkę' jest niemal wszystko, w promocji za 'zero' złotych następna część wszystkiego, wtedy i tylko wtedy konieczny jest nowy mebel, komputer, telewizor, dywan, płaszcz, nowe buty, fryzura, paznokcie, cokolwiek... Szał.
A mnie ogarnia wtedy... patologia świąt Bożego Narodzenia. Zima, nawet piękna, biała, skrząca się diamentowym połyskiem, wcale nie cieszy, kolorowe reklamy zżerają moją energię jak baśniowe smoki i powodują niechęć... Przed oczami mam wizję urobienia po łokcie rąk w ferworze świątecznych przygotowań, mycia okien, trzepania dywanów, polerowania mebli, uganiania się za karpiami, a potem stania po 10 godzin w kuchni, żeby wszystko obrać, ugotować, wysmażyć, pięknie przybrać... I paść.
Nie cierpię zakupów, w tłoku i ścisku, kiedy wszyscy dostają amoku, żeby koniecznie zaopatrzyć dom we WSZYSTKO w podwójnej albo poczwórnej ilości promocyjnej.... Od świątecznych promocji robi mi się niedobrze. W blichtrze i glamurze reklamowych złoto-czerwonych gazetek, telewizyjnych spotów, 'szalenie eleganckich' wystaw czuję się jak... w bagnie. Mam wrażenie, że jestem szczurem w labiryncie, nie mam wyjścia, jestem zmuszona do tego wszystkiego, co powinnam i muszę z tej corocznej okazji zrobić. Do brodzenia w grzęzawisku pomysłów na ubranie choinki, przybranie stołu, pakowanie prezentów... Do wysłuchania niezliczonych medialnych opowieści o 'magii świąt', co roku... tych samych.

Te Święta, tak rodzinne i bliskie, tak kiedyś ciche i spokojne, ciepłe, już dawno utonęły w rwącym wodospadzie chciwości, obżarstwa, głupoty i pychy.

Zanim nadejdzie tegoroczna Wigilia, zdążę się tym wszystkim tak bardzo zmęczyć, że najchętniej zasnęłabym na kolejny rok włącznie ze świętami. Chciałabym przespać te i wszystkie następne święta, wyjechać gdzieś, gdzie ich nie ma, żeby nie patrzeć na to, co z nich zrobiliśmy...

Kiedyś... były prawdziwe, teraz 27 grudnia zostaje tylko kac leczony głośnymi wystrzałami fajerwerków, które nie milkną do 2 stycznia... Coś zagłuszają?

                                                                                                                                    Zdjęcie: internet

środa, 28 listopada 2012

Miłość - El amor...



Sprawiedliwość bez miłości czyni człowieka twardym
Wiara bez miłości prowadzi do fanatyzmu
Władza bez miłości rodzi przemoc
Obowiązkowość bez miłości sprawia przykrość
Wychowanie bez miłości wywołuje sprzeciw
Mądrość bez miłości czyni przebiegłym
Uprzejmość bez miłości prowadzi do obłudy
Bogactwo bez miłości czyni chciwym
Prawda bez miłości wyzwala krytycyzm
Odpowiedzialność bez miłosci prowadzi do bezwzględności
Porządek bez miłości to drobiazgowość

Życie bez miłości...



La justicia sin amor te hace un hombre duro
La fe sin amor conduce al fanatismo
La autoridad sin amor engendra violencia
El deber sin amor causa el angustia
La crianza sin amor provoca a la oposición
La sabiduría sin amor hace un hombre astuto
La amabilidad sin amor conduce a la hipocresía
La riqueza sin amor te hace avaro
La verdad sin amor provoca la crítica
La responsabilidad sin amor conduce a la crueldad
El orden sin amor te hace pedante

La vida sin amor... 


niedziela, 25 listopada 2012

‘Ohana


‘Ohana to po hawajsku rodzina albo Wielka Harmonijna Rodzina. Dla Hawajczyków jest podstawą, zawsze najważniejsza, a jeżeli jej struktura staje się chwiejna, wtedy ludzie wzajemnie sobie pomagają.
Słowo ohana składa się ze słów ha, co tłumaczy się jako oddech lub też często jako życie; oha, które jako rzeczownik znaczy rozrastanie się, rozwijanie się, rozwój (jak u roślin), miłość, uczucie, a z kolei jako czasownik oznacza bujnie rosnąć, rozwijać się, witać. Zbliżone jest także słowo ho'ohana, co oznacza: działać, praktykować, angażować się, robić, rozwijać, produkować, stwarzać.
‘Ohana jest więc pojęciem szerokim, zawierającym w sobie nie tylko podstawowe znaczenie, ale także odniesienia do zachowań czy funkcjonowania w obrębie społeczności, a także podstawowej wartości, którą dla Hawajczyków jest filozofia aloha.
Hawajczycy wiedzą, że człowiek, aby mógł dzielić się szczęściem z innymi, najpierw sam musi być szczęśliwy. Potrzebujemy więc harmonii w fizycznej i emocjonalnej strukturze. Zasada rządząca współczesnym światem - samotność - była dla Hawajczyków niezrozumiała. W ich społeczności po prostu nie istniała.
Dzisiaj samotność jest najwyższym osiągnięciem. Jesteśmy uczeni przez nasze mocno zdziesiątkowane rodziny, że sami się rodzimy i sami umieramy, znajomi przekonują nas, że jak sami czegoś nie załatwimy, to nikt tego za nas nie zrobi, psychoterapeuci za nasze pieniądze przepisują tabletki lub oferują kolejne stopnie kursów, podczas których sami musimy zmierzyć się z naszymi demonami...
Te fałszywe przekonania wynikają z bezsilności współczesnego człowieka, który pozwolił sobie odebrać rodzinę i odizolować się od prawdziwych wartości. To bardzo skrótowe ujęcie, ale nie pozbawione racji. Odebranie rodziny spowodowało bardzo wiele czynników, które złożyły się na jej współczesny obraz, zwykle 2 + 0 lub 2 + 1 lub raczej 3 -1, bo większość „podstawowych komórek społecznych” jest rozbita. Spowodowały to przemiany społeczno-gospodarcze albo systemowe, boom gospodarczy i system pracy niewolniczej, gdzie rodzice nie mają czasu zajmować się nawet swoim jedynym potomkiem.
Policzmy: praca - 10 godz., dojazd i powrót - około 2 godz., inne obowiązki - dom, działka, sprzątanie, pranie, zakupy, naprawy, przyprowadzanie, odprowadzanie dzieci, zajęcia pozalekcyjne, wizyty lekarskie, dokształcanie, dodatkowe zlecenia... 2-4 godz. higiena - 0,5 godz., relaks – wiadomości, film, książka, mecz... - 1-2 godz., sen - 6 godz., czas dla dziecka - 0,5 godziny.
A gdzie wspólne czytanie książek, rozwiązywanie łamigłówek, zabawa, chodzenie do parku i do kina, na basen, zwyczajne bycie razem... Gdzie czas na radosny rozwój i na miłość?
A co, jeśli w ogóle nie ma rodziny? Dla Hawajczyka to... niemożliwe. Ale w naszym społeczeństwie jest tak bardzo często. Wtedy trzeba... szukać rodziny, samemu ją stwarzać, znajdować wśród pozornie obcych, nawiązywać kontakty z pomocnymi ludźmi. Kiedy nie ma rodziny, trzeba zakasać rękawy i ją sobie znaleźć. Może „babcię” dla dziecka, albo „ciocię”, „braci” lub „siostry”, przyjaciół, którzy pojadą z tobą do lekarza, jak nie dajesz rady albo nie masz auta, kogoś, kto zrobi zakupy, kiedy złamiesz choćby najmniejszy palec, chętnych do umycia okna, jak złapiesz zapalenie płuc, a czasem jedynie kogoś, kto odbierze telefon albo wpadnie na kawę i chwilę porozmawia...
Żyjemy w czasach, w których życie rodzinne i społeczne zmieniło się, nie do poznania (biorąc pod uwagę stan sprzed pięćdziesięciu lat). Gdy porównamy nasze zachodnie życie rodzinne i społeczne z tradycyjną polinezyjską kulturą życia rodzinnego ohana, wtedy wyda się ono niewypowiedzianie samotne i pełne napięć.
W naszej współczesnej społecznej rzeczywistości straciliśmy dużo z tego, co stanowi zdrową rodzinę i społeczeństwo. w przeciwieństwie do nas Polinezyjczycy zachowali bardzo głęboki szacunek dla ohana, gdzie otwarte serca i wspólny dom nie są wyjątkiem, lecz regułą. Właściwie jako odizolowane jednostki nie możemy odnosić sukcesów w miłości i świecie interesu. Jesteśmy z natury istotami socjalnymi, które potrzebują rodziny i społeczeństwa. Pod tym względem możemy dużo nauczyć się z tradycyjnej hawajskiej ohany. Na wyspach Pacyfiku istniało naturalne poczucie harmonii między jednostką i społeczeństwem. Była to harmonia, która stanowiła naturalne poszerzenie wewnętrznych pozytywnych uczuć jednostki wobec siebie samej, innych ludzi i przyrody.
Kala Kos, John Selby, „Moc aloha i wiedza huny. Klucz do hawajskiej wiedzy tajemnej”
 Dzisiaj w zamian mamy hałas, gonitwę i obowiązki, szum, pracę i spłatę kredytów, pokonywanie wielopoziomowych galerii handlowych, przeciskanie się przez korki, strach przed wylaniem na bruk, zaspokajanie niezaspokajalnych potrzeb szefa, mobing i stresss... W zgiełku, blichtrze, plastiku, silikonie, sztuczności zostaliśmy SAMI.
ALOHA!
                                                                                                                                                    zdjęcie: ja
Kiedy pierwszego popołudnia, zaraz po przylocie na Oahu, odpoczywałam zmęczona na ławce w parku w Honolulu, podeszła do mnie młoda hawajska policjantka. Wystraszyłam się, że może robię coś nie tak.. Pomyślałam: no ładnie, zaraz wyląduję na komisariacie i będę się tłumaczyć... Policjantka uśmiechnęła się i spytała czy może usiąść. Zagadnęła, co tu robię, czy jestem sama, kiedy i z kim przyjechałam, czy podobają mi sie Hawaje... Moje odpowiedzi nieco ją zdziwiły: przyjechałam, jestem i spędzam czas sama. Po chwili zastanowienia wyjęła mapę miasta i zaczęła mi pokazywać miejsca, gdzie odbywają się imprezy i spotkania, na których mogę poznać miłych ludzi, żebym... nie była SAMA! Skorzystałam z jej sugestii i wybrałam się na pokaz hula na wolnym powietrzu. Na pokazie poznałam sympatycznych Polaków z Kanady, a potem mieszkających w Honolulu od lat innych Polaków. Spotykana przez kolejne cztery dni na plaży czy spacerze policjantka uśmiechała się do mnie z daleka i machała na powitanie, bardzo zadowolona, że znalazłam na czas pobytu tutaj swoją ‘ohana.

piątek, 23 listopada 2012

Nie-ist-nie-nie

brakuje mi... mnie
znikam, rozpływam się w deszczu
rozpuszczam w chmurach
szeleszczę
i jestem
bezwietrznym, bezbarwnym, bezwonnym
dymem
żarem, który tli się jeszcze
zanim zostanie popiołem...

                                                                                                                                                    zdjęcie: ja


czwartek, 22 listopada 2012

Roy DeCarava


AUTOR











                                                                                                                                            zdjęcia: internet
http://www.aaregistry.org/historic_events/view/eyes-new-york-roy-decarava
http://en.wikipedia.org/wiki/Roy_DeCarava

wtorek, 20 listopada 2012

Listopady...

Potrzebuję słońca!!! I dużo wody. Wiatru, ciepła, beztroski... Kogo to? Muszę się poskładać. Jestem teraz z dziesiątków tysięcy małych puzzli. Kawałeczków włosów, które wypadły, złamanych kości, które się zrosły, ale pozostawiły ból, jestem z miliardów komórek, mitochondriów, rzęsków... Co mnie to? Zaburzenia. Zmęczenia. Nieprzespane noce. Telefony. Lekarze. Katalogi. Staplery. Szwy. Zdjęcia. Łzy. Pożegnanie...  I powitanie. To najcenniejsze.
Życie.
Listopady nie odpuszczają. Są mroczne, złośliwe jak trolle z dużymi czerwonymi nosami i smrodliwym oddechem. Kiedy tylko zauważą, że jakoś idzie, natychmiast dają o sobie znać. Natychmiast znajdują tysiące nierównych chodników, ostrych żywopłotów, twardych krawężników, splątanych sznurówek. To listopady. Niedobre, nieśmiertelne. Czarne. Ze świeczkami dymiącymi dla ukochanych, z szarością nieba. Listopady okrutne, porażające jak pioruny. Nie można nawet patrzeć w oczy. Wszystko jest obolałe i dojmujące, beznadziejne...
Wszystko wymaga zmagań i nadludzkiego wysiłku, wszystko się sprzeciwia. Brakuje koncentracji, brakuje powietrza. Nic nie można. Nie można nawet się upić. Choćby się bardzo chciało... Trzeba tylko stać. Nago. Bez odzieży i skóry, bez mięśni, ścięgien i kości. Stać równo, pionowo, stać długimi nocami i dniami. Stać wytrwale. Być w gotowości. Zawsze. Żeby nie przeoczyć łzy, która spada po nicości. Żeby jej nie zgubić i zapamiętać. Żeby się wyrwać z ostatniego kręgu, który wsysa jak biały karzeł... Żeby się nie dać!
Znosić upadki, przekleństwa cudze i własne, wypadki losowe, chaos, przesunięcia, odsunięcia, przeoczenia, wściekłość i bezsilność. Żeby dać radę. 
Jak mam powiedzieć, że nastąpiła od dawna przewidywana reakcja łańcuchowa? Że nie istnieję? I komu?
Śpię i budzę się. Wstaję, myję się, jem. Idę spać.
Jestem...
przeciw listopadom. 


Optymalne warunki dla prawidłowego funkcjonowania człowieka

                                                                                                                                            zdjęcia: internet